Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da...

of 405 /405
Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki. Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

Embed Size (px)

Transcript of Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da...

Aby rozpocz lektur,

kliknij na taki przycisk ,

ktry da ci peny dostp do spisu treci ksiki.

Jeli chcesz poczy si z Portem WydawniczymLITERATURA.NET.PL

kliknij na logo poniej.

http://www.literatura.net.pl

ADAM MICKIEWICZ

PAN TADEUSZCZYLI OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE.

HISTORIA SZLACHECKA Z R. 1811 I 1812,WE DWUNASTU KSIGACH WIERSZEM.

Tower Press 2000

Copyright by Tower Press, Gdask 2000

3

KSIGA PIERWSZAGOSPODARSTWO

Tre:

Powrt panicza - Spotkanie si najpierwsze w pokoiku, drugie u stou -

Wana Sdziego nauka o grzecznoci - Podkomorzego uwagi polityczne nad

modami - Pocztek sporu o Kusego i Sokoa - ale Wojskiego - Ostatni

Wony Trybunau - Rzut oka na wczesny stan polityczny Litwy i Europy.

4

Litwo! Ojczyzno moja! ty jeste jak zdrowie.

Ile ci trzeba ceni, ten tylko si dowie,

Kto ci straci. Dzi pikno tw w caej ozdobie

Widz i opisuj, bo tskni po tobie.

Panno wita, co jasnej bronisz Czstochowy

I w Ostrej wiecisz Bramie! Ty, co grd zamkowy

Nowogrdzki ochraniasz z jego wiernym ludem!

Jak mnie dziecko do zdrowia powrcia cudem

(Gdy od paczcej matki pod Twoj opiek

Ofiarowany, martw podniosem powiek

I zaraz mogem pieszo do Twych wity progu

I za wrcone ycie podzikowa Bogu),

Tak nas powrcisz cudem na Ojczyzny ono.

Tymczasem przeno moj dusz utsknion

Do tych pagrkw lenych, do tych k zielonych,

Szeroko nad bkitnym Niemnem rozcignionych;

Do tych pl malowanych zboem rozmaitem,

Wyzacanych pszenic, posrebrzanych ytem;

Gdzie bursztynowy wierzop, gryka jak nieg biaa,

Gdzie panieskim rumiecem dzicielina paa,

A wszystko przepasane, jakby wstg, miedz

Zielon, na niej z rzadka ciche grusze siedz.

rd takich pl przed laty, nad brzegiem ruczaju,

Na pagrku niewielkim, we brzozowym gaju,

Sta dwr szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;

wieciy si z daleka pobielane ciany,

Tym bielsze, e odbite od ciemnej zieleni

5

Topoli, co go broni od wiatrw jesieni.

Dm mieszkalny niewielki, lecz zewszd chdogi,

I stodo mia wielk, i przy niej trzy stogi

Utku, co pod strzech zmieci si nie moe;

Wida, e okolica obfita we zboe,

I wida z liczby kopic, co wzdu i wszerz smugw

wiec gsto jak gwiazdy, wida z liczby pugw

Orzcych wczenie any ogromne ugoru,

Czarnoziemne, zapewne nalene do dworu,

Uprawne dobrze na ksztat ogrodowych grzdek:

e w tym domu dostatek mieszka i porzdek.

Brama na wci otwarta przechodniom ogasza,

e gocinna i wszystkich w gocin zaprasza.

Wanie dwkonn bryk wjecha mody panek

I obiegszy dziedziniec zawrci przed ganek,

Wysiad z powozu; konie porzucone same,

Szczypic traw cigny powoli pod bram.

We dworze pusto, bo drzwi od ganku zamknito

Zaszczepkami i kokiem zaszczepki przetknito.

Podrny do folwarku nie bieg sug zapyta;

Odemkn, wbieg do domu, pragn go powita.

Dawno domu nie widzia, bo w dalekim miecie

Koczy nauki, koca doczeka nareszcie.

Wbiega i okiem chciwie ciany starodawne

Oglda czule, jako swe znajome dawne.

Te same widzi sprzty, te same obicia,

Z ktremi si zabawia lubi od powicia;

Lecz mniej wielkie, mniej pikne, ni si dawniej zday.

6

I te same portrety na cianach wisiay.

Tu Kociuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma

Podniesionymi w niebo, miecz oburcz trzyma;

Takim by, gdy przysiga na stopniach otarzw,

e tym mieczem wypdzi z Polski trzech mocarzw

Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie

Siedzi Rejtan aony po wolnoci stracie,

W rku trzymna n, ostrzem zwrcony do ona,

A przed nim ley Fedon i ywot Katona.

Dalej Jasiski, modzian pikny i pospny,

Obok Korsak, towarzysz jego nieodstpny,

Stoj na szacach Pragi, na stosach Moskali,

Siekc wrogw, a Praga ju si wkoo pali.

Nawet stary stojcy zegar kurantowy

W drewnianej szafie pozna u wnicia alkowy

I z dziecinn radoci pocign za sznurek,

By stary Dbrowskiego usysze mazurek.

Biega po caym domu i szuka komnaty,

Gdzie mieszka, dzieckiem bdc, przed dziesiciu laty.

Wchodzi, cofn si, toczy zdumione renice

Po cianach: w tej komnacie mieszkanie kobice?

Kt by tu mieszka? Stary stryj nie by onaty,

A ciotka w Petersburgu mieszkaa przed laty.

To nie by ochmistrzyni pokj! Fortepiano?

Na niem noty i ksiki; wszystko porzucano

Niedbale i bezadnie; nieporzdek miy!

Niestare byy rczki, co je tak rzuciy.

Tu i sukienka biaa, wieo z koka zdjta

7

Do ubrania, na krzesa porczu rozpita.

A na oknach donice z pachncymi zioki,

Geranium, lewkonija, astry i fijoki.

Podrny stan w jednym z okien - nowe dziwo:

W sadzie, na brzegu niegdy zarosym pokrzyw,

By maleki ogrdek, ciekami porznity,

Peen bukietw trawy angielskiej i mity.

Drewniany, drobny, w cyfr powizany potek

Poyska si wstkami jaskrawych stokrotek.

Grzdki wida, e byy wieo polewane;

Tu stao wody pene naczynie blaszane,

Ale nigdzie nie wida byo ogrodniczki;

Tylko co wysza; jeszcze koysz si drzwiczki

wieo trcone; blisko drzwi lad wida nki

Na piasku, bez trzewika bya i poczoszki;

Na piasku drobnym, suchym, biaym na ksztat niegu,

lad wyrany, lecz lekki; odgadniesz, e w biegu

Chybkim by zostawiony nkami drobnemi

Od kogo, co zaledwie dotyka si ziemi.

Podrny dugo w oknie sta patrzc, dumajc,

Wonnymi powiewami kwiatw oddychajc,

Oblicze a na krzaki fijokowe skoni,

Oczyma ciekawymi po droynach goni

I znowu je na drobnych ladach zatrzymywa,

Myla o nich i, czyje byy, odgadywa.

Przypadkiem oczy podnis, i tu na parkanie

Staa moda dziewczyna. - Biae jej ubranie

8

Wysmuk posta tylko a do piersi kryje,

Odsaniajc ramiona i abdzi szyj.

W takim Litwinka tylko chodzi zwyka z rana,

W takim nigdy nie bywa od mczyzn widziana:

Wic cho wiadka nie miaa, zaoya rce

Na piersiach, przydawajc zasony sukience.

Wos w pukle nie rozwity, lecz w wzeki mae

Pokrcony, schowany w drobne strczki biae,

Dziwnie ozdabia gow, bo od soca blasku

wieci si, jak korona na witych obrazku.

Twarzy nie byo wida. Zwrcona na pole

Szukaa kogo okiem, daleko, na dole;

Ujrzaa, zamiaa si i klasna w donie,

Jak biay ptak zleciaa z parkanu na bonie

I wiona ogrodem przez potki, przez kwiaty,

I po desce opartej o cian komnaty,

Nim spostrzeg si, wleciaa przez okno, wiecca,

Naga, cicha i lekka jak wiato miesica.

Ncc chwycia suknie, biega do zwierciada;

Wtem ujrzaa modzieca i z rk jej wypada

Suknia, a twarz od strachu i dziwu poblada.

Twarz podrnego barw spona rumian

Jak obok, gdy z jutrzenk napotka si rann;

Skromny modzieniec oczy zmruy i przysoni,

Chcia co mwi, przeprasza, tylko si ukoni

I cofn si; dziewica krzykna bolenie,

Niewyranie, jak dziecko przestraszone we nie;

Podrny zlk si, spjrza, lecz ju jej nie byo.

Wyszed zmieszany i czu, e serce mu bio

9

Gono, i sam nie wiedzia, czy go miao mieszy

To dziwaczne spotkanie, czy wstydzi, czy cieszy.

Tymczasem na folwarku nie uszo bacznoci,

e przed ganek zajecha ktry z nowych goci.

Ju konie w stajni wzito, ju im hojnie dano,

Jako w porzdnym domu, i obrok, i siano;

Bo Sdzia nigdy nie chcia, wedug nowej mody,

Odsya konie goci ydom do gospody.

Sudzy nie wyszli wita, ale nie myl wcale,

Aby w domu Sdziego suono niedbale;

Sudzy czekaj, nim si pan Wojski ubierze,

Ktry teraz za domem urzdza wieczerz.

On Pana zastpuje i on w niebytnoci

Pana zwyk sam przyjmowa i zabawia goci

(Daleki krewny paski i przyjaciel domu).

Widzc gocia, na folwark dy po kryjomu

(Bo nie mg wyj spotyka w tkackim pudermanie);

Wdzia wic, jak mg najprdzej, niedzielne ubranie

Nagotowane z rana, bo od rana wiedzia,

e u wieczerzy bdzie z mnstwem goci siedzia.

Pan Wojski pozna z dala, rce rozkrzyowa

I z krzykiem podrnego ciska i caowa;

Zacza si ta prdka, zmieszana rozmowa,

W ktrej lat kilku dzieje chciano zamkn w sowa

Krtkie i popltane, w cig powieci, pyta,

Wykrzyknikw i westchnie, i nowych powita.

Gdy si pan Wojski dosy napyta, nabada,

Na samym kocu dzieje tego dnia powiada.

10

Dobrze, mj Tadeuszu (bo tak nazywano

Modzieca, ktry nosi Kociuszkowskie miano

Na pamitk, e w czasie wojny si urodzi),

Dobrze, mj Tadeuszu, e si dzi nagodzi

Do domu, wanie kiedy mamy panien wiele.

Stryjaszek myli wkrtce sprawi ci wesele;

Jest z czego wybra; u nas towarzystwo liczne

Od kilku dni zbiera si na sdy graniczne

Dla skoczenia dawnego z panem Hrabi sporu;

I pan Hrabia ma jutro sam zjecha do dworu;

Podkomorzy ju zjecha z on i z crkami.

Modzie posza do lasu bawi si strzelbami,

A starzy i kobiety niwo ogldaj

Pod lasem, i tam pewnie na modzie czekaj.

Pjdziemy, jeli zechcesz, i wkrtce spotkamy

Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy.

Pan Wojski z Tadeuszem id pod las drog

I jeszcze si do woli nagada nie mog.

Soce ostatnich kresw nieba dochodzio,

Mniej silnie, ale szerzej ni we dnie wiecio,

Cae zaczerwienione, jak zdrowe oblicze

Gospodarza, gdy prace skoczywszy rolnicze,

Na spoczynek powraca. Ju krg promienisty

Spuszcza si na wierzch boru i ju pomrok mglisty,

Napeniajc wierzchoki i gazie drzewa,

Cay las wie w jedno i jakoby zlewa;

I br czerni si na ksztat ogromnego gmachu,

Soce nad nim czerwone jak poar na dachu;

11

Wtem zapado do gbi; jeszcze przez konary

Bysno jako wieca przez okienic szpary

I zgaso. I wnet sierpy gromadnie dzwonice

We zboach i grabliska suwane po ce

Ucichy i stany: tak pan Sdzia kae,

U niego ze dniem kocz prac gospodarze.

Pan wiata wie, jak dugo pracowa potrzeba;

Soce, Jego robotnik, kiedy znidzie z nieba,

Czas i ziemianinowi ustpowa z pola.

Tak zwyk mawia pan Sdzia, a Sdziego wola

Bya ekonomowi poczciwemu wit;

Bo nawet wozy, w ktre ju skada zaczto

Kop yta, niepene jad do stodoy;

Ciesz si z nadzwyczajnej ich lekkoci woy.

Wanie z lasu wracao towarzystwo cae,

Wesoo, lecz w porzdku; naprzd dzieci mae

Z dozorc, potem Sdzia szed z Podkomorzyn,

Obok pan Podkomorzy otoczon rodzin;

Panny tu za starszemi, a modzie na boku;

Panny szy przed modzie o jakie p kroku

(Tak kae przyzwoito); nikt tam nie rozprawia

O porzdku, nikt mczyzn i dam nie ustawia,

A kady mimowolnie porzdku pilnowa.

Bo Sdzia w domu dawne obyczaje chowa

I nigdy nie dozwala, by chybiano wzgldu

Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzdu.

Tym adem - mawia - domy i narody syn,

Z jego upadkiem domy i narody gin.

