Dziady III - Adam Mickiewicz

of 214 /214
Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk , który da ci pełny dostęp do spisu treści książki. Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

Embed Size (px)

description

Dziady III - Adam Mickiewicz

Transcript of Dziady III - Adam Mickiewicz

  • Aby rozpocz lektur, kliknij na taki przycisk ,

    ktry da ci peny dostp do spisu treci ksiki.

    Jeli chcesz poczy si z Portem WydawniczymLITERATURA.NET.PL

    kliknij na logo poniej.

  • ADAM MICKIEWICZ

    DZIADYCZ III

  • 2Tower Press 2000Copyright by Tower Press, Gdask 2000

  • 3PRZEDMOWA

    Polska od p wieku przedstawia widok z jednej strony tak cigego,niezmordowanego i niezbaganego okruciestwa tyranw, z drugiej taknieograniczonego powicenia si ludu i tak uporczywej wytrwaoci, jakich nie byoprzykadu od czasu przeladowania chrzecijastwa. Zdaje si, e krlowie majprzeczucie Herodowe o zjawieniu si nowego wiata na ziemi i o bliskim swoimupadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie si i zmartwychwstanie.Dzieje mczeskiej Polski obejmuj wiele pokole i niezliczone mnstwo ofiar;krwawe sceny tocz si po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach.Poema, ktre dzi ogaszamy, zawiera kilka drobnych rysw tego ogromnego obrazu,kilka wypadkw z czasu przeladowania podniesionego przez imperatora Aleksandra.Okoo roku 1822 polityka imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolnoci,zacza si wyjania, gruntowa i pewny bra kierunek. Wtenczas podniesiono nacay rd polski przeladowanie powszechne, ktre coraz stawao si gwatowniejsze ikrwawsze. Wystpi na scen pamitny w naszych dziejach senator Nowosilcow. Onpierwszy instynktow i zwierzc nienawi rzdu rosyjskiego ku Polakomwyrozumowa jak zbawienn i polityczn, wzi j za podstaw swoich dziaa, a zacel pooy zniszczenie polskiej narodowoci. Wtenczas ca przestrze ziemi odProsny a do Dniepru i od Galicji do Batyckiego Morza zamknito i urzdzono jakoogromne wizienie. Ca administracj nakrcono jako jedn wielk Polakw tortur,ktrej koo obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow.Systematyczny Nowosilcow wzi naprzd na mki dzieci i modzie, aby nadziejeprzyszych pokole w zarodzie samym wytpi. Zaoy gwn kwater katostwa wWilnie, w stolicy naukowej prowincji litewsko-ruskich. Byy wwczas midzymodzie uniwersytetu rne towarzystwa literackie, majce na celu utrzymaniejzyka i narodowoci polskiej. Kongresem Wiedeskim i przywilejami imperatorazostawionej Polakom. Towarzystwa te, widzc wzmagajce si podejrzenia rzdu,rozwizay si wprzd jeszcze, nim ukaz zabroni ich bytu. Ale Nowosilcow, chociaw rok po rozwizaniu si towarzystw przyby do Wilna, uda przed imperatorem, e jeznalaz dziaajce; ich literackie zatrudnienia wystawi jako wyrany bunt przeciwkorzdowi, uwizi kilkaset modziey i ustanowi pod swoim wpywem trybunaywojenne na sdzenie studentw. W tajemnej procedurze rosyjskiej oskareni nie maj

  • 4sposobu bronienia si, bo czsto nie wiedz, o co ich powoano; bo zeznania nawetkomisja wedug woli swojej jedne przyjmuje i w raporcie umieszcza, drugie uchyla.Nowosilcow, z wadz nieograniczon od carewicza Konstantego zesany, byoskarycielem, sdzi i katem.Skasowa kilka szk w Litwie, z nakazem, aby modzie do nich uczszczajcuwaano za cywilnie umar, aby jej do adnych posug obywatelskich, na adneurzdy nie przyjmowano i aby jej nie dozwolono ani w publicznych, ani wprywatnych zakadach koczy nauk. Taki ukaz, zabraniajcy uczy si, nie maprzykadu w dziejach i jest oryginalnym rosyjskim wymysem. Obok zamknieniaszk, skazano kilkudziesiciu studentw do min sybirskich, do taczek, do garnizonwazjatyckich. W liczbie ich byli maoletni, nalecy do znakomitych rodzin litewskich.Dwudziestu kilku, ju nauczycieli, ju uczniw uniwersytetu, wysano na wiecznewygnanie w gb Rosji jako podejrzanych o polsk narodowo. Z tylu wygnacwjednemu tylko dotd udao si wydoby si z Rosji.Wszyscy pisarze, ktrzy uczynili wzmiank o przeladowaniu wczesnym Litwy,zgadzaj si na to, e w sprawie uczniw wileskich byo co mistycznego itajemniczego *. Charakter mistyczny, agodny, ale niezachwiany Tomasza Zana,naczelnika modziey, religijna rezygnacja, braterska zgoda i mio modychwiniw, kara Boa sigajca widomie przeladowcw, zostawiy gbokie wraeniena umyle tych, ktrzy byli wiadkami lub uczestnikami zdarze; a opisane zdaj siprzenosi czytelnikw w czasy dawne, czasy wiary i cudw.Kto zna dobrze wczesne wypadki, da wiadectwo autorowi, e sceny historyczne icharaktery osb dziaajcych skryli sumiennie, nic nie dodajc i nigdzie nieprzesadzajc. I po c by mia dodawa albo przesadza; czy dla oywienia w sercurodakw nienawici ku wrogom? czy dla obudzenia litoci w Europie? - Czyme swszystkie wczesne okruciestwa w porwnaniu tego, co nard polski teraz cierpi i naco Europa teraz obojtnie patrzy! Autor chcia tylko zachowa narodowi wiernpamitk z historii litewskiej lat kilkunastu: nie potrzebowa ohydza rodakomwrogw, ktrych znaj od wiekw; a do litociwych narodw europejskich, ktrepakay nad Polsk jak niedone niewiasty Jeruzalemu nad Chrystusem, nard naszprzemawia tylko bdzie sowami Zbawiciela: "Crki Jerozolimskie, nie paczcie nademn, ale nad samymi sob".

    * Obacz dzieo Leonarda Chodki: Tableau de la Polegne ancienne etmoderne. Mae pisemko drukowane w czasie rewolucji w Warszawie podtytuem Nowosilcow w Wilnie, tudzie biografie Tomasza Zana wdykcjonarzach biograficznych i w dziele Jzefa Straszewicza Les Polonais etles Polonaises.

  • 5DZIADY.CZ III

    LITWA

  • 6PROLOG

    W WILNIE PRZY ULICY OSTROBRAMSKIEJ, W KLASZTORZE KS. KS.BAZYLIANW, PRZEROBIONYM NA WIZIENIE STANU - CELA

    WINIA

    A strzecie si ludzi, albowiem was bdwydawa do siedzcej rady i w bonicach swoich

    was biczowa bd.Mat. R. X. w. 17.

    I do Starostw i do Krlow bdzieciewodzeni na wiadectwo im i poganom.

    w. 18.I bdziecie w nienawici u wszystkich dla

    imienia mego. Ale kto wytrwa a do koca,ten bdzie zbawion.

    w. 22

  • 7(Wizie wsparty na oknie; spi) ANIO STRNiedobre, nieczue dzieci!Ziemskie matki twej zasugi,Proby jej na tamtym wiecieStrzegy dugo wiek twj modyOd pokusy i przygody:Jako ra, anio sadw,We dnie kwitnie, w noc jej wonieBroni senne dziecka skronieOd zarazy i owadw. Nieraz ja na prob matkiI za pozwoleniem BoemZstpowaem do twej chatki,Cichy, w cichej nocy cieniu:Zstpowaem na promieniuI stawaem nad twym oem. Gdy ci noc ukoysaa,Ja nad marzeniem namitnymStaem jak lilija biaa,Schylona nad rdem mtnym.Nieraz dusza mnie twa zbrzyda,Alem w zych myli naciskuSzuka dobrej, jak w mrowiskuSzukaj ziamek kadzida.

  • 8Ledwie dobra myl zawieci,Braem dusz tw za rk,Wiodem w kraj, gdzie wieczno wieci,I piewaem jej piosenk,Ktr rzadko ziemskie dzieciSysz, rzadko i w upieniu,A zapomn w odecknieniu.Jam ci przysze szczcie gosi,Na mych rkach w niebo nosi,A ty sysza niebios dwikiJako pjanych uczt piosenki. Ja, syn chway niemiertelnej,Przybieraem wtenczas postaObrzydej larwy piekielnej,By ci straszy, by ci chosta?Ty przyjmowa chost BogaJak dziki mczarnie wroga.I dusza twa w niepokoju,Ale z dum si budzia,Jakby w niepamici zdrojuPrzez noc ca mty pia.I pamitki wyszych wiatwW gb cigne, jak kaskada,Gdy w podziemn przepa wpada,Cignie licie drzew i kwiatw. Natenczas gorzko pakaem,Oblicze tulc w me donie;

  • 9Chciaem i dugo nie miaemKu niebieskiej wraca stronie,Bym nie spotka twojej matki;Spyta si: "Jaka nowinaZ kuli ziemskiej, z mojej chatkiJaki sen by mego syna?" WIZIE(budzi si strudzony i patrzy w okno - ranek)Nocy cicha, gdy wschodzisz, kto ciebie zapyta,Skd przychodzisz; gdy gwiazdy przed sob rozsiejesi,Kto z tych gwiazd tajnie przyszej drogi twej wyczyta!"Zaszo soce", woaj astronomy z wiey,Ale dlaczego zaszo, nikt nie odpowiada;Ciemnoci kryj ziemi i lud we nie ley,Lecz dlaczego pi ludzie, aden z nich nie bada.Przebudz si bez czucia, jak bez czucia spali -Nie dziwi soca dziwna, lecz codzienna gowa;Zmienia si blask i ciemno jako stra pukowa;Ale gdzie s wodzowie, co jej rozkazali? A sen? - ach, ten wiat cichy, guchy, tajemniczy,ycie duszy, czy nie jest warte bada ludzi!Kt jego miejsce zmierzy, kto jego czas zliczy!Trwoy si czowiek picy - mieje si, gdy zbudzi.Mdrcy mwi, e sen jest tylko przypomnienie -Mdrcy przeklci!Czy nie umiem rozrni marze od pamici?Chyba mnie wmwi, e moje wizienieJest tylko wspomnienie.

  • 10

    Mwi, e senne czucie rozkoszy i kaniJest tylko gr wyobrani; -Gupi! zaledwie z wieci wyobrani znajI nam wieszczom o niej baj!Bywaem w niej, zmierzyem lepiej jej przestrzenieI wiem, e ley za jej granic - marzenie.Prdzej dzie bdzie noc, rozkosz bdzie kani,Ni sen bdzie pamici, mara wyobrani.(kadnie si i wstaje znowu - idzie do okna)Nie mog spocz, te sny to strasz, to ludz:Jak te sny mi trudz!(drzemie) DUCHY NOCNEPuch czarny, puch mikki pod gow podomy,piewajmy, a cicho - nie trwomy, nie trwomy, DUCH Z LEWEJ STRONYNoc smutna w wizieniu, tam w miecie wesele,U stow tam muzyki hucz;Przy penych kielichach piewaj minstrele,Tam noc komety si wcz:Komety z oczkami i z jasnym warkoczem.(Wizie usypia)Kto po nich kieruje d w bieguTen zanie na fali, w marzeniu uroczem,Na naszym przebudzi si brzegu.