12

Wic do porzdku wykli domowi i sudzy;

I przyjezdny go, krewny albo czowiek cudzy,

Gdy Sdziego nawiedzi, skoro poby mao,

Przejmowa zwyczaj, ktrym wszystko oddychao.

Krtkie byy Sdziego z synowcem witania:

Da mu powanie rk do pocaowania

I w skro ucaowawszy, uprzejmie pozdrowi;

A cho przez wzgld na goci niewiele z nim mwi,

Wida byo z ez, ktre wylotem kontusza

Otar prdko, jak kocha pana Tadeusza.

W lad gospodarza wszystko ze niwa i z boru,

I z k, i z pastwisk razem wracao do dworu.

Tu owiec trzoda beczc w ulic si toczy

I wznosi chmur pyu; dalej z wolna kroczy

Stado cielic tyrolskich z mosinymi dzwonki;

Tam konie rce lec ze skoszonej ki;

Wszystko biey ku studni, ktrej rami z drzewa

Raz wraz skrzypi i napj w koryta rozlewa.

Sdzia, cho utrudzony, chocia w gronie goci,

Nie uchybi gospodarskiej, wanej powinnoci:

Uda si sam ku studni; najlepiej z wieczora

Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora;

Dozoru tego nigdy sugom nie poruczy,

Bo Sdzia wie, e oko paskie konia tuczy.

13

Wojski z wonym Protazym ze wiecami w sieni

Stali i rozprawiali, nieco pornieni,

Bo w niebytno Wojskiego Wony po kryjomu

Kaza stoy z wieczerz powynosi z domu

I ustawi co prdzej w porodku zamczyska,

Ktrego widne byy pod lasem zwaliska.

Po c te przenosiny? Pan Wojski si krzywi

I przeprasza Sdziego; Sdzia si zadziwi,

Lecz stao si; ju pno i trudno zaradzi,

Wola goci przeprosi i w pustki prowadzi.

Po drodze Wony cigle Sdziemu tumaczy,

Dlaczego urzdzenie paskie przeinaczy:

We dworze adna izba nie ma obszernoci

Dostatecznej dla tylu, tak szanownych goci;

W zamku sie wielka, jeszcze dobrze zachowana,

Sklepienie cae - wprawdzie pka jedna ciana,

Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi;

Blisko piwnic wygodna sucej czeladzi.

Tak mwic, na Sdziego mruga; wida z miny,

e mia i tai inne, waniejsze przyczyny.

O dwa tysice krokw zamek sta za domem,

Okazay budow, powany ogromem,

Dziedzictwo staroytnej rodziny Horeszkw;

Dziedzic zgin by w czasie krajowych zamieszkw.

Dobra, cae zniszczone sekwestrami rzdu,

Bezadnoci opieki, wyrokami sdu,

W czstce spady dalekim krewnym po kdzieli,

A reszt rozdzielono midzy wierzycieli.

14

Zamku aden wzi nie chcia, bo w szlacheckim stanie

Trudno byo wyoy koszt na utrzymanie;

Lecz Hrabia, ssiad bliski, gdy wyszed z opieki,

Panicz bogaty, krewny Horeszkw daleki,

Przyjechawszy z wojau upodoba mury,

Tumaczc, e gotyckiej s architektury;

Cho Sdzia z dokumentw przekonywa o tem,

e architekt by majstrem z Wilna, nie za Gotem.

Do, e Hrabia chcia zamku, wanie i Sdziemu

Przysza nagle ta chtka, nie wiadomo czemu.

Zaczli proces w ziemstwie, potem w gwnym sdzie,

W senacie, znowu w ziemstwie i w guberskim rzdzie;

Wreszcie po wielu kosztach i ukazach licznych

Sprawa wrcia znowu do sdw granicznych.

Susznie Wony powiada, e w zamkowej sieni

Zmieci si i palestra, i gocie proszeni.

Sie wielka jak refektarz, z wypukym sklepieniem

Na filarach, podoga wysana kamieniem,

ciany bez adnych ozdb, ale mur chdogi;

Sterczay wkoo sarnie i jelenie rogi

Z napisami: gdzie, kiedy te upy zdobyte;

Tu myliwcw herbowne klejnoty wyryte

I stoi wypisany kady po imieniu;

Herb Horeszkw, Pkozic, jania na sklepieniu.

Gocie weszli w porzdku i stanli koem;

Podkomorzy najwysze bra miejsce za stoem;

Z wieku mu i z urzdu ten zaszczyt naley.

15

Idc kania si damom, starcom i modziey.

Przy nim sta kwestarz, Sdzia tu przy Bernardynie,

Bernardyn zmwi krtki pacierz po acinie.

Mczyznom dano wdk; wtenczas wszyscy siedli

I choodziec litewski milczc wawo jedli.

Pan Tadeusz, cho modzik, ale prawem gocia

Wysoko siad przy damach obok Jegomocia;

Midzy nim i stryjaszkiem jedno pozostao

Puste miejsce, jak gdyby na kogo czekao.

Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi poglda,

Jakby czyjego przyjcia by pewny i da.

I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadza,

I z nim na miejscu pustym oczy swe osadza.

Dziwna rzecz! Miejsca wkoo s siedzeniem dziewic,

Na ktre mgby spjrze bez wstydu krlewic,

Wszystkie zacnie zrodzone, kada moda, adna;

Tadeusz tam poglda, gdzie nie siedzi adna.

To miejsce jest zagadk, md lubi zagadki;

Roztargniony, do swojej nadobnej ssiadki

Ledwie sw kilka wyrzek, do Podkomorzanki;

Nie zmienia jej talerzw, nie nalewa szklanki,

I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne,

Z ktrych by wychowanie poznano stoeczne;

To jedno puste miejsce nci go i mami...

Ju nie puste, bo on je napeni mylami.

Po tem miejscu biegao domysw tysice,

Jako po deszczu abki po samotnej ce;

rd nich jedna krluje posta, jak w pogod

Lilia jezir skro bia wznoszca nad wod.

16

Dano trzeci potraw. Wtem pan Podkomorzy,

Wlawszy kropelk wina w szklank panny Ry,

A modszej przysunwszy z talerzem ogrki,

Rzek: Musz ja wam suy, moje panny crki,

Cho stary i niezgrabny. Zatem si rzucio

Kilku modych od stou i pannom suyo.

Sdzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza

I poprawiwszy nieco wylotw kontusza,

Nala wgrzyna i rzek:

Dzi, nowym zwyczajem,

My na nauk modzie do stolicy dajem

I nie przeczym, e nasi synowie i wnuki

Maj od starych wicej ksikowej nauki;

Ale co dzie postrzegam, jak md cierpi na tem,

e nie ma szk uczcych y z ludmi i wiatem.

Dawniej na dwory paskie jacha szlachcic mody,

Ja sam lat dziesi byem dworskim Wojewody,

Ojca Podkomorzego, Mociwego Pana

(Mwic, Podkomorzemu cisn za kolana);

On mnie rad do usug publicznych sposobi,

Z opieki nie wypuci, a czowiekiem zrobi.

W mym domu wiecznie bdzie jego pami droga,

Co dzie za dusz jego prosz Pana Boga.

Jelim tyle na jego nie korzysta dworze

Jak drudzy i wrciwszy w domu ziemi orz,

Gdy inni, wicej godni Wojewody wzgldw,

Doszli potem najwyszych krajowych urzdw,

Przynajmniej tom skorzysta, e mi w moim domu

17

Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybi komu

W uczciwoci, w grzecznoci; a ja powiem miao:

Grzeczno nie jest nauk atw ani ma.

Nieatw, bo nie na tym koczy si, jak nog

Zrcznie wierzgn, z umiechem wita lada kogo;

Bo taka grzeczno modna zda mi si kupiecka,

Ale nie staropolska, ani te szlachecka.

Grzeczno wszystkim naley, lecz kademu inna;

Bo nie jest bez grzecznoci i mio dziecinna,

I wzgld ma dla ony przy ludziach, i pana

Dla sug swoich, a w kadej jest pewna odmiana.

Trzeba si dugo uczy, aeby nie zbdzi

I kademu powinn uczciwo wyrzdzi.

I starzy si uczyli; u panw rozmowa

Bya to historyja yjca krajowa,

A midzy szlacht dzieje domowe powiatu:

Dawano przez to pozna szlachcicowi bratu,

e wszyscy o nim wiedz, lekce go nie wa;

Wic szlachcic obyczaje swe trzyma pod stra.

Dzi czowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi?

Z kim on y, co porabia? Kady, gdzie chce, wchodzi,

Byle nie szpieg rzdowy i byle nie w ndzy.

Jak w Wespazyjanus nie wcha pienidzy

I nie chcia wiedzie, skd s, z jakich rk i krajw,

Tak nie chc zna czowieka rodu, obyczajw!

Do, e wany i e si stempel na nim widzi,

Wic szanuj przyjaci jak pienidze ydzi.

18

To mwic Sdzia goci obejrza porzdkiem;

Bo cho zawsze i pynnie mwi, i z rozsdkiem,

Wiedzia, e niecierpliwa modzie teraniejsza,

e j nudzi rzecz duga, cho najwymowniejsza.

Ale wszyscy suchali w milczeniu gbokiem;

Sdzia Podkomorzego zda si radzi okiem,

Podkomorzy pochwa rzeczy nie przerywa,

Ale czstym skinieniem gowy potakiwa.

Sdzia milcza, on jeszcze skinieniem przyzwala;

Wic Sdzia jego puchar i swj kielich nala

I dalej mwi:

Grzeczno nie jest rzecz ma:

Kiedy si czowiek uczy way, jak przystao,

Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje,

Wtenczas i swoj wano zarazem poznaje;

Jak na szalach ebymy nasz ciar poznali,

Musim kogo posadzi na przeciwnej szali.

Za godna jest Waszmociw uwagi osobnej

Grzeczno, ktr powinna mod dla pci nadobnej;

Zwaszcza gdy zacno domu, fortuny szczodroty

Objaniaj wrodzone wdziki i przymioty.

Std droga do afektw i std si kojarzy

Wspaniay domw sojusz - tak mylili starzy.

A zatem...

Tu pan Sdzia nagym zwrotem gowy

Skin na Tadeusza, rzuci wzrok surowy,

Zna byo, e przychodzi ju do wnioskw mowy.

19

Wtem brzkn w tabakierk zot Podkomorzy

I rzek:

Mj Sdzio, dawniej byo jeszcze gorzej!

Teraz nie wiem, czy moda i nas starych zmienia,

Czy modzie lepsza, ale widz mniej zgorszenia.

Ach, ja pamitam czasy, kiedy do Ojczyzny

Pierwszy raz zawitaa moda francuszczyzny!

Gdy raptem paniczyki mode z cudzych krajw

Wtargnli do nas hord gorsz od Nogajw!

Przeladujc w Ojczynie Boga, przodkw wiar,

Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.

aonie byo widzie wykych mokosw,

Gadajcych przez nosy, a czsto bez nosw,

Opatrzonych w broszurki i w rne gazety,

Goszcych nowe wiary, prawa, toalety.

Miaa nad umysami wielk moc ta tuszcza;

Bo Pan Bg, kiedy kar na nard przepuszcza,

Odbiera naprzd rozum od obywateli.

I tak mdrsi fircykom oprze si nie mieli;

I zlk ich si jak dumy jakiej cay nard,

Bo ju sam wewntrz siebie czu choroby zard.

Krzyczano na modnisiw, a brano z nich wzory:

Zmieniano wiar, mow, prawa i ubiory.

Bya to maszkarada, zapustna swawola,

Po ktrej mia przyj wkrtce wielki post - niewola!

Pamitam, chocia byem wtenczas mae dzieci,

Kiedy do ojca mego w oszmiaskim powiecie

20

Przyjecha pan Podczaszyc na francuskim wzku,

Pierwszy czowiek, co w Litwie chodzi po francusku.

Biegali wszyscy za nim jakby za rarogiem,

Zazdroszczono domowi, przed ktrego progiem

Stana Podczaszyca dwkolna dryndulka,

Ktra si po francusku zwaa karyjulka.

Zamiast lokajw w kielni siedziay dwa pieski,

A na kozach niemczysko chude na ksztat deski;

Nogi mia dugie, cienkie, jak od chmielu tyki,

W poczochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki,

Peruka z harbajtelem zawizanym w miechu.

Starzy na on ekwipa parskali ze miechu,

A chopi egnali si, mowic, e po wiecie

Jedzi wenecki diabe w niemieckiej karecie.

Sam Podczaszyc jaki by, opisywa dugo;

Dosy, e nam si zdawa map lub papug,

W wielkiej peruce, ktr do zotego runa

On lubi porwnywa, a my do kotuna.

Jeli kto i czu wtenczas, e polskie ubranie

Pikniejsze jest ni obcej mody mapowanie,

Milcza; boby krzyczaa modzie, e przeszkadza

Kulturze, e tamuje progresy, e zdradza!

Taka bya przesdw owoczesnych wadza!

Podczaszyc zapowiedzia, e nas reformowa,

Cywilizowa bdzie i konstytuowa;

Ogosi nam, e jacy Francuzi wymowni

Zrobili wynalazek: i ludzie s rowni.

Cho o tem dawno w Paskim pisano zakonie

21

I kady ksidz to samo gada na ambonie.

Nauka dawn bya, szo o jej penienie!

Lecz wtenczas panowao takie olepienie,

e nie wierzono rzeczom najdawniejszym w wiecie,

Jeli ich nie czytano w francuskiej gazecie.

Podczaszyc, mimo rwno, wzi tytu markia;

Wiadomo, e tytuy przychodz z Parya,

A natenczas tam w modzie by tytu markia.

Jako, kiedy si moda odmienia z laty,

Tene sam marki przybra tytu demokraty;

Wreszcie z odmienn mod, pod Napoleonem,

Demokrata przyjecha z Parya baronem;

Gdyby y duej, moe now alternat

Z barona przechrzciby si kiedy demokrat.

Bo Pary czst mody odmian si chlubi,

A co Francuz wymyli, to Polak polubi.

Chwaa Bogu, e teraz jeli nasza modzie

Wyjeda za granic, to ju nie po odzie,

Nie szuka prawodawstwa w drukarskich kramarniach

Lub wymowy uczy si w paryskich kawiarniach.

Bo teraz Napoleon, czek mdry a prdki,

Nie daje czasu szuka mody i gawdki.

Teraz grzmi or, a nam starym serca rosn,

e znowu o Polakach tak na wiecie gono;

Jest sawa, a wic bdzie i Rzeczpospolita!

Zawdy z wawrzynw drzewo wolnoci wykwita.

Tylko smutno, e nam, ach! tak si lata wlek

W nieczynnoci! a oni tak zawsze daleko!

22

Tak dugo czeka! Nawet tak rzadka nowina!

Ojcze Robaku (ciszej rzek do Bernardyna),

Syszaem, e zza Niemna odebra wiadomo;

Moe te co o naszym wojsku wie Jegomo?

Nic a nic - odpowiedzia Robak obojtnie

(Wida byo, e sucha rozmowy niechtnie) -

Mnie polityka nudzi; jeeli z Warszawy

Mam list, to rzecz zakonna, to s nasze sprawy

Bernardyskie; c o tem gada u wieczerzy?

S tu wieccy, do ktrych nic to nie naley.

Tak mowic spojrza zyzem, gdzie rd biesiadnikw

Siedzia go Moskal; by to pan kapitan Rykw;

Stary onierz, sta w bliskiej wiosce na kwaterze,

Pan Sdzia go przez grzeczno prosi na wieczerz.

Rykow jad smaczno, mao wdawa si w rozmow,

Lecz na wzmiank Warszawy rzek, podniosszy gow:

Pan Podkomorzy! Oj, Wy! Pan zawsze ciekawy

O Bonaparta, zawsze Wam tam do Warszawy!

He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem -

Ojczyzna! Ja to czuj wszystko, ja rozumiem!

Wy Polaki, ja Ruski, teraz si nie bijem,

Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem.

Czsto na awanpostach nasz z Francuzem gada,

Pije wdk; jak krzykn: ura! - kanonada.

Ruskie przysowie: z kim si bij, tego lubi;

Gad druk jak po duszy, a bij jak po szubie.

Ja mwi, bdzie wojna u nas. Do majora

23

Puta adiutant sztabu przyjecha zawczora:

Gotowa si do marszu! Pjdziem, czy pod Turka,

Czy na Francuza; oj, ten Bonapart figurka!

Bez Suworowa to on moe nas wytuza.

U nas w puku gadano, jak szli na Francuza,

e Bonapart czarowa, no, tak i Suwarw

Czarowa; tak i byy czary przeciw czarw.

Raz w bitwie, gdzie podzia si? szuka Bonaparta -

A on zmieni si w lisa, tak Suwarw w charta;

Tak Bonaparte znowu w kota si przerzuca,

Dalej drze pazurami, a Suwarw w kuca.

Obaczcie, co si stao w kocu z Bonapart...

Tu Rykw przerwa i jad; wtem z potraw czwart

Wszed sucy, i raptem boczne drzwi otwarto.

Wesza nowa osoba, przystojna i moda;

Jej zjawienie si nage, jej wzrost i uroda,

Jej ubir zwrci oczy; wszyscy j witali;

Prcz Tadeusza, wida, e j wszyscy znali.

Kibi miaa wysmuk, ksztatn, pier powabn,

Sukni materyjaln, row, jedwabn,

Gors wycity, konierzyk z kornek, rkawki

Krtkie, w rku krcia wachlarz dla zabawki

(Bo nie byo gorca); wachlarz pozocisty

Powiewajc rozlewa deszcz iskier rzsisty.

Gowa do wosw, wosy pozwijane w krgi,

W pukle, i przeplatane rowymi wstgi,

Pord nich brylant, niby zakryty od oczu,

24

wieci si jako gwiazda w komety warkoczu -

Sowem, ubir galowy; szeptali niejedni,

e zbyt wykwintny na wie i na dzie powszedni.

Nek, cho suknia krtka, oko nie zobaczy,

Bo biega bardzo szybko, suwaa si raczj,

Jako osbki, ktre na trzykrlskie wita

Przesuwaj w jasekach ukryte chopita.

Biega i wszystkich lekkim witajc ukonem,

Chciaa usie na miejscu sobie zostawionem.

Trudno byo; bo krzese dla goci nie stao:

Na czterech awach cztery ich rzdy siedziao,

Trzeba byo rzd ruszy lub aw przeskoczy;

Zrcznie midzy dwie awy umiaa si wtoczy,

A potem midzy rzdem siedzcych i stoem

Jak bilardowa kula toczya si koem.

W biegu dotkna blisko naszego modziana;

Uczepiwszy falban o czyje kolana,

Polizna si nieco i w tem roztargnieniu

Na pana Tadeusza wspara si ramieniu.

Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swem siada

Pomidzy nim i stryjem, ale nic nie jada,

Tylko si wachlowaa, to wachlarza trzonek

Krcia, to konierzyk z brabanckich koronek

Poprawiaa, to lekkim dotknieniem si rki

Muskaa wosw pukle i wstg jasnych pki.

Ta przerwa rozmw trwaa ju minut ze cztery.

Tymczasem w kocu stoa naprzd ciche szmery,

A potem si zaczy wpgone rozmowy;

25

Mczyni rozsdzali swe dzisiejsze owy.

Asesora z Rejentem wzmoga si uparta,

Coraz goniejsza ktnia o kusego charta,

Ktrego posiadaniem pan Rejent si szczyci

I utrzymywa, e on zajca pochwyci;

Asesor za dowodzi na zo Rejentowi,

e ta chwaa naley chartu Sokoowi.

Pytano zdania innych; wic wszyscy dokoa

Brali stron Kusego, albo te Sokoa,

Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne wiadki.

Sdzia na drugim kocu do nowej ssiadki

Rzek pgosem: Przepraszam, musielimy siada,

Niepodobna wieczerzy na pniej odkada:

Gocie godni, chodzili daleko na pole;

Myliem, e dzi z nami nie bdziesz przy stole.

To rzekszy, z Podkomorzym przy penym kielichu

O politycznych sprawach rozmawia po cichu.

Gdy tak byy zajte stou strony obie,

Tadeusz przyglda si nieznanej osobie:

Przypomnia, e za pierwszym na miejsce wejrzeniem

Odgadn zaraz, czyim miao by siedzeniem.

Rumieni si, serce mu bio nadzwyczajnie;

Wic rozwizane widzia swych domysw tajnie!

Wic byo przeznaczono, by przy jego boku

Usiada owa pikno widziana w pomroku.

26

Wprawdzie zdaa si teraz wzrostem dorodniejsza,

Bo ubrana, a ubir powiksza i zmniejsza.

I wos u tamtej widzia krtki, jasnozoty,

A u tej krucze, dugie zwijay si sploty.

Kolor musia pochodzi od soca promieni,

Ktremi przy zachodzie wszystko si czerwieni.

Twarzy wwczas nie dostrzeg, nazbyt rycho znika,

Ale myl twarz nadobn odgadywa zwyka;

Myli, e pewnie miaa czarniutkie oczta,

Bia twarz, usta krane jak winie blinita;

U tej znalaz podobne oczy, usta, lica;

W wieku moe by bya najwiksza rnica:

Ogrodniczka dziewczynk zdawaa si ma,

A pani ta niewiast ju w latach dojrza;

Lecz modzie o piknoci metryk nie pyta,

Bo modziecowi mod jest kada kobita,

Chopcowi kada pikno zda si rwiennic,

A niewinnemu kada kochanka dziewic.

Tadeusz, chocia liczy lat blisko dwadziecie

I od dziecistwa mieszka w Wilnie, wielkim miecie,

Mia za dozorc ksidza, ktry go pilnowa

I w dawnej surowoci prawidach wychowa.

Tadeusz zatem przywioz w strony swe rodzinne

Dusz czyst, myl yw i serce niewinne,

Ale razem niema chtk do swywoli.

Z gry ju robi projekt, e sobie pozwoli

Uywa na wsi dugo wzbronionej swobody;

Wiedzia, e by przystojny, czu si rzeki, mody,

27

A w spadku po rodzicach wzi czerstwo i zdrowie.

Nazywa si Soplica; wszyscy Soplicowie

S, jak wiadomo, krzepcy, otyli i silni,

Do onierki jedyni, w naukach mniej pilni.

Tadeusz si od przodkw swoich nie odrodzi:

Dobrze na koniu jedzi, pieszo dzielnie chodzi,

Tpy nie by, lecz mao w naukach postpi,

Cho stryj na wychowanie niczego nie skpi.

On wola z flinty strzela albo szabl robi;

Wiedzia, e go mylano do wojska sposobi,

e ojciec w testamencie wyrzek tak wol;

Ustawicznie do bbna tskni, siedzc w szkole.

Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmieni,

Kaza, aby przyjecha i aby si eni,

I obj gospodarstwo; przyrzek na pocztek

Da ma wie, a potem cay swj majtek.

Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety

cigny wzrok ssiadki, uwanej kobiety.

Zmierzya jego posta ksztatn i wysok,

Jego ramiona silne, jego pier szerok

I w twarz spjrzaa, z ktrej wytryska rumieniec,

Ilekro z jej oczyma spotka si modzieniec:

Bo z pierwszej lkliwoci cakiem ju ochon

I patrzy wzrokiem miaym, w ktrym ogie pon.

Rwnie patrzya ona, i cztery renice

Gorzay przeciw sobie jak roratne wice.

28

Pierwsza z nim po francusku zacza rozmow;

Wraca z miasta, ze szkoy: wic o ksiki nowe,

O autorw pytaa Tadeusza zdania

I ze zda wycigaa na nowo pytania;

C gdy potem zacza mwi o malarstwie,

O muzyce, o tacach, nawet o rzebiarstwie!

Dowioda, e zna rwnie pdzel, noty, druki;

A osupia Tadeusz na tyle nauki,

Lka si, by nie zosta pomiewiska celem,

I jka si jak aczek przed nauczycielem.

Szczciem, e nauczyciel adny i niesrogi;

Odgadna ssiadka powd jego trwogi,

Wszcza rzecz o mniej trudnych i mdrych przedmiotach:

O wiejskiego poycia nudach i kopotach,

I jak bawi si trzeba, i jak czas podzieli,

By ycie uprzyjemni i wie rozweseli.

Tadeusz odpowiada mielej, sza rzecz dalj,

W p godziny ju byli z sob poufali;

Zaczli nawet mae arciki i sprzeczki.

W kocu, stawia przed nim trzy z chleba gaeczki:

Trzy osoby na wybor; wzi najblisz sobie;

Podkomorzanki na to zmarszczyy si obie,

Ssiadka zamiaa si, lecz nie powiedziaa,

Kogo owa szczliwa gaka oznaczaa.

Inaczej bawiono si w drugim kocu stoa,

Bo tam, wzmgszy si nagle, stronnicy Sokoa

Na partyj Kusego bez litoci wsiedli:

29

Spr by wielki, ju potraw ostatnich nie jedli.

Stojc i pijc obie kciy si strony,

A najstraszniej pan Rejent by zacietrzewiony:

Jak raz zacz, bez przerwy rzecz swoj tokowa

I gestami j bardzo dobitnie malowa.

(By dawniej adwokatem pan rejent Bolesta,

Zwano go kaznodziej, e zbyt lubi gesta).

Teraz rce przy boku mia, w ty wygi okcie,

Spod ramion wytkn palce i dugie paznokcie,

Przedstawiajc dwa smycze chartw tym obrazem.

Wanie rzecz koczy: Wyczha! pucilimy razem

Ja i Asesor, razem, jakoby dwa krki

Jednym palcem spuszczone u jednej dwrrki;

Wyczha! poszli, a zajc jak struna - smyk w pole,

Psy tu (to mwic, rce cign wzdu po stole

I palcami ruch chartw przedziwnie udawa),

Psy tu, i hec! od lasu odsadzili kawa;

Soko smyk naprzd, rczy pies, lecz zagorzalec,

Wysadzi si przed Kusym o tyle, o palec;

Wiedziaem, e spuduje; szarak, gracz nie lada,

Czcha niby prosto w pole, za nim psw gromada;

Gracz szarak! skoro poczu wszystkie charty w kupie,

Pstrk na prawo, kozioka, z nim w prawo psy gupie,

A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy,

Psy za nim fajt na lewo, on w las, a mj Kusy

Cap !! - tak krzyczc pan Rejent, na st pochylony,

Z palcami swemi zabieg a do drugiej strony

I cap! - Tadeuszowi wrzasn tu nad uchem.