  • 11

    ANIOMy uprosilimy Boga,By ci odda w rce wroga.Samotno mdrcw mistrzyni.I ty w samotnym wizieniu,Jako prorok na pustyni,Dumaj o twym przeznaczeniu. CHR DUCHW NOCNYCHW dzie Bg nam dokucza, lecz w nocy weseleW noc pn prniaki si tuczI w nocy swobodniej piewaj minstreleSzatany piosenek ich ucz. Kto rana myl wit przyniesie z kocioaKto rozmw poczciwych smak czujeNoc-pjawka wycignie pobon myl z czoaNoc-w w ustach smaki zatruje: piewajmy nad sennym, my, nocy synowieUsumy, a bdzie nam sug.Wpadnijmy mu w serce, biegajmy po gowie,Nasz bdzie - ach, gdyby spa dugo! ANIOModlono si za tob na ziemi i w niebieWkrtce musz tyrani na wiat puci ciebie.

  • 12

    WIZIE(budzi si i myli)Ty, co blinich katujesz, wizisz i wyrzynaszI umiechasz si we dnie, i w wieczr ucztujesz,Czy ty z rana cho jeden sen twj przypominasz,A jeli go przypomnia, czy ty go pojmujesz?(drzemie) ANIOTy bdziesz znowu wolny, my oznajmi przyszli. WIZIE(budzi si)Bd wolny? - pamitam, kto mi wczora prawi;Nie, skde to, czy we nie? czy Bg mi objawi?(zasypia) ANIOOWIEPilnujmy tylko, ach, pilnujmy myli,Midzy mylami bitwa ju stoczona. DUCHY Z LEWEJ STRONYPodwjmy napa. DUCHY Z PRAWEJMy podwjmy strae.Czy za myl wygra, czy dobra pokona,Jutro si w mowach i w dzieach pokae;I jedna chwila tej bitwy wyrzekaNa cae ycie o losach czowieka.

  • 13

    WIZIEMam by wolny - tak! nie wiem, skd przysza nowina,Lecz ja znam, co by wolnym z aski Moskwicina.otry zdejm mi tylko z rk i ng kajdany,Ale wtocz na dusz -- ja bd wygnany!Bka si w cudzoziemcw, w nieprzyjaci tumie,Ja piewak, - i nikt z mojej pieni nie zrozumieNic - oprcz nieksztatnego i marnego dwiku.otry, tej jednej broni z rk mi nie wydary,Ale mi j zepsuto, przeamano w rku;ywy, zostan dla mej ojczyzny umary,I myl legnie zamknita w duszy mojej cieniu,Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu.(wstaje i pisze wglem z jednej strony)

    D. O. M.

    GUSTAVUSOBIIT M.D. CCC. XXIII

    CALENDIS NOVEMBRIS(z drugiej strony)HIC NATUS EST

    CONRADUSM. D. CCC. XXIII

    CALENDIS NOVEMBRIS(wspiera si na oknie - usypia)

    DUCHCzowieku! gdyby wiedzia, jaka twoja wadza!Kiedy myl w twojej gowie, jako iskra w chmurze,Zabynie niewidzialna, oboki zgromadza,

  • 14

    I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;Gdyby wiedzia, e ledwie jedn myl rozniecisz,Ju czekaj w milczeniu, jak gromu ywioy,Tak czekaj twej myli - szatan i anioy;Czy ty w pieko uderzysz, czy w niebo zawiecisz;A ty jak obok grny, ale bdny, paaszI sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziaasz.Ludzie! kady z was mgby, samotny, wiziony,Myl i wiar zwala i podzwiga trony.

    AKT PIERWSZY

    SCENA 1KORYTARZ - STRA Z KARABINAMI STOI OPODAL - KILKU WINIW

    MODYCH ZE WIECAMI WYCHODZ Z CEL SWOICH - PNOC JAKUBCzy mona? obaczym si? ADOLFStra gorzak pije:Kapral nasz. JAKUBKtra bia? ADOLFPnoc niedaleko.

  • 15

    JAKUBAle jak nas runt zowi, kaprala zasiek. ADOLFTylko zga wiec; - widzisz - ogie w okna bije.(Gasz wiec)Runt dziecistwo! runt musi do wrt dugo puka,Da haso i odebra, musi kluczw szuka: -Potem - dugi korytarz,- nim nas runt zacapi,Rozbieym si, drzwi zamkn, kady pad i chrapi.(Inni winie, wywoani z celi, wychodz) EGOTADobry wieczr. KONRADI ty tu! KS. LWOWICZI wy tu? SOBOLEWSKII ja tu. FREJENDA wiecie co? egoto, idziem do twej celi,wiey wizie dzi wstpi do nowicyjatu,I ma komin; tam dobry ogie bdziem mieli,A przy tym nowo - dobrze widzie nowe ciany.

  • 16

    SOBOLEWSKIegoto! a, jak si masz; - i ty tu, kochany! EGOTAU mnie cela trzy kroki; was taka gromada. FREJENDWiecie co, pjdmy lepiej do celi Konrada.Najdalsza jest, przytyka do muru kocioa;Nie sycha stamtd, cho kto piewa albo woa.Myl dzi gono gada i chc piewa wiele;W miecie pomyl, e to piewaj w kociele.Jutro jest Narodzenie Boe. - Eh - koledzy,Mam i kilka butelek. JAKUBBez kaprala wiedzy? FREJENDKapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta,Przy tym jest Polak, dawny nasz legijonista,Ktrego car przerobi gwatem na Moskala.Kapral dobry katolik, i winiom pozwalaPrzepdzi wieczr witej Wigiliji razem. JAKUBGdyby si dowiedzieli, nie uszoby pazem.(Wchodz do celi Konrada, nakadaj ogie w kominie i zapalaj wiec. - CelaKonrada jak w Prologu)

  • 17

    KS. LWOWICZI skde si tu wzie, egoto kochany?Kiedy? EGOTADzi mi porwali z domu, ze stodoy. KS. LWOWICZI ty bye gospodarz? EGOTAJaki! zawoany.eby ty widzia moje merynosy, woy!Ja, co pierwej nie znaem, co owies, co soma,Mam saw najlepszego w Litwie ekonoma. JAKUBWzito ci niespodzianie? EGOTAOd dawna syszaemO jakim w Wilnie ledztwie; dom mj blisko drogi.Wida byo kibitki latajce czwaemI co noc nas przeraa poczty dwik zowrogi.Nieraz gdymy wieczorem do stou zasiedliI kto artem uderzy w szklank noa trzonkiem,Dray kobiety nasze, staruszkowie bledli,Mylc, e ju zajeda feldjeger ze dzwonkiem. *Lecz nie wiedziaem, kogo szukaj i za co,

  • 18

    Nie naleaem dotd do adnego spisku.Sdz, e rzd to ledztwo wynalaz dla zysku,e si winiowie nasi porzdnie opacI powrc do domu. TOMASZTak masz nadziej? EGOTAJuci przecie bez winy w Sybir nas nie wyl;A jak win nasz znajd lub wymyl?Milczycie, - wytumaczcie, co si tutaj dzieje,O co nas oskarono, jaki powd sprawy? TOMASZPowd - e Nowosilcow przyby tu z Warszawy.Znasz zapewne charakter pana Senatora.Wiesz, e ju by w nieasce u imperatora,e zysk dawniejszych upiestw przepi i roztrwoni.Straci u kupcw kredyti ostatkiem goni.Bo pomimo najwikszych stara i zabiegwNie moe w Polsce spisku adnego wyledzi;Wic postanowi wiey kraj, Litw, nawiedzi,I tu przenis si z caym gwnym sztabem szpiegw.eby za mg bezkarnie po Litwie pldrowaI na nowo si w ask samodzierzcy wkrci,Musi z towarzystw naszych wielk rzecz wysnowaI nowych wiele ofiar carowi powici.

  • 19

    EGOTALecz my si uniewinnim - TOMASZBroni si daremnie -I ledztwo, i sd cay toczy si tajemnie;Nikomu nie powiedz, za co oskarony,Ten, co nas skary, naszej ma sucha obrony;On gwatem chce nas kara - nie unikniem kary,Zosta nam jeszcze rodek smutny - lecz jedyny:Kilku z nas powicimy wrogom na ofiary,I ci na siebie musz przyj wszystkich winy.Ja staem na waszego towarzystwa czele,Mam obowizek cierpie za was, przyjaciele;Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,Z takich, co s sieroty, starsi, nieonaci,Ktrych zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,A modszych, potrzebniejszych z rk wroga wybawi. EGOTAWic a do tego przyszo? JAKUBPatrz, jak si zasmuci.Nie wiedzia, e dom moe na zawsze porzuci. FREJENDNasz Jacek musia on zostawi w poogu,A nie pacze -

  • 20

    FELIKS KAKOWSKIMa paka? owszem - chwaa Bogu.Jeli powije syna, przyszo mu wywieszcz -Daj mi no rk - jestem troch chiromanta,Wywr tobie przyszo twojego infanta.(patrzc na rk)Jeli bdzie poczciwy, pod moskiewskim rzdemSpotka si niezawodnie z kibitk i sdem;A kto wie, moe wszystkich nas znajdzie tu jeszcze -Lubi synw, to nasi przyszli towarzysze. EGOTAWy tu dugo siedzicie? FREJENDSkde dat wiedzie?Kalendarza nie mamy, nikt listw nie pisze;To gorsza, e nie wiemy, pki mamy siedzie. SUZINJa mam u okna par drewnianych firanekI nie wiem nawet, kiedy mrok, a kiedy ranek. FREJENDAle pytaj Tomasza, patryjarch biedy;Najwikszy szczupak, on te pierwszy wpad do matni;On nas tu wszystkich przyj i wyjdzie ostatni,Wie o wszystkich, kto przyby, skd przyby i kiedy.

  • 21

    SUZINTo pan Tomasz! ja pozna nie mogem Tomasza.Daj mi rk, znae mi krtko i niewiele:Wtenczas tak bya droga wszystkim przyja wasza,Otaczali was liczni, blisi przyjaciele;Nie dojrzae mi w tumie, lecz ja ciebie znaem,Wiem, co zrobi, co cierpia, eby nas ocali; -Odtd bd si z twojej znajomoci chwali,I w dzie zgonu przypomn - z Tomaszem pakaem. FREJENDAle dla Boga, po co te zy, pacze, zgroza.Patrz - Tomasz, gdy by wolny, mia na swoim czoleWypisano wielkimi literami: "koza".Dzi w wizieniu jak w domu, jak w swoim ywiole.On by na wiecie jako grzyby kryptogamy,Widnia i schn od soca; - wsadzony do lochu,Kiedy my, soneczniki, bledniejem, zdychamy,On rozwija si, kwitnie i tyje po trochu.Ale te wzi pan Tomasz kuracyj modn,Sawn teraz na wiecie kuracyj godn. EGOTA(do Tomasza)Godem ciebie morzono? FREJENDDodawano strawy;Ale gdyby j widzia, - widok to ciekawy!

  • 22

    Do byo tak straw w pokoju zakadzi,Aeby myszy wytru i wierszcze wygadzi. EGOTAI jake ty je moge! TOMASZTydzie nic nie jadem,Potem je prbowaem, potem z si opadem;Potem jak po trucinie czuem bole, kucia,Potem kilka tygodni leaem bez czucia.Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywa,Bo nie byo doktora, co by je nazywa.Wreszcie jam wsta, jad znowu i do si przychodzi,I zdaje mi si, em si do tej strawy zrodzi. FREJEND(z wymuszon wesooci)Wierzcie mi, tam za koz same urojenia;Kto tu by, sekret kuchni i mieszka przenikn:Je, mieszka, le czy dobrze - skutek przywyknienia.Pyta raz Litwin, nie wiem, diaba czy Piczuka *:"Dlaczego siedzisz w bocie?" - "Siedz, bom przywykn" JAKUBAle przywykn, bracie! FREJENDNa tym caa sztuka.