Tadeusz i ssiadka, tym gosu wybuchem

30

Znienacka przestraszeni wanie w p rozmowy,

Odstrychnli od siebie mimowolnie gowy,

Jako wierzchoki drzewa powizane spoem,

Gdy je wicher rozerwie; i rce pod stoem

Blisko siebie lece wstecz nagle ucieky,

I dwie twarze w jeden si rumieniec obleky.

Tadeusz, by nie zdradzi swego roztargnienia:

Prawda - rzek - mj Rejencie, prawda, bez wtpienia,

Kusy pikny chart z ksztatu, jeli rwnie chwytny...

Chwytny? - krzykn pan Rejent. - Mj pies faworytny

eby nie mia by chwytny? Wic Tadeusz znowu

Cieszy si, e tak pikny pies nie ma narowu,

aowa, e go tylko widzia idc z lasu

I e przymiotw jego pozna nie mia czasu.

Na to zadra Asesor, puci z rk kieliszek,

Utopi w Tadeusza wzrok jak bazyliszek.

Asesor mniej krzykliwy i mniej by ruchawy

Od Rejenta, szczuplejszy i may z postawy,

Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku,

Bo powiadano o nim: ma do w jzyku.

Tak dowcipne arciki umia komponowa,

Iby je w kalendarzu mona wydrukowa:

Wszystkie zoliwe, ostre. Dawniej czek dostatni,

Sched ojca swojego i majtek bratni,

Wszystko strwoni, na wielkim figurujc wiecie;

Teraz wszed w sub rzdu, by znaczy w powiecie.

Lubi bardzo mylistwo, ju to dla zabawy,

31

Ju to e odgos trbki i widok obawy

Przypomina mu jego lata modociane,

Kiedy mia strzelcw licznych i psy zawoane;

Teraz mu z caej psiarni dwa charty zostay,

I jeszcze z tych jednemu chciano przeczy chway.

Wic zbliy si i, z wolna gadzc faworyty,

Rzek z umiechem, a by to umiech jadowity:

Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzdu...

Ogon te znacznie chartom pomaga do pdu,

A Pan kuso uwaasz za dowd dobroci?

Zreszt zda si moemy na sd Paskiej cioci.

Cho pani Telimena mieszkaa w stolicy

I bawi si niedawno w naszej okolicy,

Lepiej zna si na owach ni myliwi modzi:

Tak to nauka sama z latami przychodzi.

Tadeusz, na ktrego niespodzianie spada

Grom taki, wsta zmieszany, chwil nic nie gada,

Lecz patrzy na rywala coraz straszniej, sroj...

Wtem, wielkim szczciem, dwakro kichn Podkomorzy.

Wiwat! - krzyknli wszyscy; on si wszystkim skoni

I z wolna w tabakier palcami zadzwoni:

Tabakiera ze zota, z brylantw oprawa,

A w rodku jej by portret krla Stanisawa.

Ojcu Podkomorzego sam krl j darowa,

Po ojcu Podkomorzy godnie j piastowa;

Gdy w ni dzwoni, znak dawa, e mia gos zabiera;

Umilkli wszyscy i ust nie mieli otwiera.

On rzek:

32

Wielmoni Szlachta, Bracia Dobrodzieje!

Forum myliwskiem tylko s ki i knieje,

Wic ja w domu podobnych spraw nie decyduj

I posiedzenie nasze na jutro solwuj,

I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwol.

Wony! odwoaj spraw na jutro na pole.

Jutro i Hrabia z caym mylistwem tu zjedzie,

I Wasze z nami ruszysz, Sdzio, mj ssiedzie,

I pani Telimena, i panny, i panie,

Sowem, zrobim na urzd wielkie polowanie;

I Wojski towarzystwa nam te nie odmwi.

To mwic tabakier podawa starcowi.

Wojski na ostrym kocu rd myliwych siedzia,

Sucha zmruywszy oczy, sowa nie powiedzia,

Cho modzie nieraz jego zasigaa zdania,

Bo nikt lepiej nad niego nie zna polowania.

On milcza, szczypt wzit z tabakiery way

W palcach i dugo duma, nim j w kocu zay;

Kichn, a caa izba rozlega si echem,

I potrzsajc gow rzek z gorzkim umiechem:

O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi!

C by to o tym starzy mwili myliwi,

Widzc, e w tylu szlachty, w tylu panw gronie

Maj sdzi si spory o charcim ogonie;

C by rzek na to stary Rejtan, gdyby oy?

Wrciby do Lachowicz i w grb si pooy!

Co by rzek wojewoda Niesioowski stary,

33

Ktry ma dotd pierwsze na wiecie ogary

I dwiestu strzelcw trzyma obyczajem paskim,

I ma sto wozw sieci w zamku woroczaskim,

A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze.

Nikt go na polowanie uprosi nie moe,

Biaopiotrowiczowi samemu odmwi!

Bo c by on na waszych polowaniach owi?

Pikna byaby sawa, aeby pan taki

Wedle dzisiejszej mody jedzi na szaraki!

Za moich, panie, czasw w jzyku strzeleckim

Dzik, niedwied, o, wilk zwany by zwierzem szlacheckim,

A zwierz nie majce kw, rogw, pazurw

Zostawiano dla patnych sug i dworskich ciurw;

aden pan nigdy przyj nie chciaby do rki

Strzelby, ktr zhabiono, sypic w ni rut cienki!

Trzymano wprawdzie chartw, bo z oww wracajc,

Trafia si, e spod konia mknie si biedak zajc;

Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze

I na konikach mae goniy panicze

Przed oczami rodzicw, ktrzy te pogonie

Ledwie raczyli widzie, c kci si o nie!

Wic niech Janie Wielmony Podkomorzy raczy

Odwoa swe rozkazy i niech mi wybaczy,

e nie mog na takie jecha polowanie

I nigdy na niem noga moja nie postanie!

Nazywam si Hreczecha, a od krla Lecha

aden za zajcami nie jedzi Hreczecha.

34

Tu miech modziey mow Wojskiego zaguszy.

Wstano od stou; pierwszy Podkomorzy ruszy;

Z wieku mu i z urzdu ten zaszczyt naley;

Idc kania si damom, starcom i modziey;

Za nim szed kwestarz, Sdzia tu przy Bernardynie,

Sdzia u progu rk da Podkomorzynie,

Tadeusz Telimenie, Asesor Krajczance,

A pan Rejent na kocu Wojskiej Hreczeszance.

Tadeusz z kilku gomi poszed do stodoy,

A czu si pomieszany, zy i niewesoy,

Rozbiera myl wszystkie dzisiejsze wypadki:

Spotkanie si, wieczerz przy boku ssiadki,

A szczeglniej mu sowo ciocia koo ucha

Brzczao cigle jako naprzykrzona mucha.

Pragnby u Wonego lepiej si wypyta

O pani Telimenie, lecz go nie mg schwyta;

Wojskiego te nie widzia, bo zaraz z wieczerzy

Wszyscy poszli za gomi, jak sugom naley,

Urzdzajc we dworze izby do spoczynku.

Starsi i damy spay we dworskim budynku,

Modzie Tadeuszowi prowadzi kazano,

W zastpstwie gospodarza, w stodo na siano.

W p godziny tak byo gucho w caym dworze

Jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze;

Cisz przerywa tylko gos nocnego stra.

Usnli wszyscy. Sdzia sam oczu nie zmrua:

Jako wdz gospodarstwa obmyla wypraw

35

W pole i w domu przysz urzdza zabaw.

Da rozkaz ekonomom, wjtom i gumiennym,

Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym,

I musia wszystkie dzienne rachunki przeziera,

Nareszcie rzek Wonemu, e si chce rozbiera.

Wony pas mu odwiza, pas sucki, pas lity,

Przy ktrym wiec gste kutasy jak kity,

Z jednej strony zotogw w purpurowe kwiaty,

Na wywrt jedwab czarny, posrebrzany w kraty;

Pas taki mona rwnie ka na strony obie:

Zot na dzie galowy, a czarn w aobie.

Sam Wony umia pas ten odwizywa, skada;

Wanie tym si zatrudnia i koczy tak gada:

C zego, e przeniosem stoy do zamczyska?

Nikt na tem nic nie straci, a Pan moe zyska,

Bo przecie o ten zamek dzi toczy si sprawa.

My od dzisiaj do zamku nabylimy prawa,

I mimo ca strony przeciwnej zajado

Dowiod, e zamczysko wzilimy w posiado.

Wszake kto goci prosi w zamek na wieczerz,

Dowodzi, e posiado tam ma albo bierze;

Nawet strony przeciwne wewiemy na wiadki:

Pamitam za mych czasw podobne wypadki.

Ju Sdzia spa. Wic Wony cicho wszed do sieni,

Siad przy wiecy i doby ksieczk z kieszeni,

Ktra mu jak Otarzyk zoty zawsze suy,

36

Ktrej nigdy nie rzuca w domu i w podry.

Bya to trybunalska wokanda: tam rzdem

Stay spisane sprawy, ktre przed urzdem

Wony sam gosem swoim przed laty wywoa

Albo o ktrych pniej dowiedzie si zdoa.

Prostym ludziom wokanda zda si imion spisem,

Wonemu jest obrazw wspaniaych zarysem.

Czyta wic i rozmyla: Ogiski z Wizgirdem,

Dominikanie z Rymsz, Rymsza z Wysogierdem,

Radziwi z Wereszczak, Giedroj z Rodutowskim,

Obuchowicz z kahaem, Juracha z Piotrowskim,

Maleski z Mickiewiczem, a na koniec Hrabia

Z Soplic: i czytajc, z tych imion wywabia

Pami spraw wielkich, wszystkie procesu wypadki,

I staj mu przed oczy sd, strony i wiadki;

I oglda sam siebie, jak w upanie biaym,

W granatowym kontuszu sta przed trybunaem;

Jedna rka na szabli, a drug do stoa

Przywoawszy dwie strony: Uciszcie si! woa.

Marzc i koczc pacierz wieczorny, pomau

Usn ostatni w Litwie Wony trybunau.

Takie byy zabawy, spory w one lata

rd cichej wsi litewskiej, kiedy reszta wiata

We zach i krwi tona, gdy w m, bg wojny,

Otoczon chmur pukw, tysicem dzia zbrojny,

Wprzgszy w swj rydwan ory zote obok srebrnych,

Od puszcz libijskich lata do Alpw podniebnych,

Ciskajc grom po gromie: w Piramidy, w Tabor,

37

W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycistwo i Zabor

Biegy przed nim i za nim. Sawa czynw tylu,

Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu

Sza huczc ku pnocy, a u Niemna brzegw

Odbia si, jak od ska, od Moskwy szeregw,

Ktre broniy Litw murami elaza

Przed wieci dla Rosyi straszn jak zaraza.

Przecie nieraz nowina, niby kamie z nieba,

Spadaa w Litw; nieraz dziad ebrzcy chleba,

Bez rki lub bez nogi, przyjwszy jamun,

Stan i oczy wkoo obraca ostrne.

Gdy nie widzia we dworze rosyjskich onierzy

Ani jarmuek, ani czerwonych konierzy,

Wtenczas, kim by, wyznawa: by legijonist,

Przynosi koci stare na ziemi ojczyst,

Ktrej ju broni nie mg... Jak go wtenczas caa

Rodzina paska, jak go czeladka ciskaa,

Zanoszc si od paczu! On za stoem siada

I dziwniejsze od bani historyje gada.

On opowiada, jako jenera Dbrowski

Z ziemi woskiej stara si przycign do Polski,

Jak on rodakw zbiera na Lombardzkiem polu;

Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu

I zwycizca, wydartych potomkom Cezarw

Rzuci w oczy Francuzw sto krwawych sztandarw;

Jak Jabonowski zabieg, a kdy pieprz ronie,

Gdzie si cukier wytapia i gdzie w wiecznej wionie

38

Pachnce kwitn lasy; z legij Dunaju

Tam wdz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju.

Mowy starca kryy we wsi po kryjomu;

Chopiec, co je posysza, znika nagle z domu,

Lasami i bagnami skrada si tajemnie,

cigany od Moskali, skaka kry si w Niemnie

I nurkiem pyn na brzeg Ksistwa Warszawskiego,

Gdzie usysza gos miy: Witaj nam, kolego!

Lecz nim odszed, wyskoczy na wzgrek z kamienia

I Moskalom przez Niemen rzek: Do zobaczenia!

Tak przekrad si Gorecki, Pac i Obuchowicz,

Piotrowski, Obolewski, Roycki, Janowicz,

Mirzejewscy, Brochocki i Bernatowicze,

Kup, Gedymin i inni, ktrych nie policz;

Opuszczali rodzicw i ziemi kochan,

I dobra, ktre na skarb carski zabierano.

Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru

Przyszed, i kiedy bliej pozna panw dworu,

Gazet im pokaza wyprut z szkaplerza;

Tam staa wypisana i liczba onierza,

I nazwisko kadego wodza legijonu,

I kadego z nich opis zwycistwa lub zgonu.