  • 23

    JAKUBJa tu siedz podobno od miu miesicy,A tak tskni jak pierwej, nie mniej - FREJENDI nie wicej?Pan Tomasz tak przywykn, e mu powiew zdrowyZaraz piersi obcia, robi zawrt gowy.On odwykn oddycha, nie wychodzi z celi -Jeli go std wypdz, koza si opaci:Bo on potem ni grosza na wino nie straci,Tylko yknie powietrza i wnet si podchmieli *. TOMASZWolabym by pod ziemi, w godzie i chorobie,Znosi kije i gorsze nili kije - ledztwo,Ni tu, w lepszym wizieniu, mie was za ssiedztwo. -otry! wszystkich nas w jednym chc zakopa grobie. FREJENDJak to? wic paczesz po nas? - masz kogo aowa.Czy nie mnie? pytam, jaka korzy z mego ycia?Jeszcze w wojnie - mam jaki talencik do bicia,I mgbym kilku docom grzbiety naszpikowa.Ale w pokoju - c std, e lat sto przeyjI bd kl Moskalw, i umr - i zgnij.Na wolnoci wiek cay bybym mizerakiem,Jak proch, albo jak wino miernego gatunku; -Dzi, gdy wino zatknito, proch przybito kakiem,

  • 24

    W kozie mam ca warto butli i adunku.Wytchnbym si jak wino z otwartej konewki;Spalibym jak proch lekko z otwartej panewki.Lecz jeli mi w acuchach std na Sybir wyl,Obacz mi Litwini bracia i pomyl:Wszakci to krew szlachecka, to md nasza ginie,Poczekaj, zbjco caru, czekaj, Moskwicinie! -Taki jak ja, Tomaszu, daby si powiesi,eby ty jedn chwil y na wiecie duej:Taki jak ja - ojczynie tylko mierci suy;Umarbym dziesi razy, byle ci raz wskrzesi,Ciebie, lub ponurego poet Konrada,Ktry nam o przyszoci, jak Cygan, powiada. -(do Konrada)Wierz, bo Tomasz mwi, e ty piewak wielki,Kocham ci, bo podobny take do butelki:Rozlewasz pie, uczuciem, zapaem oddychasz,Pijem, czujem, a ciebie ubywa - usychasz.(bierze za rk Konrada i zy sobie ociera)(do Tomasza i Konrada)Wy wiecie, e was kocham, ale mona kocha,Nie paka. Oto, bracia, osuszcie zy wasze; -Bo jak si raz rozczul i jak zaczn szlocha,I herbaty nie zrobi, i ogie zagasz.(robi herbat)(Chwila milczenia) KS. LWOWICZPrawda, le przyjmujemy nowego przybysza?(pokazujc egot)

  • 25

    W Litwie zy to znak paka we dniu inkrutowin * -Czy nie dosy w dzie milczym! - he? - jak duga cisza. JAKUBCzy nie ma nowin z miasta? WSZYSCYNowin? KS. LWOWICZadnych nowin? ADOLFJan dzi chodzi na ledztwo, by godzin w miecie,Ale milczy i smutny; - i jak wida z miny,Nie ma ochoty gada: KILKU Z WINIWNo, Janie! Nowiny? JAN SOBOLEWSKI(ponuro)Niedobre - dzi - na Sybir - kibitek dwadziecieWywieli. EGOTAKogo? - naszych? JANStudentw ze mudzi.

  • 26

    WSZYSCYNa Sybir? JANI paradnie! - byo mnstwo ludzi. KILKUWywieli! JANSam widziaem. JACEKWidziae! - i megoBrata wywieli? - wszystkich? JANWszystkich, - do jednego.Sam widziaem, - Wracajc, prosiem kapralaZatrzyma si; pozwoli chwilk. Staem z dala,Skryem si za supami kocioa. W kocieleWanie msza bya; - ludu zebrao si wiele.Nagle lud cay run przeze drzwi nawaem,Z kocioa ku wizieniu. Staem pod przysionkiem,I koci tak by pusty, e w gbi widziaemKsidza z kielichem w rku i chopca ze dzwonkiem.Lud otoczy wizienie nieruchomym waem;Od bram wizienia naplac, jak w wielkie obrzdy,

  • 27

    Wojsko z broni, z bbnami stao we dwa rzdy;W porodku nich kibitki. - Patrz, z placu sadziPolicmejster na koniu; - z miny zgadby atwo,e wielki czowiek, wielki tryumf poprowadzi:Tryumf Cara pnocy, zwycizcy - nad dziatw. -Wkrtce znak dano bbnem i ratusz otwarty -Widziaem ich: - za kadym z bagnetem szy warty,Mae chopcy, zndzniae, wszyscy jak rekruciZ golonymi gowami; - na nogach okuci.Biedne chopcy! - najmodszy, dziesi lat, nieboe,Skary si, e acucha podwign nie moe;I pokazywa nog skrwawion i nag.Policmejster przejeda, pyta, czego da?Policmejster czek ludzki, sam acuch oglda:"Dziesi funtw, zgadza si z przepisan wag". -Wywiedli Janczewskiego; - poznaem, oszpetnia,Sczernia, schud, ale jako dziwnie wyszlachetnia.Ten przed rokiem swawolny, adny chopczyk may,Dzi poglda z kibitki, jak z odludnej skayw Cesarz! - okiem dumnym, suchym i pogodnym;To zdawa si pociesza splnikw niewoli,To lud egna umiechem, gorzkim, lecz agodnym,Jak gdyby im chcia mwi: nie bardzo mi boli.Wtem zdao mi si, e mnie napotka oczyma,I nie widzc, e kapral za sukni mi trzyma,Myli, em uwolniony; - do sw ucaowa,I skin ku mnie, jakby egna i winszowa; -I wszystkich oczy nagle zwrciy si ku mnie,A kapral cign gwatem, aebym si schowa;

  • 28

    Nie chciaem, tylkom stan bliej przy kolumnie.Uwaaem na winia postaw i ruchy: -On postrzeg, e lud pacze patrzc na acuchy,Wstrzs nog acuch, na znak, z mu niezbyt ciy.A wtem zacito konia, - kibitka runa -On zdj z gowy kapelusz, wsta i gos naty,I trzykro krzykn: "Jeszcze Polska nie zgina". -Wpadli w tum; - ale dugo ta rka ku niebu,Kapelusz czarny jako chorgiew pogrzebu,Gowa, z ktrej wos przemoc odara bezwstydna,Gowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,Co wszystkim sw niewinno i hab obwieszczaI wystaje z czarnego tylu gw natoku,Jak z morza eb delfina, nawanicy wieszcza,Ta rka i ta gowa zostay mi woku,I zostan w mej myli, - i w drodze ywotaJak kompas poka mi, powiod, gdzie cnota:Jeli zapomn o nich, Ty, Boe na niebie,Zapomnij o mnie. - KS. LWOWICZAmen za was. KADY Z WINIWI za siebie. JAN SOBOLEWSKITymczasem zajeday inne rzdem dugimKibitki? - ich wsadzano jednego po drugim.

  • 29

    Rzuciem wzrok po ludu cinionego kupie,Po wojsku, - wszystkie twarze poblady jak trupie?A w takim tumie taka bya cicho gucha,em sysza kady krok ich, kady dwik acucha.Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara:Lud, wojsko czuje, - milczy, - tak boj si cara.Wywiedli ostatniego; - zdao si, ze wzbrania,Lecz on biedny i nie mg, co chwila si sania,Z wolna schodzi ze schodw i ledwie na drugiSzczebel stpi, stoczy si i upad jak dugi;To Wasilewski, siedzia tu w naszym ssiedztwie;Dano mu tyle kijw onegdaj na ledztwie,e mu odtd krwi kropli w twarzy nie zostao.onierz przyszed i podj z ziemi jego ciao,Nis w kibitk na rku, ale rk drugTajemnie zy ociera; - nis powoli, dugo; ,Wasilewski nie zemdla, niezwisn, nie cia,Ale jak pad na ziemi prosto, tak ota.Niesiony, jak sup stercza i jak z krzya zdjteRce mia nad barkami onierza rozpite;Oczy straszne, zbielae, szeroko rozwarte; -I lud oczy i usta otworzy; - i razemJedno westchnienie z piersi tysica wydarte,Gbokie i podziemne jkno dokoa,Jak gdyby jky wszystkie groby spod kocioa.Komenda je zguszya bbnem i rozkazem:"Do broni - marsz" - ruszono, a rodkiem ulicyPucia si kibitka lotem byskawicy.Jedna pusta; - by wizie, ale niewidomy;

  • 30

    Rk tylko do ludu wycign spod somy,Sin, rozwart, trupi; trzs ni, jakby egna;Kibitka w tum wjechaa; - nim bicz tumy przegna,Stanli przed kocioem; i wanie w tej chwiliSyszaem dzwonek, kiedy trupa przewozili.Spojrzaem w koci pusty i rk kapaskWidziaem, podnoszc ciao i krew Pask,I rzekem: Panie! Ty, co sdami PiataPrzelae krew niewinn dla zbawienia wiata,Przyjm t spod sdw cara ofiar dziecinn,Nie tak wit ni wielk, lecz rwnie niewinn.(Dugie milczenie) JZEFCzytaem ja o wojnach; - w dawnych, dzikich czasach,Pisz, e tak okropne wojny prowadzono,e nieprzyjaciel drzewom nie przepuszcza w lasachI e z drzewami na pniu zasiewy palono.Ale car mdrszy, sroej, gbiej Polsk krwawi,On nawet ziarna zboa zabiera i dawi;Sam szatan mu metod zniszczenia tumaczy. KAKOWSKII uczniowi najlepsz nagrod wyznaczy.(Chwila milczenia) KS. LWOWICZBracia, kto wie, w wizie moe jeszcze yje;Pan Bg to sam wie tylko i kiedy odkryje.

  • 31

    Ja, jak ksidz, pomodl si, i wam radz szczerzeZmwi za mczennika spoczynek pacierze. -Kto wie, jaka nas wszystkich czeka jutro dola. ADOLFZmwe i po Ksawerym pacierz, jeli wola;Wiesz, e on, nim go wzili, w eb sobie wystrzeli. FREJENDebski! - To z nami uczty wesoe on dzieli,Jak przyszo dzieli bied, on w nogi ze wiata. KS. LWOWICZNiele by i za tego pomodli si brata. JANKOWSKIWiesz, Ksie: dalibge, drwi ja z twojej wiary:Co std, chobym by gorszym ni Turki, Tatary,Chobym zosta zodziejem, szpiegiem, rozbjnikiem,Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzdnikiem;Jeszcze tak prdko Boej nie lkam si kary; -Wasilewski zabity, my tu - a s cary. FREJENDTo chciaem mwi, dobrze, e ty za mnie zgrzeszy;Ale pozwl odetchn, bom cakiem osupia.Suchajc tych powieci - czek spaka si, zgupia.Ej, Feliksie, eby ty nas troch pocieszy!Ty, jeli zechcesz, w piekle diaba by rozmieszy.

  • 32

    KILKU WINIWZgoda, zgoda, Feliksie, musisz gada, piewa,Feliks ma gos, hej, Frejend, hej, wina nalewa. EGOTAStjcie na chwil - ja te szlachcic sejmikowy,Cho ostatni przybyem, nie chc cicho siedzie;Jzef nam co o ziarnkach mwi, - na te mowyGospodarz winien z miejsca swego odpowiedzie.Lubo car wszystkie ziarna naszego ogroduChce zabra i zakopa w ziemi w swoim carstwie,Bdzie droyzna, ale nie bjcie si godu;Pan Antoni ju pisa o tym gospodarstwie. JEDEN Z WINIWJaki Antoni? EGOTAZnacie bajk Goreckiego?A raczej prawd? KILKUJak? Powiedz nam, kolego. EGOTAGdy Bg wygna grzesznika z rajskiego ogrodu,Nie chcia przecie, aeby czowiek umar z godu;I rozkaza anioom zboe przysposobi

  • 33

    I rozsypa ziarnami po drodze czowieka.Przyszed Adam, znalaz je, obejrza z dalekaI odszed; bo nie wiedzia, co ze zboem robi.A w nocy przyszed diabe mdry i tak rzecze:"Niedaremnie tu Pan Bg rozsypa gar yta,Musi tu by w tych ziarnach jaka moc ukryta;Schowajmy je, nim czowiek ich warto dociecze".Zrobi rogiem rw w ziemi i nasypa ytem,Naplwa i ziemi nakry, i przybi kopytem; -Dumny i rad, e Boe zamiary przenikn,Caym gardem rozmia si i rykn, i znikn.A tu wiosn, nawielkie diaba zadziwienie,Wyrasta trawa, kwiecie, kosy i nasienie.O wy! co tylko na wiat idziecie z pnoc,Chytro rozumem, a zo nazywacie moc?Kto z was wiar i wolno znajdzie i zagrzebie,Myli Boga oszuka - oszuka sam siebie. JAKUBBrawo Antoni! pewnie Warszaw nawiedziI za t bajk znowu z rok w kozie posiedzi. FREJENDDobre to - lecz ja znowu do Feliksa wracam.Wasze bajki - i co mi to za poezyje,Gdzie musz gow trudni, nili sens namacam;Nasz Feliks z piosenkami niech yje i pije!(nalewa mu wino)

  • 34

    JANKOWSKIA Lwowicz co? - on pacierz po umarych mwi!Posuchajcie, zapiewam piosnk Lwowiczowi.(piewa)Mwcie, jeli wola czyja,

    Jezus Maryja.Nim uwierz, e nam sprzyja

    Jezus Maryja:Niech wprzd otrw powybija

    Jezus Maryja. Tam car jak dzika bestyja,

    Jezus Maryja!Tu Nowosilcow jak mija,

    Jezus Maryja! Pki caa carska szyja,

    Jezus Maryja,Pki Nowosilcow pija,

    Jezus Maryja,Nie uwierz, e nam sprzyja

    Jezus Maryja. KONRADSuchaj, ty! - tych mnie imion przy kielichach wara.Dawno nie wiem, gdzie moja podziaa si wiara,Nie mieszam si do wszystkich witych z litaniji.Lecz nie dozwol bluni imienia Maryi.

  • 35

    KAPRAL(podchodzc do Konrada)Dobrze, e Panu jedno to zostao imi -Cho szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety,Nie zgra si, pki jedn masztuk monety.Znajdzie j w dzie szczliwy, wic z kalety wyjmie,Wic da w handelna procent, Bg pobogosawi,I wikszy skarb przed mierci, nili mia, zostawi.To imi, Panie, nie art - wic mnie si zdarzyoW Hiszpaniji, lat temu - o, to dawno byo,Nim car mi tym oszpeci mundurem szelmowskim -Wic byem w legijonach, naprzd pod Dbrowskim,A potem wszedem w sawny puk Sobolewskiego. SOBOLEWSKITo mj brat! KAPRALO mj Boe! pokj duszy jego!Walny onierz - tak - zgin od piciu kul razem;Nawet podobny Panu. - Oto - wic z rozkazemBrata Pana jechaem w miasteczko Lamego -Jak dzi pamitam - wic tam byli Francuziska:Ten gra w koci, ten w karty, ten dziewczta ciska -Nu becze; - kady Francuz, jak podpije, beczy.Jak zaczn tedy piewa wszyscy nic do rzeczy,Siwobrode wsale takie pieni tuste!A by wstyd mnie modemu. - Z rozpusty w rozpust,Dalej bredzi na witych; - oto z wikszych w wikszeGrzechy lazc, nu bluni na Pann Najwitsz -

  • 36

    A trzeba wiedzie, e mam patent sodalisaI z powinnoci broni Maryi imienia -Wic ja im perswadowa: - Stulcie pysk, do bisa!Wic umilkli, nie chcc mie ze mn do czynienia. -(Konrad zamyla si, inni zaczynaj rozmow)Ale no Pan posuchaj, co si std wywici.Po zwadzie poszlimy spa, wszyscy dobrze cici -A w nocy trbi na ko - zaczn obz trwoy -Francuzi nu da czapek, i nie mog woy: -Bo nie byo na co wdzia, - bo kadego gwkaBya licznie odcita noem jak makwka.Szelma gospodarz porzn jak kury w folwarku;Patrz, wic moja gowa zostaa na karku?W czapce kartka aciska, pismo nie wiem czyje:"Vivat Polonus, unus defensor Mariae".Oto widzisz Pan, e ja tym imieniem yj. JEDEN Z WINIWFeliksie, musisz piewa; nala mu herbatyCzy wina. - FELIKSJednogonie decyduj braty,e musz by wesoy. Chocia serce pka"Feliks bdzie wesoy i bdzie piosenka.(piewa)Nie dbam, jaka spadnie kara,Mina, Sybir czy kajdany.

  • 37

    Zawsze ja wierny poddanyPracowa bd dla cara. W minach kruszec kujc motem,.Pomyl: ta mina szaraTo elazo, - z niego potemZrobi kto topor na cara. Gdy bd na zaludnieniu,Pojm creczk Tatara;Moe w moim pokoleniuZrodzi si Palen dla cara. Gdy w kolonijach osid,Ogrd zorz, grzdy skopi,A na nich co rok sia bdSame lny, same konopie. Z konopi kto zrobi nici -Srebrem obwita ni szara.Moe si kiedy poszczyci,e bdzie szarf dla cara. CHR(piewa)Zrodzi si Palen dla carara - ra - ra - ra - ra - ra -

  • 38

    SUZINLecz c to Konrad cicho zaspiony siedzi,Jakby oblicza swoje grzechy do spowiedzi?Feliksie, on nie sysza zgoa twoich pieni;Konradzie! - patrzcie - zbladn, znowu si czerwieni.Czy on saby? FELIKSStj, cicho - zgadem, e tak bdzie -O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy.Pnoc jego godzina. - Teraz Feliks niemy,Teraz, bracia, piosenk lepsz posyszemy.Ale muzyki trzeba; - ty masz flet, Frejendzie,Graj dawn jego nut, a my cicho stjmyI kiedy trzeba, gosy do chru nastrjmy. JZEF(patrzc na Konrada)Bracia! duch jego uszed i bdzi daleko:Jeszcze nie wrci - moe przyszo w gwiazdach czyta,Moe si tam z duchami znajomymi wita,I one mu powiedz, czego z gwiazd dociek.Jak dziwne oczy - byszczy ogie pod powiek,A oko nic nie mwi i o nic nie pyta;Duszy teraz w nich nie ma; byszcz jak ogniskaZostawione od wojska, ktre w nocy cieniuNa dalek wypraw ruszyo w milczeniu -Nim zgasn, wojsko wrci na swe stanowiska.(Frejend probuje rnych nut)

  • 39

    KONRAD(piewa)Pie ma bya ju w grobie, ju chodna, -Krew poczua - spod ziemi wyglda -I jak upir powstaje krwi godna:I krwi da, krwi da, krwi da.Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,Z Bogiem i choby mimo Boga! (Chr powtarza)I Pie mwi: ja pjd wieczorem,Naprzd braci rodakw gry musz,Komu tylko zapuszcz ky w dusz,Ten jak ja musi zosta upiorem.Tak? zemsta, zemsta, etc, etc, Potem pjdziem, krew wroga wypijem,Ciao jego rozrbiem toporem:Rce, nogi godziami przybijem,By nie powsta i nie by upiorem.Z dusz jego do pieka i musim,Wszyscy razem na duszy usidziem,Pki z niej niemiertelno wydusim,Pki ona czu bdzie, gry bdziem.Tak! zemsta, zemsta, etc. etc. KS. LWOWICZKonradzie, stj, dla Boga, to jest pie pogaska.

  • 40

    KAPRALJak on okropnie patrzy,- to jest pie szataska.(przestaj piewa) KONRAD(z towarzyszeniem fletu)Wznosz si! lec! tam, na szczyt opoki -Ju nad plemieniem czowieczem,Midzy proroki.Std ja przyszoci brudne obokiRozcinam moj renic jak mieczem;Rkami jak wichrami mgy jej rozdzieram -Ju widno - jasno - z gry na ludy spozieram -Tam ksiga sybiliska przyszych losw wiata -Tam, na dole!Patrz, patrz, przysze wypadki i nastpne lata,Jak drobne ptaki, gdy ora postrzeg,Mnie, ora na niebie!Patrz, jak do ziemi przypadaj, bieg,Jak si stado w piasek grzebie -Za nimi, hej, za nimi oczy me sokole,Oczy byskawice,Za nimi szpony moje! - dostrzeg je, schwyc. C to? jaki ptak powsta i roztacza pira,Zasania wszystkich, okiem mi wyzywa;Skrzyda ma czarne jak burzliwa chmura,A szerokie i dugie na ksztat tczy uku.I niebo cae zakrywa -

  • 41

    To kruk olbrzymi - kto ty? -- kto ty, kruku?Kto ty? - jam orze! - patrzy kruk - myl moj plcze!Kto ty? - jam gromowady!l -Spjrza na mnie - w oczy mi jak dymem uderzy,Myli moje miesza - plcze - KILKU WINIWCo on mwi! - co - co to - patrz, patrz, jaki blady.(porywaj Konrada)Uspokj si... KONRADStj! stjcie! - jam si z krukiem zmierzy -Stjcie - myli rozplcz -Pie skocz - skocz -(sania si) KS. LWOWICZDosy tych pieni. INNIDosy. KAPRALDosy - Pan Bg z nami -Dzwonek! - syszycie dzwonek? - runt, runt pod bramami!Gacie ogie - do siebie!

  • 42

    JEDEN Z WINIW(patrzc w okno)Bram odemknli -Konrad osab - zostawcie - sam, sam jeden w celi!(Uciekaj wszyscy)

    SCENA IIIMPROWIZACJA

    KONRAD(po dugim milczeniu)Samotno - c po ludziach, czym piewak dla ludzi?Gdzie czowiek, co z mej pieni ca myl wysucha,Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?Nieszczsny, kto dla ludzi gos i jzyk trudzi:Jzyk kamie gosowi, a gos mylom kamie;Myl z duszy leci bystro, nim si w sowach zamie,A sowa myl pochon i tak dr nad myl,Jak ziemia nad poknit, niewidzialn rzek.Z drenia ziemi czy ludzie gb nurtw dociek,

    Gdzie pdzi, czy si domyl? - Uczucie kry w duszy, rozpala si, arzy,Jak krew po swych gbokich, niewidomych cieniach;Ile krwi tylko ludzie widz w mojej twarzy,Tyle tylko z mych uczu dostrzeg w mych pieniach, Pieni ma, ty jest gwiazd za granic wiata!I wzrok ziemski, do ciebie wysany za goca,

  • 43

    Cho szklanne wemie skrzyda, ciebie nie dolata,Tylko o twoj mleczn drog si uderzy;

    Domyla si, e to soca,Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy.