Po wielu latach pierwszy raz miaa rodzina

Wie o yciu, o chwale i o mierci syna;

Bra dom aob, ale powiedzie nie miano,

Po kim bya aoba, tylko zgadywano

W okolicy; i tylko cichy smutek panw

Lub cicha rado bya gazet ziemianw.

39

Takim kwestarzem tajnym by Robak podobno:

Czsto on z panem Sdzi rozmawia osobno;

Po tych rozmowach zawsze jakowa nowina

Rozesza si w ssiedztwie. Posta Bernardyna

Wydawaa, e mnich ten nie zawsze w kapturze

Chodzi i nie w klasztornym zestarza si murze.

Mia on nad prawym uchem, nieco wyej skroni,

Blizn wycitej skry na szeroko doni

I w brodzie lad niedawny lancy lub postrzau;

Ran tych nie dosta pewnie przy czytaniu mszau.

Ale nie tylko grone wejrzenie i blizny,

Lecz sam ruch i gos jego mia co onierszczyzny.

Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwraca si rkami

Od otarza do ludu, by mwi: Pan z wami,

To nieraz tak si zrcznie skrci jednym razem,

Jakby prawo w ty robi za wodza rozkazem,

I sowa liturgiji takim wyrzek tonem

Do ludu, jak oficer stojc przed szwadronem;

Postrzegali to chopcy sucy mu do mszy.

Spraw take politycznych by Robak wiadomszy

Nili ywotw witych, a jedc po kwecie,

Czsto zastanawia si w powiatowem miecie;

Mia peno interesw: to listy odbiera,

Ktrych nigdy przy obcych ludziach nie otwiera,

To wysya posacw, ale gdzie i po co,

Nie powiada; czstokro wymyka si noc

Do dworw paskich, z szlacht ustawicznie szepta

I okoliczne wioski dokoa wydepta,

40

I w karczmach z wieniakami rozprawia niemao,

A zawsze o tem, co si w cudzych krajach dziao.

Teraz Sdziego, ktry ju spa od godziny,

Przychodzi budzi; pewnie ma jakie nowiny.

41

KSIGA DRUGAZAMEK

Tre:

Polowanie z chartami na upatrzonego - Go w zamku - Ostatni z dworzan

opowiada histori ostatniego z Horeszkw - Rzut oka w sad - Dziewczyna

w ogrkach - niadanie - Pani Telimeny anegdota petersburska - Nowy

wybuch sporw o Kusego i Sokoa - Interwencja Robaka - Rzecz Wojskiego

- Zakad - Dalej w grzyby!

42

Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, mode pachol,

Ze strzelb na ramieniu wiszczc szed na pole,

Gdzie aden wa, pot aden nogi nie utrudza,

Gdzie przestpujc miedz, nie poznasz, e cudza!

Bo na Litwie myliwiec, jak okrt na morzu,

Gdzie chcesz, jak chcesz drog, buja po przestworzu!

Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w oboku

Wiele jest znakw widnych strzeleckiemu oku,

Czy jak czarownik gada z ziemi, ktra, gucha

Dla mieszczan, mnstwem gosw szepce mu do ucha.

Tam derkacz wrzasn z ki, szuka go daremnie,

Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie;

Tam ozwa si nad gow ranny wiosny dzwonek:

Rwnie gboko w niebie schowany skowronek;

wdzie orze szerokim skrzydem przez obszary

Zaszumia, straszc wrble jak kometa cary;

Za jastrzb, pod jasnemi wiszcy bkity,

Trzepie skrzydem jak motyl na szpilce przybity,

A ujrzawszy rd ki ptaka lub zajca,

Runie na z gry jako gwiazda spadajca.

Kiedy nam Pan Bg wrci z wdrwki dozwoli

I znowu dom zamieszka na ojczystej roli,

I suy w jedzie, ktra wojuje szaraki,

Albo w piechocie, ktra nosi bro na ptaki;

Nie zna innych prcz kosy i sierpa rynsztunkw

I innych gazet oprcz domowych rachunkw!

43

Nad Soplicowem soce weszo, i ju pado

Na strzechy, i przez szpary w stodo si wkrado:

I po ciemnozielonym, wieym, wonnym sianie,

Z ktrego modzie sobie zrobia posanie,

Rozpyway si zote, migajce prgi

Z otworu czarnej strzechy, jak z warkocza wstgi;

I soce usta sennych promykiem poranka

Drani, jak dziewcz kosem budzce kochanka.

Ju wrble skaczc wierka zaczy pod strzech,

Ju trzykro ggn gsior, a za nim jak echo

Odezway si chorem kaczki i indyki,

I sycha byda w pole idcego ryki.

Wstaa modzie. Tadeusz jeszcze senny ley,

Bo te najpniej zasn; z wczorajszej wieczerzy

Wrci tak niespokojny, e o kurw pianiu

Jeszcze oczu nie zmruy, a na swym posaniu

Tak krci si, e w siano jak w wod uton,

I spa twardo, a zimny wiatr w oczy mu wion,

Gdy skrzypice stodoy drzwi otwarto z trzaskiem

I bernardyn ksidz Robak wszed z wzlastym paskiem,

Surge, puer! woajc i ponad barkami

Rubasznie wywijajc pasek z ogrkami.

Ju na dziedzicu sycha myliwskie okrzyki,

Wyprowadzaj konie, zajedaj bryki,

Ledwie dziedziniec tak gromad ogarnie;

Odezway si trby, otworzono psiarnie;

Zgraja chartw, wypadszy, wesoo skowycze;

44

Widzc rumaki szczwaczw, dojedaczw smycze,

Psy jak szalone cwaem migaj po dworze,

Potem bieg i kad szyje na obroe.

Wszystko to bardzo dobre polowanie wry.

Nareszcie Podkomorzy da rozkaz podry.

Ruszyli szczwacze z wolna, jeden tu za drugim,

Ale za bram rzdem rozbiegli si dugim;

W rodku jechali obok Asesor z Rejentem,

A cho na siebie czasem patrzyli ze wstrtem,

Rozmawiali przyjanie, jak ludzie honoru

Idc na rozstrzygnienie miertelnego sporu;

Nikt ze sw zawzitoci ich pozna nie zdoa;

Pan Rejent wid Kusego, Asesor Sokoa.

Z tyu damy w pojazdach, modziecy stronami,

Czwaujc tu przy koach, gadali z damami.

Ksidz Robak po dziedzicu wolnym chodzi krokiem,

Koczc ranne pacierze; ale rzuca okiem

Na pana Tadeusza, marszczy si, umiecha,

Wreszcie kiwn na palcem; Tadeusz podjecha;

Robak palcem po nosie dawa mu znak groby:

Lecz mimo Tadeusza pytania i proby,

Aeby mu wyranie, co chce, wytumaczy,

Bernardyn odpowiedzie ni spjrze nie raczy,

Kaptur tylko nasun i pacierz swj koczy;

Wic Tadeusz odjecha i z gomi si zczy.

45

Wanie wtenczas myliwi smycze zatrzymali

I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali;

Jeden drugiemu rk dawa znak milczenia,

A wszyscy obrcili oczy do kamienia,

Nad ktrym sta pan Sdzia; on zwierza obaczy

I rk skinieniem swoje rozkazy tumaczy.

Pojli wszyscy, stoj, a rodkiem po roli

Asesor i pan Rejent kusuj powoli;

Tadeusz, bdc bliszy, obudwu wyprzedzi,

Stan obok Sdziego i oczyma ledzi.

Dawno ju nie by w polu; na szarej przestrzeni

Trudno dojrze szaraka, zwaszcza wrd kamieni.

Pokaza mu pan Sdzia; siedzia biedny zajc,

Paszczc si pod kamieniem, uszy nadstawiajc,

Okiem czerwonym spotka myliwcw wejrzenie

I, jakby urzeczony, czujc przeznaczenie,

Ze strachu od ich oczu nie mg zwrci oka

I pod opok siedzia martwy jak opoka.

Tymczasem kurz na roli ronie coraz blij,

Pdzi na smyczy Kusy, za nim Soko chyy,

Tu Asesor z Rejentem razem wrzali z tyu:

Wyczha! wyczha! i z psami znikli w kbach pyu.

Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem

Ukaza si pan Hrabia pod zamkowym lasem.

Wiedziano w okolicy, e ten pan nie moe

Nigdy nigdzie stawi si w naznaczonej porze.

I dzi zaspa poranek, wic na sugi zrzdzi;

Widzc myliwcw w polu, czwaem do nich pdzi;

46

Surdut swj angielskiego kroju, biay, dugi,

Poami na wiatr puci; z tyu konno sugi

W kapeluszach jak grzybki, czarnych, lnicych, maych,

W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach biaych;

Sugi, ktre pan Hrabia tym ksztatem odzieje,

Nazywaj si w jego paacu dokeje.

Czwaujca czereda zleciaa na bonia,

Gdy Hrabia ujrza zamek i zatrzyma konia.

Pierwszy raz widzia zamek z rana i nie wierzy,

e to byy te same mury, tak odwiey

I upikni poranek zarysy budowy;

Zadziwi si pan Hrabia na widok tak nowy.

Wiea zdaa si dwakro wysza, bo sterczca

Nad mg rann; dach z blachy zoci si od soca,

Pod nim byszczaa w kratach reszta szyb wybitych,

amic promienie wschodu w tczach rozmaitych;

Nisze pitra oblaa tumanu powoka,

Rozpadliny i szczerby zakrya od oka.

Krzyk dalekich myliwcw wiatrami przygnany,

Odbija si kilkakro o zamkowe ciany:

Przysigby, e krzyk z zamku, e pod mgy zason

Mury odbudowano i znw zaludniono.

Hrabia lubi widoki niezwyke i nowe,

Zwa je romansowemi; mawia, e ma gow

Romansow; w istocie by wielkim dziwakiem.

Nieraz pdzc za lisem albo za szarakiem,

Nagle stawa i w niebo poglda aonie

47

Jak kot, gdy ujrzy wrble na wysokiej sonie;

Czsto bez psa, bez strzelby bka si po gaju

Jak rekrut zbiegy; czsto siada przy ruczaju

Nieruchomy, schyliwszy gow nad potokiem,

Jak czapla wszystkie ryby chcca pozrze okiem.

Takie byy Hrabiego dziwne obyczaje;

Wszyscy mwili, e mu czego nie dostaje.

Szanowano go przecie, bo pan z prapradziadw,

Bogacz, dobry dla chopw, ludzki dla ssiadw,

Nawet dla ydw.

Hrabski ko, zwrcony z drogi,

Prosto kusowa polem a pod zamku progi.

Hrabia samotny wzdycha, poglda na mury,

Wyj papier, owek i kreli figury.

Wtem, spjrzawszy w bok, ujrza o dwadziecia krokw

Czowieka, ktry, rwnie mionik widokw,

Z gow zadart, rce woywszy w kieszenie,

Zdawao si, e liczy oczyma kamienie.

Pozna go zaraz, ale musia kilka razy

Krzykn, nim gos Hrabiego usysza Gerwazy.

Szlachcic to by, sucy dawnych zamku panw,

Pozostay ostatni z Horeszki dworzanw;

Starzec wysoki, siwy, twarz mia czerstw, zdrow,

Marszczkami pooran, pospn, surow.

Dawniej pomidzy szlacht z wesooci syn;

Ale od bitwy, w ktrej dziedzic zamku zgin,

Gerwazy si odmieni i ju od lat wielu

Ani by na kiermaszu, ani na weselu;

48

Odtd jego dowcipnych artw nie syszano

I umiechu na jego twarzy nie widziano.

Zawsze nosi Horeszkw liberyj dawn,

Kurt z poami t, galonem oprawn,

Ktry, dzi ty, dawniej zapewne by zoty.

Wkoo szyte jedwabiem herbowne klejnoty,

Pkozice, i std te caa okolica

Pkozicem przezwaa starego szlachcica.

Czasem te od przysowia, ktre bez ustanku

Powtarza, nazywano go take Mopanku;

Czasem Szczerbcem, e ca ysin mia w szczerbach;

Lecz on zwa si Rbajo, a o jego herbach

Nie wiadomo. Klucznikiem siebie tytuowa,

I ten urzd na zamku przed laty piastowa.

I dotd nosi wielki pk kluczw za pasem,

Uwizany na tamie ze srebrnym kutasem.

Cho nie mia co otwiera, bo zamku podwoje

Stay otworem, przecie wynalaz drzwi dwoje,

Sam je wasnym nakadem naprawi i wstawi,

I drzwi tych odmykaniem codziennie si bawi.

W jednej z izb pustych obra mieszkanie dla siebie;

Mogc y u Hrabiego na askawym chlebie,

Nie chcia, bo wszdzie tskni i czu si niezdrowym,

Jeeli nie oddycha powietrzem zamkowm.

Skoro ujrza Hrabiego, czapk z gowy schwyci

I krewnego swych panw ukonem zaszczyci,

Chylc ysin wielk, wiecc z daleka

49

I nacit od licznych kordw jak nasieka;

Gadzi j rk, podszed i jeszcze raz nisko

Skoniwszy si, rzek smutnie: Mopanku Panisko,

Daruj mnie, e tak mwi, Janie Grafie Panie,

To jest mj zwyczaj, nie za nieuszanowanie:

Mopanku powiadali wszyscy Horeszkowie;

Ostatni Stolnik, pan mj, mia takie przysowie.