    Wam, pieni, ludzkie oczy, uszy niepotrzebne; -

    Pycie w duszy mej wntrznociach,wiecie na jej wysokociach,

    Jak strumienie podziemne, jak gwiazdy nadniebne. Ty Boe, ty naturo! dajcie posuchanie. -Godna to was muzyka i godne piewanie. -

    Ja mistrz!Ja mistrz wycigam donie!

    Wycigam a w niebiosa i kad me donieNa gwiazdach jak na szklannych harmoniki krgach.

    To nagym, to wolnym ruchem,Krc gwiazdy moim duchem.

    Milijon tonw pynie; w tonw milijonieKady ton ja dobyem, wiem o kadym tonie;Zgadzam je, dziel i cz,I w tcze, i w akordy, i we strofy plcz,

    Rozlewam je we dwikach i w byskawic wstgach. - Odjem rce, wzniosem nad wiata krawdzie,I krgi harmoniki wstrzymay si w pdzie.

    Sam piewam, sysz me piewy -Dugie, przecige jak wichru powiewy,Przewiewaj ludzkiego rodu cae tonie,

  • 44

    Jcz alem, rycz burz,I wieki im gucho wtrz;

    A kady dwik ten razem gra i ponie,Mam go w uchu, mam go w oku,Jak wiatr, gdy fale koysze,Po wistach lot jego sysz,Widz go w szacie oboku.

    Boga, natury godne takie pienie!Pie to wielka, pie-tworzenie.Taka pie jest sia, dzielno,Taka pie jest niemiertelno!

    Ja czuj niemiertelno, niemiertelno tworz,C Ty wikszego moge zrobi - Boe?Patrz, jak te myli dobywam sam z siebie,

    Wcielam w sowa, one lec,Rozsypuj si po niebie,Tocz si, graj i wiec;Ju dalekie, czuj jeszcze,Ich wdzikami si lubuj,Ich okrgo doni czuj,Ich ruch myl odgaduj:Kocham was, me dzieci wieszcze!Myli moje! gwiazdy moje!Czucia moje! wichry moje!

    W porodku was jak ojciec wrd rodziny stoj,Wy wszystkie moje!

  • 45

    Depc was, wszyscy poeci,Wszyscy mdrce i proroki,Ktrych wielbi wiat szeroki.Gdyby chodzili dotd rd swych dusznych dzieci,Gdyby wszystkie pochway i wszystkie oklaskiSyszeli, czuli i za suszne znali,I wszystkie sawy kadodziennej blaskiPromieniami na wiecach swoich zapalali,Z ca pochwa muzyk i wiecw ozdob,Zebran z wiekw tyla i z pokole tyla,Nie czuliby wasnego szczcia, wasnej mocy,Jak ja dzi czuj w tej samotnej nocy:Kiedy sam piewam w sobie,piewam samemu sobie.

    Tak! - czuy jestem, silny jestem i rozumny. -Nigdym nie czu, jak w tej chwili -Dzi mj zenit, moc moja dzisiaj si przesili,Dzi poznam, czym najwyszy, czylim tylko dumny;Dzi jest chwila przeznaczona,Dzi najsilniej wytz duszy mej ramiona -

    To jest chwila Samsona,Kiedy wizie i lepy duma u kolumny.

    Zrzuc ciao i tylko jak duch wezm pira -Potrzeba mi lotu,

    Wylec z planet i gwiazd koowrotu,Tam dojd, gdzie granicz Stwrca i natura. I mam je, mam je, mam - tych skrzyde dwoje;Wystarcz:- od zachodu na wschd je rozszerz,

  • 46

    Lewym o przeszo, prawym o przyszo uderz.I dojd po promieniach uczucia - do Ciebie!

    I zajrz w uczucia Twoje,O Ty! o ktrym mwi, e czujesz na niebie.

    Jam tu, jam przyby, widzisz, jaka ma potga,A tu moje skrzydo siga.

    Lecz jestem czowiek, i tam, na ziemi me ciao;Kochaem tam, w ojczynie, serce me zostao, -

    Ale ta mio moja na wiecie,Ta mio nie na jednym spocza czowiekuJak owad na ry kwiecie:Nie najednej rodzinie, nie na jednym wieku.Ja kocham cay nard! - objem w ramionaWszystkie przesze i przysze jego pokolenia,Przycisnem tu do ona,Jak przyjaciel, kochanek, maonek, jak ojciec:Chc go dwign, uszczliwi,Chc nim cay wiat zadziwi,

    Nie mam sposobu i tu przyszedem go dociec.Przyszedem zbrojny ca myli wadz,Tej myli, co niebiosom Twe gromy wydara,

    ledzia chd Twych planet, gb morza rozwara -Mam wicej, t Moc, ktrej ludzie nie nadadz,Mam to uczucie, co si samo w sobie chowaJak wulkan, tylko dymi niekiedy przez sowa.

    I Mocy tej nie wziem z drzewa edeskiego,Z owocu wiadomoci zego i dobrego;

  • 47

    Nie z ksig ani z opowiada,Ani z rozwizania zada,Ani z czarodziejskich bada.Jam si twrc urodzi:Stamtd przyszy siy moje,Skd do Ciebie przyszy Twoje,Bo i Ty po nie nie chodzi:Masz, nie boisz si straci; i ja si nie boj.Czy Ty mi da, czy wziem, skd i Ty masz - okoBystre, potne: w chwilach mej siy - wysokoKiedy na chmur spjrz szlakiI wdrowne sysz ptaki,eglujce na ledwie dostrzeonym skrzydle;Zechc i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle -Stado pie aon dzwoni,Lecz pki ich nie puszcz, Twj wiatr ich niezgoni.Kiedy spjrz w komet z ca moc duszy,Dopki na ni patrz, z miejsca si nie ruszy.

    Tylko ludzie skazitelni,Marni, ale niemiertelni,

    Nie su mi, nie znaj - nie znaj nas obu,Mnie i Ciebie.

    Ja na nich szukam sposobuTu, w niebie.

    T wadz, ktr mam nad przyrodzeniem,Chc wywrze na ludzkie dusze,

    Jak ptaki i jak gwiazdy rzdz mym skinieniem,Tak blinich rozrzdza musz.Nie broni - bro bro odbije,

  • 48

    Nie pieniami - dugo rosn,Nie nauk - prdko gnije,Nie cudami - to zbyt gono.

    Chc czuciem rzdzi, ktre jest we mnie;Rzdzi jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie:

    Co ja zechc, niech wnet zgadn,Speni, tym si uszczliwi,A jeeli si sprzeciwi,Niechaj cierpi i przepadn.

    Niech ludzie bd dla mnie jak myli i sowa,Z ktrych, gdy zechc, pieni wie si budowa; -

    Mwi, e Ty tak wadasz!Wiesz, em myli nie popsu, mowy nie umorzy;Jeli mnie nad duszami rwn wadz nadasz,Ja bym mj nard jak pie yw stworzy,I wiksze nili Ty zrobibym dziwo,

    Zanucibym pie szczliw! Daj mi rzd dusz! - Tak gardz t martw budow,Ktr gmin wiatem zowie i przywyk j chwali,em nie prbowa dotd, czyli moje sowoNie mogoby jej wnet zwali.Lecz czuj w sobie, e gdybym m wolcisn, naty i razem wywieci,Moe bym sto gwiazd zgasi, a drugie sto wznieci -Bo jestem niemiertelny! i w stworzenia koleS inni niemiertelni; - wyszych nie spotkaem. -Najwyszy na niebiosach! - Ciebie tu szukaem,Ja najwyszy z czujcych na ziemnym padole.

  • 49

    Nie spotkaem Ci dotd - e Ty jest, zgaduj;Niech Ci spotkam i niechaj Tw wyszo uczuj -Ja chc wadzy, daj mi j, lub wska do niej drog!O prorokach, dusz wadcach, e byli, syszaem,I wierz; lecz co oni mogli, to ja mog,Ja chc mie wadz, jak Ty posiadasz,Ja chc duszami wada, jak Ty nimi wadasz.(Dugie milczenie)(z ironi)Milczysz, milczysz! wiem teraz, jam Ci teraz zbada,Zrozumiaem, co Ty jest i jake Ty wada. -Kamca, kto Ciebie nazywa mioci,Ty jeste tylko mdroci.Ludzie myl, nie sercem, Twych drg si dowiedz;Myl, nie sercem, skady broni Twej wyledz -

    Ten tylko, kto si wry w ksigi,W metal, w liczb, w trupie ciao,Temu si tylko udaoPrzywaszczy cz Twej potgi.Znajdzie trucizn, proch, par,Znajdzie blaski, dymy, huki,Znajdzie prawno, i z wiarNa mdrki i na nieuki.Mylom oddae wiata uycie,Serca zostawiasz na wiecznej pokucie,Dae mnie najkrtsze ycieI najmocniejsze uczucie. -

    (Milczenie)

  • 50

    Czym jest me czucie?

    Ach, iskr tylko!Czym jest me ycie?

    Ach, jedn chwilk!Lecz te, co jutro rykn, czym s dzisiaj gromy?

    Iskr tylko.Czym jest wiekw cig cay, mnie z dziejw wiadomy?

    Jedn chwilk.Z czego wychodzi cay czowiek, may wiatek?

    Z iskry tylko.Czym jest mier, co rozprszy myli mych dostatek?

    Jedn chwilk.Czym by On, pki wiaty trzyma w swoim onie?

    Iskr tylko.Czym bdzie wieczno wiata, gdy On go pochonie?

    Jedn chwilk.

    Gos z lewej strony

    Wsi muszNa dusz

    Jak na ko,Go! go

    W cwa, w cwa!

    Gos z prawej

    Co za sza!Bromy go, bromy,Skrzydami osomy

    Skro

    Chwila i iskra, gdy si przedua, rozpala -

    Stwarza i zwala.miao, miao! t chwil rozdumy, rozdalmy,miao, miao! t iskr rozniemy, rozpalmy -

  • 51

    Teraz - dobrze - tak. Jeszcze raz Ciebie wyzywam,Jeszcze po przyjacielsku dusz Ci odkrywam.Milczysz, - wszake z Szatanem walczy osobicie?

    Wyzywam Ci uroczycie.Nie gard mn, ja nie jeden, cho sam tu wzniesiony.Jestem na ziemi sercem z wielkim ludem zbratan,Mam ja za sob wojska, i mocy, i trony;

    Jeli ja bd blunierca,Ja wydam Tobie krwawsz bitw nili Szatan:On walczy na rozumy, ja wyzw na serca.Jam cierpia, kocha, w mkach i mioci wzrosem;Kiedy mnie wydar osobiste szczcie,Na wasnej piersi ja skrwawiem picie,

    Przeciw Niebu ich nie wzniosem.

    GosRumaka

    Przedzierzgn w ptaka.Orlimi piry

    Do gry!W lot!

    GosGwiazdo spadajca!

    Jaki szaW otcha ci strca

    Teraz dusz jam w moj ojczyzn wcielony?

    Ciaem poknem jej dusz,Ja i ojczyzna to jedno.

    Nazywam si Milijon - bo za milijonyKocham i cierpi katusze.Patrz na ojczyzn biedn,Jak syn na ojca wplecionego w koo;Czuj caego cierpienia narodu,

  • 52

    Jak matka czuje w onie bole swego podu.Cierpi, szalej - a Ty mdrze i wesoo

    Zawsze rzdzisz,Zawsze sdzisz,I mwi, e Ty nie bdzisz!