Czy to prawda, Mopanku, e Pan grosza skpisz

Na proces i ten zamek Soplicom ustpisz?

Nie wierzyem, lecz w caym powiecie tak sycha.

Tu, pogldajc w zamek, nie przestawa wzdycha.

C dziwnego? - rzek Hrabia. - Koszt wielki, a nuda

Jeszcze wiksza; chc skoczy, lecz szlachcic maruda

Upiera si; przewidzia, e mi znudzi moe.

Duej te nie wytrzymam i dzisiaj bro zo,

Przyjm warunki zgody, jakie mi sd poda.

Zgody? - krzykn Gerwazy. - Z Soplicami zgoda?

Z Soplicami, Mopanku? - To mwic wykrzywi

Usta, jakby nad wasn mow si zadziwi.

Zgoda i Soplicowie? Mopanku Panisko,

Pan artuje, co? Zamek, Horeszkw siedlisko,

Ma pj w rce Soplicw? Niech Pan tylko raczy

Zsi z konia, pdmy w zamek, niech no Pan obaczy,

Pan sam nie wie, co robi; niech si Pan nie wzbrania,

Zsiadaj Pan! - i przytrzyma strzemi do zsiadania.

Weszli w zamek; Gerwazy stan w progu sieni:

Tu - rzek - dawni panowie, dworem otoczeni,

50

Czsto siadali w krzesach w poobiedniej porze.

Pan godzi spory wocian lub w dobrym humorze

Gociom rne ciekawe historyje prawi

Albo ich powieciami i arty si bawi,

A modzie na dziedzicu bia si w palcaty

Lub ujedaa paskie tureckie bachmaty.

Weszli w sie. - Rzek Gerwazy: W tej ogromnej sieni

Brukowanej nie znajdziesz Pan tyle kamieni,

Ile tu pko beczek wina w dobrych czasach;

Szlachta cigna kufy z piwnicy na pasach,

Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy,

Albo na imieniny paskie, lub na owy.

Podczas uczty na chorze tym kapela staa

I w organ i w rozliczne instrumenty graa;

A gdy wnoszono zdrowie, trby jak w dniu sdnym

Grzmiay z choru; wiwaty szy cigiem porzdnym:

Pierwszy wiwat za zdrowie krla Jegomoci,

Potem prymasa, potem krlowej Jejmoci,

Potem szlachty i caej Rzeczypospolitej,

A na koniec, po pitej szklenicy wypitej,

Wnoszono: Kochajmy si! wiwat bez przestanku,

Ktry, dniem okrzykniony, brzmia a do poranku;

A ju gotowe stay cugi i podwody,

Aby kadego odwie do jego gospody.

Przeszli ju kilka komnat; Gerwazy w milczeniu

Tu wzrok na cianie wstrzyma, wdzie na sklepieniu,

Przywoujc pamitk tu smutn, tam mi;

51

Czasem, jakby chcia mwi: Wszystko si skoczyo,

Kiwn aonie gow; czasem machn rk.

Wida, e mu wspomnienie samo byo mk

I e je chcia odpdzi; a si zatrzymali

Na grze, w wielkiej, niegdy zwierciadlanej sali;

Dzi wydartych zwierciade stay puste ramy,

Okna bez szyb, z krugankiem wprost naprzeciw bramy.

Tu wszedszy starzec gow zaduman skoni

I twarz zakry rkami, a gdy j odsoni,

Miaa wyraz aoci wielkiej i rozpaczy.

Hrabia, chocia nie wiedzia, co to wszystko znaczy,

Pogldajc w twarz starca czu jakie wzruszenie,

Rk mu cisn; chwil trwao to milczenie.

Przerwa je starzec, trzsc wzniesion prawic:

Nie masz zgody, Mopanku, pomidzy Soplic

I krwi Horeszkw! W Panu krew Horeszkw pynie,

Jeste krewnym Stolnika po matce owczynie,

Ktra si rodzi z drugiej crki Kasztelana,

Ktry by, jak wiadomo, wujem mego Pana.

Suchaj Pan historyi swej wasnej rodzinnej,

Ktra si staa wanie w tej izbie, nie innej.

Nieboszczyk pan mj, Stolnik, pierwszy pan w powiecie,

Bogacz i familijant, mia jedyne dzieci,

Crk pikn jak anio; wic si zalecao

Stolnikwnie i szlachty, i panit niemao.

Midzy szlacht by jeden wielki paliwoda,

Ktnik, Jacek Soplica, zwany

52

Przez art; w istocie wiele znaczy w wojewdztwie,

Bo rodzin Soplicw mia jakby w dowdztwie

I trzystu ich kreskami rzdzi wedle woli,

Cho sam nic nie posiada prcz kawaka roli,

Szabli, i wielkich wsw od ucha do ucha.

Owo pan Stolnik nieraz wzywa tego zucha

I ugaszcza w paacu, zwaszcza w czas sejmikw,

Popularny dla jego krewnych i stronnikw.

Wsal tak wzbi si w dum askawem przyjciem,

e mu si uroio zosta paskim ziciem.

Do zamku nie proszony coraz czciej jedzi,

W kocu u nas jak w swoim domu si zagniedzi

I ju mia si owiadcza, lecz pomiarkowano

I czarn mu polewk do stou podano.

Podobno Stolnikwnie wpad Soplica w oko,

Ale przed rodzicami taia gboko.

Byo to za Kociuszki czasw; Pan popiera

Prawo trzeciego maja i ju szlacht zbiera,

Aby konfederatom cign ku pomocy,

Gdy nagle Moskwa zamek opasaa w nocy:

Ledwie by czas z modzerza na trwog wypali,

Podwoje dolne zamkn i ryglem zawali.

W zamku caym by tylko pan Stolnik, ja, Pani,

Kuchmistrz i dwch kuchcikw, wszyscy trzej pijani,

Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie miali;

Wic za strzelby, do okien; a tu tum Moskali,

Krzyczc: od bramy wali po tarasie;

My im ze strzelb dziesiciu palnli:

53

Nic tam nie byo wida; sudzy bez ustanku

Strzelali z dolnych piter, a ja i Pan z ganku.

Wszystko szo piknym adem, cho w tak wielkiej trwodze:

Dwadziecia strzelb leao tu, na tej pododze,

Wystrzelilimy jedn, podawano drug;

Ksidz proboszcz zatrudnia si czynnie t usug

I Pani, i Panienka, i nadworne panny;

Trzech byo strzelcw, a szed ogie nieustanny;

Grad kul sypay z dou moskiewskie piechury,

My z rzadka, ale celniej dogrzewali z gry.

Trzy razy a pode drzwi to chopstwo si wparo,

Ale za kadym razem trzech nogi zadaro.

Wic uciekli pod lamus; a ju by poranek.

Pan Stolnik weso wyszed ze strzelb na ganek

I skoro spod lamusa Moskal eb wychyli,

On dawa zaraz ognia, a nigdy nie myli;

Za kadym razem czarny kaszkiet w traw pada

I ju si rzadko ktry zza ciany wykrada.

Stolnik, widzc strwoone swe nieprzyjaciele,

Myli zrobi wycieczk, porwa karabel

I z ganku krzyczc sugom wydawa rozkazy;

Obrciwszy si do mnie, rzek:

Wtem strzelono spod bramy, Stolnik si zajkn,

Zaczerwieni si, zbladn, chcia mwi, krwi chrzkn;

Postrzegem wtenczas kul, wpada w piersi same;

Pan, saniajc si, palcem ukaza na bram.

Poznaem tego otra Soplic! Poznaem!

Po wzrocie i po wsach! Jego to postrzaem

54

Zgin Stolnik, widziaem! otr jeszcze do gry

Wzniesion trzyma strzelb, jeszcze dym szed z rury!

Wziem go na cel, zbjca sta jak skamieniay!

Dwa razy daem ognia, i oba wystrzay

Chybiy; czym ze zoci, czy z alu le mierzy...

Usyszaem wrzask kobiet, spjrzaem, - Pan nie y.

Tu Gerwazy umilkn i zami si zala;

Potem rzek koczc: Moskal ju wrota wywala;

Bo po mierci Stolnika staem bezprzytomnie

I nie wiedziaem, co si dziao wokoo mnie;

Szczciem, na odsiecz przyszed nam Parafianowicz,

Przywiodszy Mickiewiczw dwiestu z Horbatowicz,

Ktrzy s szlachta liczna i dzielna, czek w czeka,

A nienawidz rodu Soplicw od wieka.

Tak zgin pan potny, pobony i prawy,

Ktry mia w domu krzesa, wstgi i buawy,

Ojciec wocian, brat szlachty; i nie mia po sobie

Syna, ktry by zemst poprzysig na grobie!

Ale mia sugi wierne; ja w krew jego rany

Obmoczyem mj rapier, Scyzorykiem zwany

(Zapewne Pan o moim sysza Scyzoryku,

Sawnym na kadym sejmie, targu i sejmiku).

Przysigem wyszczerbi go na Soplicw karkach;

cigaem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach;

Dwch zarbaem w ktni, dwch na pojedynku;

Jednego podpaliem w drewnianym budynku,

Kiedymy zajedali z Rymsz Korelicze,

55

Upiek si tam jak piskorz; a tych nie policz,

Ktrym uszy obciem. Jeden tylko zosta,

Ktry dotd ode mnie pamitki nie dosta!

Rodzoniutki braciszek owego wsala

yje dotd, i z swoich bogactw si przechwala,

Zamku Horeszkw tyka swych kopcw krawdzi,

Szanowany w powiecie, ma urzd, jest sdzi!

I Pan mu zamek oddasz? niecne jego nogi

Maj krew Pana mego zetrze z tej podogi?

O, nie! Pki Gerwazy ma cho za grosz duszy

I tyle si, e jednym maym palcem ruszy

Scyzoryk swj, wiszcy dotychczas na cianie,

Pty Soplica tego zamku nie dostanie!

O! - krzykn Hrabia, rce podnoszc do gry -

Dobre miaem przeczucie, em lubi te mury!

Cho nie wiedziaem, e w nich taki skarb si mieci,

Tyle scen dramatycznych i tyle powieci!

Skoro zamek mych przodkw Soplicom zagrabi,

Ciebie osadz w murach jak mego burgrabi;

Twoja powie, Gerwazy, zaja mi mocno.

Szkoda, e mi nie przywid tu w godzin nocn;

Udrapowany paszczem siadbym na ruinach,

A ty by mi o krwawych rozpowiada czynach;

Szkoda, e masz niewielki dar opowiadania!

Nieraz takie syszaem i czytam podania;

W Angliji i w Szkocyi kady zamek lordw,

W Niemczech kady dwr grafw by teatrem mordw!

W kadej dawnej, szlachetnej, potnej rodzinie

56

Jest wie o jakim krwawym lub zdradzieckim czynie,

Po ktrym zemsta spywa na dziedzicw w spadku:

W Polsce pierwszy raz sysz o takim wypadku.

Czuj, e we mnie mnych krew Horeszkw pynie!

Wiem, co winienem sawie i mojej rodzinie.

Tak! Musz zerwa wszelkie z Soplic ukady,

Choby do pistoletw przyszo lub do szpady!

Honor kae.

Rzek, ruszy uroczystym krokiem,

A Gerwazy szed z tyu w milczeniu gbokiem.

Przed bram stan Hrabia, sam do siebie gada,

Pogldajc na zamek prdko na ko wsiada,

Tak samotn rozmow koczc roztargniony:

Szkoda, e ten Soplica stary nie ma ony,

Lub crki piknej, ktrej ubstwiabym wdziki;

Kochajc i nie mogc otrzyma jej rki,

Nowa by si w powieci zrobia zawio:

Tu serce, tam powinno! tu zemsta, tam mio!

Tak szepcc spi ostrogi; ko lecia do dworu,

Gdy z drugiej strony strzelcy wyjedali z boru;

Hrabia lubi mylistwo; ledwie strzelcw zoczy,

Zapomniawszy o wszystkiem, prosto ku nim skoczy,

Mijajc bram, ogrd, poty, gdy w zawrocie

Obejrza si i konia zatrzyma przy pocie.

By sad.

Drzewa owocne, zasadzone w rzdy,

Ocieniay szerokie pole; spodem grzdy.

Tu kapusta, sdziwe schylajc ysiny,

57

Siedzi i zda si duma o losach jarzyny;

Tam, plczc strki w marchwi zielonej warkoczu,

Wysmuky bob obraca na ni tysic oczu;

Owdzie podnosi zot kit kukuruza;

Gdzieniegdzie otyego wida brzuch harbuza,

Ktry od swej odygi a w dalek stron

Wtoczy si jak go midzy buraki czerwone.

Grzdy rozjte miedz; na kadym przykopie

Stoj jakby na stray w szeregach konopie,

Cyprysy jarzyn: ciche, proste i zielone.

Ich licie i wo su grzdom za obron,

Bo przez ich licie nie mie przecisn si mija.

A ich wo gsienice i owad zabija.

Dalej makw biaawe gruj badyle;

Na nich, mylisz, i rojem usiady motyle,

Trzepiecc skrzydekami, na ktrych si mieni

Z rozmaitoci tczy blask drogich kamieni:

Tyl farb ywych, rnych mak zrzenic mami.