    Suchaj, jeli to prawda, com z wiar synowskSysza, na ten wiat przychodzc,e Ty kochasz; - jeeli Ty kocha wiat rodzc,Jeli ku zrodzonemu masz mio ojcowsk; -Jeeli serce czue byo w liczbie wierzt,Ktre Ty w arce zamkn i wyrwa z powodzi;Jeli to serce nie jest potwr, co si rodziPrzypadkiem, ale nigdy lat swych nie dochodzi;Jeli pod rzdem Twoim czuo nie jest bezrzd,Jeli w milijon ludzi krzyczcych "ratunku!"Nie patrzysz jak w zawie zrwnanie rachunku; -Jeli mio jest na co w wiecie Twym potrzebnI nie jest tylko Twoj omyk liczebn...

    GosOra w hydr!

    Oczy mu wydr.Do szturmu dalj!

    Dymi! pali!Ryk, grzmot!

    GosZ jasnego socaKometo bdu!

    Gdzie koniec twegopdu?

    Bez koca, bez koca!

    Milczysz! - Jam Ci do gbi serce me otworzyZaklinam, daj mi wadz - jedna cz jej licha,

  • 53

    Cz tego, co na ziemi osigna pycha,Z t jedn czstk ile ja bym szczcia stworzy!Milczysz! - nie dasz dla serca, daje dla rozumu. -Widzisz, em pierwszy z ludzi i z aniow tumu,e Ci znam lepiej nili Twoje archanioy,Wart, eby ze mn wadz dzieli si na poy -Jelim nie zgad, odpowiedz - milczysz! ja nie kami.Milczysz i ufasz, e masz silne rami -Wiedz, e uczucie spali, czego myl nie zamie -Widzisz to moje ognisko: - uczucie,Zbieram je, ciskam, by mocniej paao,Wbijam w elazne woli mej okucie,Jak nabj w burzce dziao.

    GosOgnia! pal!

    GosLito! al!

    Odezwij si, - bo strzel przeciw Twej naturze;

    Jeli jej w gruzy nie zburz,To wstrzsn caym pastw Twoich obszarem;Bo wystrzel gos w cae obrby stworzenia:Ten gos, ktry z pokole pjdzie w pokolenia:Krzykn, ze Ty nie ojcem wiata, ale... GOS DIABACarem!

  • 54

    (Konrad staje chwil, sania si i pada) DUCHY Z LEWEJ STRONYPIERWSZYDepc, chwytaj! DRUGIJeszcze dysze. PIERWSZYOmdla, omdla, a nimPrzebudzi si, dodusim. DUCH Z PRAWEJ STRONYPrecz - modl si za nim. DUCH Z LEWEJWidzisz, odpdzaj nas. PIERWSZY Z LEWEJTy bestyjo gupialNie pomoge mu sowo ostatnie wyrzygn,Jeszcze o jeden stopie w dum go podzwign!Chwila dumy - ta czaszka ju byaby trupia.By tak blisko tej czaszki i nie mona depta!Widzie krew w jego ustach, i nie mona chepta!Najgupszy z diabw, ty go wypuci w p drogi.

  • 55

    DRUGIWrci si, wrci PIERWSZYPrecz std - bo wezm na rogiI bd ci lat tysic nios, i w paszcz samSzatana wbij. DRUGICha! cha! straszysz, ciociu! mamo!Ja dziecko bd paka -(pacze)

    masz -(uderza rogiem)A co, nie chybi?Le i nie wya z pieka - aha, do dna przybi -Rogi me, brawo, rogi - PIERWSZYSacrdieu! DRUGI(uderza)Masz. PIERWSZYW nogi.(Sycha stukanie i klucz we drzwiach)

  • 56

    DRUGI DUCHPop, klecha, przyczajmy si i schowajmy rogi.

    SCENA IIIWCHODZ KAPRAL, BRACISZEK BERNARDYN PIOTR, JEDEN WIZIE

    KS. PIOTRW imi Ojca i Syna i witego Ducha. WIZIEOn zapewne osabia. - Konradzie! - nie sucha. KS. PIOTRPokj temu domowi, pokj grzesznikowi! WIZIEDla Boga, on osabia, patrz - miota si, dsa,To jest wielka choroba, patrz, on usta ksa.(Ks. Piotr modli si) KAPRAL(do Winia)Mj Panie, idcie sobie, a nas tu zostawcie. WIZIEAle dla Boga! prnych modlitew nie prawcie;Podejmijcie go z ziemi, poomy do ka;Ksie Pietrze.

  • 57

    KS. PIOTRTu zostaw.WIZIEOto jest poduszka.(kadnie Konrada)E, ja wiem, co to znaczy. - Czasem na napadaTakie szalestwo: dugo piewa, potem gada,A jutro zdrw jak ryba. Lecz kto wam powiedzia,e on osabia? KAPRALPanie, ot by cicho siedzia.Niech brat Piotr pomodli si nad waszym koleg;Bo ja wiem, e tu byo - co - tu - niedobrego.Gdy runt odszed, w tej celi haas posyszaem,Spjrz dziurk od klucza, a co tu widziaem,To mnie wiedzie. Pobiegem do mojego kmotra,Bo on czowiek pobony, do braciszka Piotra -Patrz na tego chorego: niedobrze si dzieje - WIZIEDalibg nie pojmuj - nic,i oszalej. KAPRALOszale? - Ej, Panowie, strzecie si, Panowie!U was usta wymowne, wiele nauk w gowie,A patrzcie, gowa mdra w prochu si taczaa,I z tych ust, tak wymownych, patrzaj - piana biaa.Syszaem, co on piewa, ja sw nie pojem,

  • 58

    Lecz byo co u niego w oczach i nad czoem.Wierz mi, e z tym czowiekiem niodobrze si dziejeByem ja w legijonach, nim wzito w rekruty,Braem szturmem fortece, klasztory,reduty;Wicej dusz wychodzcych z ciaa ja widziaem,Nili Wapan przeczyta ksiek w yciu caem.A to jest rzecz niemaa widzie, jak czek kona,Widziaem ja na Pradze ksiy zarzynanych,I w Hiszpaniji ywcem z wiey wyrzucanych;Widziaem matek szabl rozrywane ona,I dzieci konajcena kozackich pikach,I Francuzw na niegu, i Turkw na palu;I wiem, co w konajcych wida mczennikach,A co w zodzieju, zbjcy, Turku lub Moskalu.Widziaem rozstrzelanych, co patrzyli mieleW rur broni, nie chcieli na oczy zasony;A jak padli na ziemi, widziaem w ich cieleStrach, co za ycia wstydem i pych wiziony,Wyszed z trupa jak owad i peza wokoo:Gorszy strach ni ten, ktry tchrza w bitwie nka,Taki strach, e do spojrze na zamare czoo,Aby widzie, e dusza dsa si i lka,Gardzi bolem i cierpi, i wieczna jej mka.A wic, mj Panie, myl, e twarz umaregoJest jak patent wojskowy do wiata przyszego;I poznasz zaraz, jak o tam bdzie przyjty,W jakiej randze i stopniu: wity czy przeklty. -A wic tego czowieka i pie, i choroba,I czoo, i wzrok wcale mi si nie podoba.

  • 59

    Oto Wapan spokojnie id do swojej celi,My z bratem Piotrem bdziem przy chorym siedzieli, (Wizie odchodzi) KONRADPrzepa - tysic lat - pusto - dobrze - jeszcze wicj!Ja wytrzymam i dziesi tysicw tysicy -Modli si? - tu modlitwa nie przyda si na nic -I bya taka przepa bez dna i bez granic? -Nie wiedziaem - a bya. KAPRALlSyszysz, jak on szlocha. KS. PIOTRSynu mj, ty na sercu, ktre ciebie kocha.(do Kaprala)Wyjd std i patrz, aeby nikt tdy nie chodziI pki std nie wyjd, nikt mi nie przeszkodzi.(Kapral odchodzi) KONRAD(zrywa si)Nie! - oka mi nie wydar! mam to silne oko,Widz std, i std nawet, cho ciemno - gboko,Widz ciebie, Rollison, - bracie, c to znaczy?I ty w wizieniu, zbity, krwi cay zbryzgany,I ciebie Bg nie sucha, i ty ju w rozpaczy;

  • 60

    Szukasz noa, prbujesz gow tuc o ciany: -"Ratunku!" - Bg nie daje, ja ci da nie mog,Oko mam silne, spjrz, moe ci zabij -Nie - ale ci poka okiem - mierci drog.Patrz, tam masz okno, wybij, skocz, zle i zam szyj,I ze mn tu le w gbie, w ciemno - lemy na d -Otcha - otcha ta lepsza nili ziemi pad;Tu nie ma braci, matek, narodw, - tyranw -Pjd tu. KS. PIOTRDuchu nieczysty, znam ci po twym jadzie,Znowu tu, najchytrzejszy ze wszystkich szatanw,Znowu w dom opuszczony leziesz, brzydki gadzie.Ty wpezn w jego usta, na zgub tu wpezn,Z Imi Paskie jam ciebie pojma i ochezn.Exorciso... DUCHStj, nie klnij - stj, odstp od progu,Wyjd - KS. PIOTRNie wyjdziesz, a si upodoba Bogu.Lew z pokolenia Judy tu Pan - on zwycia:Sie na lwa zastawiei w twym wasnym wnikuZowie si - Bg ciebie zowi w tym grzeszniku.W jego ustach chc tobie najsrozszy cios zada:Kamco, ja tobie ka, musisz prawd gada.

  • 61

    DUCHParle-moi donc francais, mon pauvre capucin,J'ai pu dans le grand monde oublier mon latin.Mais tant saint, tu dois avoir le don des languesVielleicht sprechen Sie deutsch, was murmeln Sie so bang -What it is, - Cavalleros rispondero Io. KS. PIOTRTy to z ust jego wrzeszczysz, stujzyczna mijo, DUCHC'est juste, dans ce jeu, nous sommes de moiti,Il est savant, et moi, diable de mon mtier.J'etais son precepteur et je m'en glorifie,En sais-tu plus que nous? parle - je te dfie. KS. PIOTRW imi Ojca i Syna i Ducha witego. DUCHAle stj, stj, mj Ksie, stj, ju dosy tego;Tylko, ksiuniu, nie mcz na prno: - czy szatan;eby tak mczy! KS. PIOTRKto ty?

  • 62

    DUCHLukrecy, Lewiatan,Voltaire, Alter Fritz, Legio sum. KS. PIOTRCo widzia? DUCHZwierza. KS. PIOTRGdzie? DUCHW Rzymie. KS. PIOTRNie sucha mi - wrmy do pacierza.(modli si) DUCHAle sucham. KS. PIOTRGdzie widzia winia? DUCHMwi, w Rzymie -

  • 63

    KS. PIOTRKamiesz. DUCHKsie, na honor, na kochanki imi,Mej kochanki czarniutkiej, co tak do mnie wzdychaA wiesz ty, jak si zowie moja luba? - Pycha.Jaki ty nieciekawy! - KS. PIOTR(do siebie)Przeciwi si duchy;Upokrzmy si Panu i zrbmy akt skruchy.(modli si) DUCHAle co tam masz robi, ja sam std wyrusz,Przyznaj si, e wlazem niezgrabnie w t dusz.Tu mnie kole - ta dusza jest jak skra jea,Woyem j na wywrt, kolcami do kiszek.(Ksidz modli si)Ale bo i ty majster, cho prosty braciszek; -Osy, powinni ciebie obra za papiea.Gupstwo stawi w kociele na przd, jak kolumny,A ciebie kryj w ktku; wiecznik, gwiazd blasku! KS. PIOTRTyranie i pochlebco, i pody, i dumny,eby pier ugryz, u ng wleczesz si po piasku.