W rodku kwiatw, jak penia pomidzy gwiazdami,

Krgy sonecznik licem wielkiem, gorejcem,

Od wschodu do zachodu krci si za socem.

Pod potem wskie, dugie, wypuke pagrki,

Bez drzew, krzeww i kwiatw: ogrd na ogrki..

Piknie wyrosy; liciem wielkim, rozoystym,

Okryy grzdy jakby kobiercem fadzistym.

Porodku sza dziewczyna, w bielizn ubrana,

W majowej zielonoci tonc po kolana;

Z grzd zniajc si w bruzdy, zdaa si nie stpa,

58

Ale pywa po liciach, w ich barwie si kpa.

Somianym kapeluszem osonia gow,

Od skroni powieway dwie wstki rowe

I kilka puklw wiatych, rozwitych warkoczy;

Na rku miaa koszyk, w d spucia oczy,

Praw rk podniosa, niby do chwytania;

Jako dziewcz, gdy rybki w kpieli ugania

Bawice si z jej nk, tak ona co chwila

Z rkami i koszykiem po owoc si schyla,

Ktry stop natrci lub dostrzee okiem.

Pan Hrabia, zachwycony tak cudnym widokiem,

Sta cicho. Syszc ttent towarzyszw w dali,

Rk da znak, aeby wstrzyma konie; stali.

On patrzy z wycignit szyj, jak dziobaty

uraw, z dala od stada gdy odprawia czaty

Stojc na jednej nodze, z czujnemi oczyma,

I, by nie zasn, kamie w drugiej nodze trzyma.

Zbudzi Hrabiego szelest na plecach i skroni;

By to bernardyn, kwestarz Robak, a mia w doni

Podniesione do gry wzowate sznurki:

Ogrkw chcesz Wa? - krzykn. - Oto masz ogrki.

Wara, Panie, od szkody, na tutejszej grzdzie

Nie dla Waszeci owoc, nic z tego nie bdzie.

Potem palcem pogrozi, kaptura poprawi

I odszed. Hrabia jeszcze chwil w miejscu bawi.

miejc si i klnc razem tej nagej przeszkodzie;

Okiem powrci w ogrd: ale ju w ogrodzie

59

Nie byo jej; migna tylko rd okienka

Jej rowa wsteczka i biaa sukienka.

Wida na grzdach, jak przeleciaa drog,

Bo li zielony, w biegu potrcony nog,

Podnosi si, dra chwil, a si uspokoi,

Jak woda, ktr ptaszek skrzydami rozkroi.

A na miejscu, gdzie staa, tylko porzucony

Koszyk may z rokity, denkiem wywrcony,

Pogubiwszy owoce, na liciach zawisa

I wrd fali zielonej jeszcze si koysa.

Po chwili wszdzie byo samotnie i gucho.

Hrabia oczy w dom utkwi i naty ucho,

Zawsze duma, a strzelcy zawsze nieruchomie

Za nim stali. - A w cichym i samotnym domie

Wszcz si naprzd szmer, potem gwar i krzyk wesoy,

Jak w ulu pustym, kiedy we wlatuj pszczoy:

By to znak, e wracali gocie z polowania

I krztaa si suba okoo niadania.

Jako po wszystkich izbach panowa ruch wielki,

Roznoszono potrawy, sztuczce i butelki;

Mczyni, tak jak weszli, w swych zielonych strojach,

Z talerzami, z szklankami chodzc po pokojach,

Jedli, pili lub wsparci na okien uszakach,

Rozprawiali o flintach, chartach i szarakach;

Podkomorstwo i Sdzia przy stole, a w ktku

Panny szeptay z sob; nie byo porzdku,

Jaki si przy obiadach i wieczerzach chowa.

60

Bya to w staropolskim domie moda nowa;

Przy niadaniach pan Sdzia, cho nierad, pozwala

Na taki nieporzdek, lecz go nie pochwala.

Rne te byy dla dam i mczyzn potrawy:

Tu roznoszono tace z ca sub kawy,

Tace ogromne, w kwiaty licznie malowane,

Na nich kurzce wonnie imbryki blaszane

I z porcelany saskiej zote filianki;

Przy kadej garnuszeczek may do mietanki.

Takiej kawy jak w Polszcze nie ma w adnym kraju:

W Polszcze, w domu porzdnym, z dawnego zwyczaju,

Jest do robienia kawy osobna niewiasta,

Nazywa si kawiarka; ta sprowadza z miasta

Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku

I zna tajne sposoby gotowania trunku,

Ktry ma czarno wgla, przejrzysto bursztynu,

Zapach moki i gsto miodowego pynu.

Wiadomo, czem dla kawy jest dobra mietana;

Na wsi nietrudno o ni: bo kawiarka z rana,

Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie

I sama lekko wiey nabiau kwiat garnie

Do kadej filianki w osobny garnuszek,

Aby kad z nich ubra w osobny kouszek.

Panie starsze ju wczeniej wstawszy piy kaw,

Teraz drug dla siebie zrobiy potraw:

Z gorcego, mietan bielonego piwa,

W ktrym twarg gruzami posiekany pywa.

61

Za dla mczyzn widliny le do wyboru:

Pgski tuste, kumpia, skrzydliki ozoru,

Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym

Uwdzone w kominie dymem jaowcowym;

W kocu wniesiono zrazy na ostatnie danie:

Takie bywao w domu Sdziego niadanie.

We dwch izbach dwa rne skupiy si grona:

Starszyzna, przy stoliku maym zgromadzona,

Mwia o sposobach nowych gospodarskich,

O nowych, coraz sroszych ukazach cesarskich;

Podkomorzy krce o wojnie pogoski

Ocenia i wyciga polityczne wnioski.

Panna Wojska woywszy okulary sine,

Zabawiaa kaba z kart Podkomorzyn.

W drugiej izbie toczya modzie rzecz o owach,

W spokojniejszych i ciszszych ni zwykle rozmowach:

Bo Asesor i Rejent, oba mwcy wielcy,

Pierwsi znawcy mylistwa i najlepsi strzelcy,

Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni;

Oba dobrze poszczuli, oba byli pewni

Zwycistwa swoich chartw, gdy pord rwniny

Znalaz si zagon chopskiej nie ztej jarzyny;

Tam wpad zajc: ju Kusy, ju go Sok ima,

Gdy Sdzia dojedaczy na miedzy zatrzyma;

Musieli by posuszni, chocia w wielkim gniewie;

Psy powrciy same: i nikt pewnie nie wie,

Czy wierz uszed, czy wzity; nikt zgadn nie zdoa,

Czy wpad w paszcz Kusego, czyli te Sokoa,

62

Czyli obdwu razem: rnie sdz strony

I spr na dalsze czasy trwa nie rozstrzygniony.

Wojski stary od izby do izby przechodzi,

Po obu stronach oczy roztargnione wodzi,

Nie miesza si w myliwych ni w starcw rozmow

I wida, e czem innym zajt mia gow;

Nosi skrzan plack: czasem w miejscu stanie,

Duma dugo i - much zabije na cianie.

Tadeusz z Telimen, pomidzy izbami

Stojc we drzwiach na progu, rozmawiali sami;

Niewielki oddziela ich od suchaczw przedzia,

Wic szeptali; Tadeusz teraz si dowiedzia:

e ciocia Telimena jest bogata pani,

e nie s kanonicznie z sob powizani

Zbyt bliskim pokrewiestwem; i nawet niepewno,

Czy ciocia Telimena jest synowca krewn,

Cho j stryj zowie siostr, bo wsplni rodzice

Tak ich kiedy nazwali mimo lat rnic;

e potem ona, yjc w stolicy czas dugi,

Wyrzdzia niemierne Sdziemu usugi;

Std j Sdzia szanowa bardzo i przed wiatem

Lubi, moe z prnoci, nazywa si bratem,

Czego mu Telimena przez przyja nie wzbrania.

Ulyy Tadeusza sercu te wyznania.

Wiele te innych rzeczy sobie owiadczyli;

A wszystko to si stao w jednej krtkiej chwili.

63

Ale w izbie na prawo, kuszc Asesora,

Rzek Rejent mimojazdem: Ja mwiem wczora,

e polowanie nasze uda si nie moe:

Jeszcze zbyt wczenie, jeszcze na pniu stoi zboe

I mnstwo sznurw chopskiej nie ztej jarzyny;

Std i Hrabia nie przyby mimo zaprosiny.

Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna si,

Nieraz gada o oww i miejscu, i czasie;

Hrabia chowa si w obcych krajach od dziecistwa

I powiada, e to jest znakiem barbarzystwa

Polowa tak jak u nas, bez adnego wzgldu

Na artykuy ustaw, przepisy urzdu,

Nie szanujc niczyich kopcw ani miedzy,

Jedzi po cudzym gruncie bez dziedzica wiedzy;

Wiosn rwnie jak latem zbiega pola, knieje,

Zabija nieraz lisa, wanie gdy linieje,

Albo cierpie, i kotn samic zajcz

Charty w runi uszczuj, a raczej zamcz,

Z wielk szkod wierzyny. Std si Hrabia ali,

e cywilizacyja wiksza u Moskali,

Bo tam o polowaniu s ukazy cara

I dozor policyi, i na winnych kara.

Telimena, ku lewej ibie obrcona,

Wachlujc batystow chusteczk ramiona,

Jak mam kocham - rzeka - Hrabia si nie myli.

Znam ja dobrze Rosyj. Pastwo nie wierzyli,

Gdy im nieraz mwiam, jak tam z wielu wzgldw

Godna pochway czujno i srogo urzdw.

64

Byam ja w Petersburgu nie raz, nie dwa razy!

Mie wspomnienia! wdziczne przeszoci obrazy!

Co za miasto! Nikt z Panw nie by w Petersburku?

Chcecie moe plan widzie? Mam plan miasta w birku.

Latem wiat petersburski zwyk mieszka na daczy,

To jest w paacach wiejskich (dacza wiosk znaczy).

Mieszkaam w paacyku, tu nad New rzek,

Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko,

Na niewielkim, umylnie sypanym pagrku.

Ach, co to by za domek! plan mam dotd w birku.

Ot, na me nieszczcie, naj dom w ssiedztwie

Jaki may czynownik siedzcy na ledztwie;

Trzyma kilkoro chartw; co to za mczarnie,

Gdy blisko mieszka may czynownik i psiarnie!

Ilekro z ksik wyszam sobie do ogrodu

Uy ksiyca blasku, wieczornego chodu,

Zaraz i pies przylecia i krci ogonem,

I strzyg uszami, wanie jakby by szalonym.

Nieraz si nalkaam. Serce mi wryo

Z tych psw jakie nieszczcie: tak si te zdarzyo.

Bo gdym sza do ogrodu pewnego poranka,

Chart u ng mych zadawi mojego kochanka

Bonoczyka! Ach, bya to rozkoszna psina!

Miaam j w podarunku od ksicia Sukina

Na pamitk; rozumna, ywa jak wiewirka,

Mam jej portrecik, tylko nie chc i do birka.

Widzc j zadawion, z wielkiej alteracji

Dostaam mdoci, spazmw, serca palpitacji.

65

Moe by gorzej jeszcze z moim zdrowiem byo;

Szczciem, nadjecha wanie z wizyt Kiryo

Gawrylicz Kozodusin, Wielki owczy Dworu,

Pyta si o przyczyn tak zego humoru.

Kae wnet urzdnika przycign za uszy;

Staje poblady, drcy i prawie bez duszy.

- krzykn Kiryo piorunowym gosem -

Szczu wiosn ani kotn tu pod carskim nosem?>>

Osupiay czynownik darmo si zaklina,

e polowania dotd jeszcze nie zaczyna.

e z Wielkiego owczego wielkim pozwoleniem

Zwierz uszczuty zda mu si by psem, nie jeleniem.

Woaj policmajstra, ka spisa ledztwo:

Policmajster powinno suby swej rozumia,

Bardzo si nad zuchwalstwem czynownika zdumia

I odwiodszy na stron, po bratersku radzi,

By przyzna si do winy i tem grzech swj zgadzi.

owczy udobruchany przyrzek, e si wstawi

Do Cesarza i wyrok nieco uaskawi;

Skoczyo si, e charty poszy na powrozy,

A czynownik na cztery tygodnie do kozy.

Zabawia nas cay wieczor ta pustota;

66

Zrobia si nazajutrz z tego anegdota,

e w sdy o mym piesku Wielki owczy wda si;

I nawet wiem z pewnoci, e sam Cesarz mia si.

miech powsta w obu izbach. Sdzia z Bernardynem

Gra w mariasza i wanie z wywieconym winem

Mia co wanego zada; ju ksidz ledwo dysza,

Kiedy Sdzia pocztek powieci poysza

I tak ni by zajty, e z zadart gow

I z kart podniesion, do bicia gotow,

Siedzia cicho i tylko Bernardyna trwoy,

A gdy skoczono powie, pamfila pooy,

I rzek miejc si:

Niech tam sobie, kto chce, chwali

Niemcw cywilizacj, porzdek Moskali;

Niechaj Wielkopolanie ucz si od Szwabw

Prawowa si o lisa i przyzywa drabw,

By wzi w areszt ogara, e wpad w cudze gaje;

Na Litwie, chwaa Bogu, stare obyczaje:

Mamy dosy zwierzyny dla nas i ssiedztwa

I nie bdziemy nigdy o to robi ledztwa;

I zboa mamy dosy, psy nas nie ogodz,

e po jarzynach albo po ycie pochodz;

Na morgach chopskich broni robi polowanie.