  • 64

    DUCH(miejc si)Aha! gniewasz si, pacierz przerwae - da capo;eby sam widzia, jak ty miesznie krcisz ap -Istny niedzwiadek, gdy si broni od komarw! -On trzepie swoje, - no wic - dosy ju tych swarwiZnam twoj moc i chc si tobie wyspowiada,Bd ci o przeszoci i przyszoci gada. -A wiesz ty, co o tobie mwi w caym miecie?(Ksidz modli si)A wiesz ty, co to bdzie z Polsk za lat dwiecie? -A wiesz, dlaczego tobie przeor tak nie sprzyja? -A wiesz, w Apokalipsie co znaczy bestyja? -Milczy i trzepie - oczy a strach we mnie wlepi.Powiedz, Ksiuniu, czego do mnie si uczepi?Co ja winien, e takie mam odbiera chostyCzy ja jestem krl diabw - wszak ja diabe prosty.Zwa, czy to prawnie sug ukara za panaWszake ja tu przyszedem z rozkazu Szatana.Trudno mu si tumaczy, bo z nim nie brat za brat,Jestem jako Kreishauptmann, Gubernator, Landrat -Ka dusz bra w areszt, bior, sadz w ciemno.Zdarza si przy tym duszy jaka nieprzyjemnoAle czy z mojej winy? - jam lepe narzdzie;Tyran szelma da ukaz, pisze: "Niech tak bdzie" -Czy to mnie mio mczy, - mnie samemu mka. -Ach -(wzdycha)jak to le by czuym. - Ach, serce mi pka.

  • 65

    Wierzmi: gdy pazurami grzesznika odzieramNieraz ogonem, ach! ach! - zy sobie ocieram.(Ksidz modli si)A wiesz, z jutro bdziesz bity jako Haman? KS. PIOTRIn nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen.Ego te exorciso, spiritus immunde - DUCHKsie, stj - sucham - gadam - stj - jedn sekund! KS. PIOTRGdzie jest nieszczsny wizie, co chce zgubi dusz? -Milczysz - Exorciso te - DUCHGadam, gadam - musz. KS. PIOTRKogo widziae? DUCHWinia. KS. PIOTRJakiego?

  • 66

    DUCHGrzesznika. KS. PIOTRGdzie? - DUCHTam, w drugim klasztorze. KS. PIOTRW jakim? DUCHDominika.Ten grzesznik ju przeklty, prawem mnie naley. KS. PIOTRKamiesz. DUCHOn ju umary. KS. PIOTRKamiesz. DUCHChory ley.

  • 67

    KS. PIOTRExorciso te DUCHGadam, gadam, skacz - piewam -Tylko nie klnij - jak gada? - dusisz - ledwie ziewam. KS. PIOTRMw prawd. DUCHGrzesznik chory, lata bez pamiciI jutro rano szyj niezawodnie skrci. KS. PIOTRKamiesz. DUCHPowiadczy godny wiadek, kmotr Belzebub.Pytaj go, mcz - niewinnej duszy mojej nie gub. KS. PIOTRJak ratowa grzesznika? DUCHBodaje zdech klecho,Nie powiem.

  • 68

    KS. PIOTRExorciso - DUCHRatowa pociech. KS. PIOTRDobrze, gadaj wyranie - czego mu potrzeba? DUCHMam chrypk, nie wymwi. KS. PIOTRMw! DUCHMj panie! krlu!Daj odpocz - KS. PIOTRMw, czego potrzeba - DUCHKsiulu,Ja tego nie wymwi. KS. PIOTRMw!

  • 69

    DUCHHe - Wina - Chleba - KS. PIOTRRozumiem, Chleba Twego i Krwi Twojej, Panie -Pjd, i daj mi speni Twoje rozkazanie.(do Ducha)A teraz zabierz z sob twe zoci i bdy,Skd wszede i jak wszede, id tam i tamtdy.(Duch uchodzi) KONRADDwigasz mi! - kto ty? - strze si, sam spadniesz w te doy.Podaje rk - lemy - w gr jak ptak lec -Mile oddycham woni - promieniami wiec.Kt mi da rk? - dobrzy ludzie i anioy;Skde lito, wam do mnie schodzi do tych dow?Ludzie? - Ludmi gardziem, nie znaem aniow. KS. PIOTRMdl si, bo strasznie Paska dotkna ci rka.Usta, ktrymi wieczny Majestat obrazi,Te usta zy duch sowy szkaradnymi skazi;Sowa gupstwa, najsrosza dla mdrych ust mka,Oby ci policzone byy za pokut,Oby o nich zapomnia - KONRADJu s tam - wykute.

  • 70

    KS. PIOTROby, grzeszniku, nigdy samich nie wyczyta,Oby ci o znaczenie ich Bg nie zapyta -Mdl si; myl twoja w brudne obleczona sowa,Jak grzeszna, z tronu swego strcona krlowa,Gdy w zebraczej odziey, okryta popioem,.Odstoi czas pokuty swojej przed kocioem,Znowu na tron powrci, strj krlewski wdziejeI wikszym nili pierwej blaskiem zajanieje.Usn -(klka)- Twe miosierdzie, Panie, jest bez granic.(pada krzyem)Panie, otom ja suga dawny, grzesznik stary,Suga ju spracowany i niezgodny na nic.Ten mody, zrb go za mnie sug Twojej wiary,A ja za jego winy przyjm wszystkie kary.On poprawi si jeszcze, on wsawi Twe imi.Mdlmy si, Pan nasz dobry! Pan ofiar przyjmie.(modli si)(W bliskim kociele, za cian, zaczynaj piewa pie Boego Narodzenia. NadKsidzem Piotrem Chr aniow na nut; "Anio pasterzom mwi")CHR ANIOW(gosy dziecinne)Pokj temu domowi,Spoczynek grzesznikowi.Sugo! sugo pokorny, cichy,Wniose pokj w dom pychy.Pokj temu domowi.

  • 71

    ARCHANI PIERWSZY(na nut "Bg nasz ucieczk")Panie, on zgrzeszy, przeciwko Tobie zgrzeszy on bardzo. ARCHANI DRUGILecz pacz nad nim, modl si za nim Twoi Anieli. ARCHANI PIERWSZYTych zdepc, o Panie, tych zam, o Panie, ktrzy Twe wite sdy pogardz. ARCHANI DRUGIAle tym daruj, co witych sdw Twych nie pojli. ANIKiedym z gwiazd nadzieiLecia wiecc Judei,Hymn Narodzenia piewali anieli:Mdrcy nas nie widzieli,Krlowie nie syszeli. Pastuszkowie postrzegliI do Betlejem biegli:Pierwsi wieczn mdro witali,Wieczn wadz uznali:Biedni, proci i mali. ARCHANI PIERWSZYPan, gdy ciekawo, dum i chytro w sercu Aniow, sug swych, obaczy,Duchom wieczystym, anioom czystym, Pan nie przebaczy.

  • 72

    Runy z niebios, jak deszcz gwiadzisty, aniow tumy,I deszczem lec za nimi co dzie mdrcw rozumy. CHR ANIOWPan maluczkim objawia,Czego wielkim odmawia.Lito! lito! nad synem ziemi,On by midzy wielkiemi,Lito nad synem ziemi. ARCHANI DRUGIiOn sdw Twoich nie chodzi bada jako ciekawy,Nie dla mdroci ludzkiej on bada, ani dla sawy. ARCHANI PIERWSZYOn Ci nie pozna, on Ci nie uczci, Panie nasz wielki!On Ci nie kocha, on Ci nie wezwa, nasz Zbawicielu! ARCHANI DRUGILecz on szanowa imi Najwitszej Twej Rodzicielki.On kocha nard, on kocha wiele, on kocha wielu. ANIKrzy w zoto oprawionyZdobi krlw korony.Na piersi mdrcw byszczy jak zorze,A w dusz wni nie moe:Owie, owie ich, Boe!

  • 73

    CHR ANIOWMy tak ludzi kochamy,Tak z nimi by damy!Wygnani od mdrkw i krli,Prostaczek nas przytuli,Nad nim dzie, noc piewamy. CHR ARCHANIOWPodnie t gow, a wstanie z prochu, niebios dosie,I dobrowolnie padnie, i uczci krzya podnoe;Wedle niej cay wiat u stp krzya niechaj poleI niech Ci wsawi, e sprawiedliwy i litociwy Pan nasz, o Boe! OBADWA CHRYPokj, pokj prostocie,Pokornej, cichej cnocie!Sugo, sugo pokorny, cichy,Wniose pokj w dom pychy,Pokj grzesznemu sierocie.

    SCENA IVDM WIEJSKI PODE LWOWEM

    POKJ SYPJALNY - EWA, MODA PANIENKA. WBIEGA, POPRAWIAKWIATY PRZED OBRAZEM NAJWITSZEJ PANNY, KLKA I MODLI SI. -

    WCHODZI MARCELINA MARCELINAModlisz si jeszcze dotd! - czas spa, pnoc bia..

  • 74

    EWAJuem si za ojczyzn moj pomodlia,Jak nauczono, i za ojca, i za mam;Zmwmy jeszcze i za nich pacierze te same.Cho oni tak daleko, ale to s dziatkiJednej ojczyzny naszej, Polski, jednej matki.Litwin, co dzi tu przyby, uciek od Moskali;Strach sysze, co tam oni z nimi wyrabiali.Zy car kaza ich wszystkich do ciemnicy wsadzi;I jak Herod chce cae pokolenie zgadzi.Litwin ten bardzo ojca naszego zasmuciPoszed w pole i dotd z przechadzki nie wrci.Mama na msz posaa i obchd aobny,Bo wielu z nich umaro. - Ja pacierz osobnyZmwi za tego, co te piosenki ogosi;(pokazujc ksik)I on take w wizieniu, jak nam go donosi.Te piosenki czytaam; niektre s pikne -Jeszcze pjd, przed Matk Najwitsz uklkn,Pomodl si za niego; kto wie, czy w tej chwiliMa rodzicw, eby si za nim pomodlili.(Marcelina odchodzi)(Ewa modli si i usypia) ANILekko i cicho, jak lekkie sny zlemy. CHR ANIOWBraciszka miego sen rozweselmy,

  • 75

    Sennemu pod gow skrzydo podcielmy,Oczami, gwiazdami, twarz mu owiemy,piewajc i grajc latajmy wiankiem,Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem.Rczta liliowe za licie splemy,Za re kwitnce czoa rozniemy,Spod wstek gwiadzistych wos nasz rozwimy.Rozpumy w promienie, rozlejmy w wonie;Kwitncym, pachncym, yjcym wiankiemKochanka naszego piersi okrmy,Kochanka naszego otulmy skronie.piewajc i grajc latajmy wiankiem,Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem. EWA

    WIDZENIEDeszczyk: tak wiey, miy, cichy jak rosa,I skd ten deszczyk - tak czyste niebiosa,

    Jasne niebiosa! -Krople zielone, krane - trawki, rwnianki,

    Re, lilije, wiankiObwijaj mi wkoo. - Ach, jaki sen wonny,Sen lekki, sodki - oby by dozgonny.

    Ro byszczca, soneczna,Lilijo przeczysta, mleczna!