Ekonom z lewej izby rzek: Nie dziw, Mospanie,

Bo te Pan drogo paci za tak zwierzyn.

Chopy i radzi temu, kiedy w ich jarzyn

Wskoczy chart; niech otrznie dziesi kosw yta,

67

To Pan mu kop oddasz, i jeszcze nie kwita,

Czsto chopi talara w przydatku dostali;

Wierz mi Pan, e si chopstwo bardzo rozzuchwali,

Jeli...

Reszt dowodw pana ekonoma

Nie mg usysze Sdzia, bo pomidzy dwoma

Rozprawami wszczo si dziesi rozgoworw,

Anegdot, opowiada, i na koniec sporw.

Tadeusz z Telimen, cakiem zapomniani,

Pamitali o sobie. - Rada bya pani,

e jej dowcip tak bardzo Tadeusza bawi;

Modzieniec jej nawzajem komplementy prawi.

Telimena mwia coraz wolnij, ciszj,

I Tadeusz udawa, e jej nie dosyszy

W tumie rozmw: wic szepcc, tak zbliy si do nij,

e uczu twarz lub gorco jej skroni;

Wstrzymujc oddech, usty chwyta jej westchnienie

I okiem owi wszystkie jej wzroku promienie.

Wtem pomidzy ich usta migna znienacka

Naprzd mucha, a za ni tu Wojskiego placka.

Na Litwie much dostatek. Jest pomidzy niemi

Gatunek much osobny, zwanych szlacheckiemi;

Barw i ksztatem cakiem podobne do innych,

Ale pier maj szersz, brzuch wikszy od gminnych,

Latajc bardzo hucz i nieznonie brzcz,

A tak silne, e tkank przebij pajcz

68

Lub jeli ktra wpadnie, trzy dni bdzie bzyka,

Bo z pajkiem sam na sam moe si boryka.

Wszystko to Wojski zbada i jeszcze dowodzi,

e si z tych much szlacheckich pomniejszy lud rodzi,

e one tym s muchom, czem dla roju matki,

e z ich wybiciem zgin owadw ostatki.

Prawda, e ochmistrzyni ani pleban wioski

Nie uwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski

I trzymali inaczej o muszym rodzaju;

Lecz Wojski nie odstpi dawnego zwyczaju:

Ledwo dostrzeg takow much, wnet j goni.

Wanie teraz mu szlachcic nad uchem zadzwoni;

Po dwakro Wojski machn, zdziwi si, e chybi,

Trzeci raz machn, tylko co okna nie wybi;

A mucha, odurzona od tyla oskotu,

Widzc dwch ludzi w progu bronicych odwrotu,

Rzucia si z rozpacz pomidzy ich lica;

I tam za ni migna Wojskiego prawica.

Raz tak by tgi, e dwie odskoczyy gowy,

Jak rozdarte piorunem dwie drzewa poowy;

Uderzyy si mocno oboje w uszaki,

Tak e obojgu sine zostay si znaki.

Szczciem, nikt nie uwaa, bo dotychczasowa

ywa, gona, lecz dosy porzdna rozmowa

Zakoczya si nagym wybuchem haasu.

Jak strzelcy gdy na lisa zacign do lasu,

Sycha gdzieniegdzie trzask drzew, strzay, psiarni granie,

A wtem dojedacz dzika ruszy niespodzianie,

69

Da znak, i wrzask powstaje w strzelcw i psw tuszczy,

Jak gdyby si ozway wszystkie drzewa puszczy;

Tak dzieje si z rozmow: z wolna si pomyka,

A natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika.

Dzikiem rozmw strzeleckich by w spr zaarty

Rejenta z Asesorem o sawne ich charty.

Krtko trwa, lecz zrobili wiele w jedn chwll;

Bo razem wyrzucili sw i obelg tyle,

e wyczerpnli sporu zwyczajne trzy czci:

Przycinki, gniew, wyzwanie - i szo ju do pici.

Wic ku nim z drugiej izby wszyscy si porwali

I toczc si przeze drzwi na ksztat bystrej fali,

Unieli mod par stojc na progu,

Podobn Janusowi, dwulicemu bogu.

Tadeusz z Telimen nim na skroniach wosy

Poprawili, ju grone ucichy odgosy,

Szmer zmieszany ze miechem rd ciby si szerzy;

Nastpi rozejm ktni, Kwestarz j umierzy:

Czowiek stary, lecz krpy i bardzo pleczysty.

Wanie kiedy Asesor podbieg do Jurysty,

Gdy ju sobie gestami grozili szermierze,

On raptem porwa obu z tyu za konierze

I dwakro uderzywszy gowy obie mocne

Jedn o drug jako jaja wielkanocne,

Rozkrzyowa ramiona na ksztat drogoskazu

I we dwa kty izby rzuci ich od razu;

Chwil z rozcignionemi sta w miejscu rkami

I Pax, pax, pax vobiscum! - krzycza - pokj z wami!

70

Zdziwiy si, zamiay nawet strony obie:

Przez szacunek naleny duchownej osobie

Nie miano aja mnicha; a po takiej probie

Nikt te nie mia ochoty zaczyna z nim zwad.

Za kwestarz Robak, skoro uciszy gromad,

Wida byo, e wcale tryumfu nie szuka,

Ani grozi ktnikom wicej, ani fuka;

Tylko poprawi kaptur i rce za pasem

Zatknwszy, wyszed cicho z pokoju.

Tymczasem

Podkomorzy i Sdzia midzy dwiema strony

Plac zajli. Pan Wojski, jakby przebudzony

Z gbokiego dumania, na rodek wystpi,

Obiega zgromadzenie ognist renic

I gdzie szmer jeszcze sysza, jak ksidz kropielnic,

Tam uciszajc macha sw plack ze skry;

Wreszcie, podniosszy trzonek z powag do gry

Jak lask marszakowsk, nakaza milczenie.

Uciszcie si! - powtarza. - Miejcie te baczenie,

Wy, co jestecie pierwsi myliwi w powiecie,

Z gorszcej ktni waszej co bdzie? czy wiecie?

Oto modzie, na ktrej Ojczyzny nadzieje,

Ktra ma wsawia nasze ostpy i knieje,

Ktra, niestety, i tak zaniedbuje owy,

Moe do ich wzgardzenia wemie pochop nowy!

Widzc, e ci, co innym maj da przykady,

Z oww przynosz tylko poswarki i zwady.

71

Miejcie te wzgld powinny dla mych wosw siwych;

Bo znaem wikszych dawniej nili wy myliwych,

A sdziem ich nieraz sdem polubownym.

Kt by w lasach litewskich Rejtanowi rwnym?

Czy obaw zacign, czy spotka si z wierzm,

Kto z Biaopiotrowiczem porwna si Jerzym?

Gdzie jest dzi taki strzelec jak szlachcic egota,

Co kul z pistoletu w biegu trafia kota?

Terajewicza znaem, co idc na dziki,

Nie bra nigdy innego ora prcz piki!

Budrewicza, co chodzi z niedwiedziem w zapasy.

Takich mw widziay niegdy nasze lasy!

Jeli do sporu przyszo, jake spr godzili?

Oto obrali sdziw i zakad stawili.

Ogiski sto wk lasu raz przegra o wilka;

Niesioowskiemu borsuk kosztowa wsi kilka!

I wy, Panowie, pjdcie za starych przykadem

I rozstrzygnijcie spr wasz cho mniejszym zakadem.

Sowo wiatr, w sporach swnych nigdy nie masz koca,

Szkoda ust duej suszy ktni o zajca;

Wic polubownych sdziw najpierwej obierzcie,

A co wyrzekn, temu sumiennie zawierzcie.

Ja uprosz Sdziego, aeby nie broni

Dojedaczowi, choby po pszenicy goni;

I tusz, e t ask otrzymam od Pana.

To wyrzekszy, Sdziego cisn za kolana.

Konia - zawoa Rejent - stawi konia z rzdem

I opisz si jeszcze przed ziemskim urzdem,

72

I ten piercie sdziemu w salarijum zo.

Ja - rzek Asesor - stawi me zote obroe,

Jaszczurem wykadane, z kkami ze zota,

I smycz tkany, jedwabny, ktrego robota

Rwnie cudna jak kamie, co si na nim wieci.

Chciaem ten sprzt zostawi w dziedzictwie dla dzieci,

Jelibym si oeni; ten sprzt mnie darowa

Ksi Dominik, kiedym z nim razem polowa

I z marszakiem Sanguszk ksiciem, z jeneraem

Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwaem.

Tam - bezprzykadn w dziejach polowania sztuk

Uszczuem sze zajcy pojedyncz suk.

Polowalimy wtenczas na kupiskiem boniu;

Ksi Radziwi nie mg dosiedzie na koniu;

Zsiad i objwszy sawn m charcic Kani,

Trzykro jej w sam gow da pocaowanie,

A potem, trzykro rk klasnwszy po pysku,

Rzek: .

Tak Napoleon daje wodzom swoim ksistwa

Od miejsc, na ktrych wielkie odnieli zwycistwa.

Telimena, znudzona zbyt dugimi swary,

Chciaa wyj na dziedziniec, lecz szukaa pary;

Wzia koszyczek z koka: Panowie, jak widz,

Chcecie zosta w pokoju, ja id na rydze;

Kto aska, prosz za mn - rzeka, koo gowy

Obwijajc czerwony szal kaszemirowy;

Creczk Podkomorstwa wzia w jedn rk,

A drug podchylia do kostek sukienk.

Tadeusz milczkiem za ni na grzyby popieszy.

73

Zamiar przechadzki bardzo Sdziego ucieszy.

Widzia sposb rozjcia krzykliwego sporu,

A wic krzykn: Panowie, po grzyby do boru!

Kto z najpikniejszym rydzem do stou przybdzie,

Ten obok najpikniejszej panienki usidzie;

Sam j sobie wybierze. Jeli znajdzie dama,

Najpikniejszego chopca wemie sobie sama.

74

KSIGA TRZECIAUMIZGI

Tre:

Wyprawa Hrabi na sad - Tajemnicza nimfa gsi pasie - Podobiestwo

grzybobrania do przechadzki cieniw elizejskich - Gatunki grzybw -

Telimena w wityni dumania - Narady tyczce si postanowienia

Tadeusza - Hrabia pejzaysta - Tadeusza uwagi malarskie nad drzewami i

obokami - Hrabiego myli o sztuce - Dzwon - Bilecik - Niedwied,

Mospanie!

75

Hrabia wraca do siebie, lecz konia wstrzymywa,

Gow coraz w ty krci, w ogrd si wpatrywa;

I raz mu si zdawao, e znowu z okienka

Bysna tajemnicza bieluchna sukienka

I co lekkiego znowu upado z wysoka,

I przeleciawszy cay ogrd w mgnieniu oka,

Pomidzy zielonymi wiecio ogrki:

Jako promie soneczny, wykradszy si z chmurki,

Kiedy rd roli padnie na krzemienia skib

Lub rd zielonej ki w drobn wody szyb.

Hrabia zsiad z konia, sugi odprawi do domu,

A sam ku ogrodowi ruszy po kryjomu;

Dobieg wkrtce parkanu, znalaz w nim otwory

I wcisn si po cichu jak wilk do obory;

Nieszczciem, trci krzaki suchego agrestu.

Ogrodniczka, jak gdyby zlka si szelestu,

Ogldaa si wkoo, lecz nic nie spostrzega;

Przecie ku drugiej stronie ogrodu pobiega.

A Hrabia bokiem, midzy wielkie koskie szczawie,

Midzy licie opuchu, na rkach, po trawie,

Skaczc jak aba, cicho, przyczoga si blisko,

Wytkn gow - i ujrza cudne widowisko.

W tej czci sadu rosy tu i wdzie winie,

rd nich zboe, w gatunkach zmieszanych umylnie:

Pszenica, kukuruza, bob, jczmie wsaty,

Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty.

Domowemu to ptastwu taki ochmistrzyni

76

Wymylia ogrdek: sawna gospodyni.

Zwaa si Kokosznicka, z domu Jendykowi-

czwna; jej wynalazek epok stanowi

W domowym gospodarstwie; dzi powszechnie znany,

Lecz w owych czasach jeszcze za nowo podany,

Przyjty pod sekretem od niewielu osb,

Nim go wyda kalendarz, pod tytuem: Sposb

Na jastrzbie i kanie, albo nowy rodek

Wychowywania drobiu - by to w ogrodek.

Jako zaledwie kogut, co odprawia warty,

Stanie i nieruchomie dzierc dziob zadarty,

I gow grzebieniast pochyliwszy bokiem,

Aby tym acniej w niebo mg celowa okiem,

Dostrzee wiszcego jastrzbia rd chmury,

Krzyknie - zaraz w ten ogrd chowaj si kury,

Nawet gsi i pawie, i w nagym przestrachu

Gobie, gdy nie mog schroni si na dachu.

Teraz w niebie adnego nie widziano wroga,

Tylko skwarzya soca letniego pooga,

Od niej ptaki w zboowym ukryy si lasku;

Tamte le w murawie, te kpi si w piasku.

rd ptaszych gw ste