    Ty nie z ziemi - tam rosa, nad biaym obokiem.Narcyzie, jakim nienym patrzysz na mnie okiem;

    A te bkitne kwiaty pamitek,Jak renice niewinitek -

  • 76

    Poznaam - kwiatki moje - sama polewaam,W moim ogrdku wczora nazbieraam,I uwieczyam Matki Boskiej skronie,Tam nad kiem na obrazku.Widz - to Matka Boska - cudowny blasku!Poglda na mnie, bierze wianek w donie,Podaje Jezusowi, a Jezus dzieciZ umiechem rzuca na mnie kwiecie -Jak wypikniay kwiatki - jak ich wiele - krocie,

    A wszystkie w przelocieSzukaj na powietrzu siebie,

    Moje kochanki!I same plot si w wianki.Jak tu mnie mio, jak w niebie;Jak tu mnie dobrze, mj Boe; -

    Niech mi na zawsze ten wianek otoczy,Niech zasn, umr, patrzc w te re,

    W te biae narcyzu oczy. Ra, ta ra yje!Wstpia w ni dusza,Gwk lekko rusza,Jaki ogie z niej bije.

    To rumieniec yjcy - jak zorzy wnicie.mieje si, jak na umiech rozwija licie,Roztula midzy liciem dwoje ust z koralu,Mwi, co mwi - jak cicho, jak skromnie.Co ty, ro, szepcesz do mnie?Zbyt cicho, smutnie - czy to gos alu?

  • 77

    Skarysz si, e wyjta z rodzinnej trawki?Nie wziam ciebie dla mojej zabawki,Jam tob skronie Matki Najwitszej wieczya,Jam po spowiedzi wczora zami ci poia;

    A z twoich ust koraluWylatuj promieniemIskierka po iskierce -

    Czy taka wiato jest twoim pieniem?Czego chcesz, ro mia?

    R

    We mnie na serce. ANIOOWIERozwimy, rozplemy anielski wianek. RAOdwijam me skrzyda, wyplatam czoo. ANIOOWIEMy w niebo do domu lemy wesoo. RAJa bd j bawi, nim bynie ranek,Na sennym jej sercu zo me skronie:Jak wity aposto, Paski kochanek,Na boskim Chrystusa spoczywa onie.

  • 78

    SCENA VCELA KSIDZA PIOTRA

    KS. PIOTR(modli si lec krzyem)Panie! czyme ja jestem przed Twoim obliczem? -Prochem i niczem;Ale gdym Tobie moj nico wyspowiada,Ja, proch, bd z Panem gada.

    WIDZENIETyran wsta - Herod! - Panie, caa Polska moda

    Wydana w rce Heroda.Co widz? - dugie, biae, drg krzyowych biegi,Drogi dugie - nie dojrze - przez puszcze, przez niegiWszystkie na pnoc! - tam, tam w kraj daleki,

    Pyn jak rzeki.Pyn: ta droga prosto do elaznej bramy.Tamta jak strumie wpada pod ska, w te jamy,A tamtej ujcie w morzu. - Patrz! po drogach leciTum wozw - jako chmury wiatrami pdzone,

    Wszystkie tam w jedn stron.Ach, Panie! to nasze dzieci,Tam na pnoc - Panie, Panie!Taki to los ich - wygnanie!

    I dasz ich wszystkich wygubi za modu,I pokolenie nasze zatracisz do koca? -

    Patrz! - ha! - to dzieci uszo - ronie - to obroca!Wskrzesiciel narodu,

  • 79

    Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,A imi jego bdzie czterdzieci i cztery.

    Panie! czy przyjcia jego nie raczysz przypieszy?

    Lud mj pocieszy? -Nie! lud wycierpi. - Widz ten motoch - tyrany,Zbjce - bieg - porwali - mj Nard zwizanyCaa Europa wlecze, nad nim si urga -"Na trybuna!" - Tam zgraja niewinnego wciga.Na trybunale gby, bez serc, bez rk; sdzie -

    To jego sdzie!Krzycz: "Gal,Gal sdzi bdzie!"

    Gal w nim winy nie znalaz i - umywa rce,A krle krzycz: "Potp i wydaj go mce;Krew jego spadnie na nas i na syny nasze;Krzyuj syna Maryi, wypu Barabasze:Ukrzyuj, - on cesarza koron zniewaa,Ukrzyuj, - bo powiemy, e ty wrg cesarza".Gal wyda - ju porwali - ju niewinne skronieZakrwawione, w szyderskiej, cierniowej koronie,Podnieli przed wiat cay - i ludy si zbiegy;Gal krzyczy:"Oto nard wolny, niepOdlegy!" Ach, Panie, ju widz krzy - ach, jak dugo, dugoMusi go nosi - Panie, zlituj si nad sug.Daj mu siy, bo w drodze upadnie i skona -Krzy ma dugie, na ca Europ ramiona,Z trzech wyschych ludw, jak z trzech twardych drzew ukuty. -Ju wlek; ju mj Nard na tronie pokuty -

  • 80

    Rzek: "Pragn" - Rakus octem, Borus ci poi,A matka Wolno u ng zapakana stoi.Patrz - oto odak Moskal z kopij przyskoczyI krew niewinn mego narodu wytoczy.Ce zrobi, najgupszy, najsroszy z siepaczy!On jeden poprawi si, i Bg mu przebaczy, Mj kochanek! ju gow konajc spuci,Woajc: "Panie, Panie, za co mi opuci!"On skona!

    (Sycha chry aniolw - daleki piew wielkanocne pieni - na kocu sycha;"Alleluja! Alleluja")

    Ku niebu,on ku niebu, ku niebu ulata!

    I od stp jego wionaBiaa jak nieg szata -

    Spada, - szeroko - cay wiat si w ni obwin.Mj kochanek na niebie, sprzed oczu nie zgin.Jako trzy soca byszcz jego trzy renice,I ludom pokazuje przebit prawic. Kto ten m? - To namiestnik na ziemskim padole.

    Znaem go, - by dzieckiem - znaem,Jak urs dusz i ciaem!

    On lepy, lecz go wiedzie anio pachol.M straszny - ma trzy oblicza,On ma trzy czoa.

    Jak baldakim rozpita ksiga tajemniczaNad jego gow, osania lice.

  • 81

    Podnoem jego s trzy stolice.Trzy koce wiata drz, gdy on woa;I sysz z nieba gosy jak gromy:To namiestnik wolnoci na ziemi widomy!

    On to na sawie zbuduje ogromySwego kocioa!

    Nad ludy i nad krle podniesiony;Na trzech stoi koronach, a sam bez korony;

    A ycie jego - trud trudw,A tytu jego - lud ludw;

    Z matki obcej, krew jego dawne bohatery,A imi jego czterdzieci i cztery.

    Sawa! sawa! sawa! (zasypia) ANIOOWIE(schodz widomie)Usn - Wyjmijmy z ciaa dusz, jak dziecinSenn z kolebki zotej, i zmysw sukienkLekko zwleczmy; ubierzmy w wiato jak jutrzenkI lemy. Jasn dusz niemy w niebo trzecie,Ojcu naszemu zoy na kolanach dzieci;Niech uwici sennego ojcowsk pieszczot,A przed rann modlitw dusz wrcim yciu,I znowu w czystych zmysw otulim powiciu,I znowu zoym w ciao, jak w kolebk zot.

  • 82

    SCENA VIPOKJ SYPIALNY WSPANIAY - SENATOR OBRACA SI NA OU I

    WZDYCHA - DWCH DIABW NAD GOW DIABE ISpi si, a nie chce spa,Musz tak dugo sta,ajdaku, cicho le!Czy go tam kole je? DIABE IISyp mu na oczy mak. DIABE IZasn, wpadn jak wierz. DIABE IIJako na wrbla ptak. OBADWAJDusz do pieka wlec,Wami smaga, piec. BELZEBUBWara! DWAJ DIABYCo ty za kmotr?

  • 83

    BELZEBUBBelzebub. DWAJ DIABYNo, i co? BELZEBUBZwierzyny mi nie posz. DIABE IAle gdy zanie otr,Do mnie naley sen? BELZEBUBJak ujrzy noc i ar,Srogo i mnogo kar,Zlknie si naszych scen;Przypomni jutro sen,Moe poprawi si,Jeszcze daleko zgon. DIABE II(wycigajc szpony)Pozwl zabawi si -Co ty o niego drysz,Gdy poprawi si on,Ja ka wici siI wezm w rce krzy.

  • 84

    BELZEBUBJak zbyt nastraszysz raz,Gotw przypomnie sen,Gotw oszuka nas,Wypucisz ptaka z rk. DIABE I(pokazujc sennego)Ale braciszek ten,Ten mj najmilszy syn,Bdzie on spa bez mk?Nie chcesz? - ja mcz sam. BELZEBUBotrze, a znasz mj czyn?Od Cara zwierzchno mam! DIABE IPardon - co kaesz Wa? BELZEBUBMoesz na dusz wpa,Moesz j w pych wzd,A potem w hab pchn,Moesz w pogardzie wlecI szyderstwami siec,Ale o piekle cyt!My lemy - fit, fit, fit.(odlatuje)

  • 85

    DIABE IWic ja za dusz cap;Aha, ajdaku, drysz! DIABE IITylko j bierz do apLekko, jak kotek mysz.

    WIDZENIE SENATORA

    SENATOR(przez sen)Pismo! - to do mnie - reskrypt Jego Carskiej Moci!Wasnorczny, - ha! ha! ha! - rubli sto tysicy.Order! - gdzie - lokaj, przypnij - tu. Tytu ksicy!A! - a! - Wielki Marszaku; a! - pkn z zazdroci.(przewraca si)Do Cesarza! - przedpokj - oni wszyscy stoj;Nienawidz mnie wszyscy, kaniaj si, boj.Marszaek - Grand Contrleur - ledwie poznasz, w masce.

    Ach, jakie lube szemrania,Dokoa lube szemrania:

    Senator w asce, w asce, w asce, w asce, w asce.Ach, niech umr, niech umr rd tego szemrania,Jak rd naonic moich oskotania!

    Kady si kania,Jestem dusz zebrania.

    Patrz na mnie, zazdroszcz - nos w gr zadzieram.

  • 86

    O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram!(przewraca si)Cesarz! - Jego Imperatorska Mo - a! Cesarz wchodzi,A! - co? - nie patrzy! zmarszczy brwi - spjrza ukosem?Ach! - Najjaniejszy Panie - ach! - nie mog gosem -Gos mi zamar - ach! dreszcz, pot, - ach! dreszcz zibi, chodzi. -Ach, Marszaek! - co? do mnie odwraca si tyem.Tyem, a! senatory, dworskie urzdniki!Ach, umieram, umarem, pochowany, zgniem,I tocz mi robaki, szyderstwa, arciki.Uciekaj ode mnie. Ha! jak pusto! gucho.Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zby -Dbrum - ten umiech jak pajk wlecia mi do gby.(spluwa)Jaki dwik! - to kalambur - o brzydka mucho;(opdza koo nosa)

    Lata mi koo nosaJak osa.

    I epigramy, arciki, przytyki,Te szmery - ach, to wierszcze wlazy mi w ucho:

    Moje ucho, moje ucho!(wytrzsa palcem ucho)Jaki szmer! - kamerjunkry wiszcz jak puszczyki,Damy ogonem skrzecz jak grzechotniki,Jaki okropny szmer! miechy! wrzaski:Senator wypad z aski, z aski! z aski, z aski.(pada z ka na ziemi)

  • 87

    DIABY(zstpuj widomie)Teraz dusz ze zmysw wydrzem, jak z okuciaPsa zego; lecz nie cakiem, naoym kaganiec,Na wp zostawim w ciele, by nie traci czucia;Drug poow wleczmy a na wiata kraniec,Gdzie si doczesno koczy, a wieczno zaczyna,Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina;I ze psisko uwiem tam, na pograniczu:Tam pracuj, rko moja, tam wistaj, mj biczu.Nim trzeci kur zapieje, musim z tej mczarniWrci zmordowanego, skalanego ducha;Znowu przyku do zmysw jako do acucha,I znowu w ciele zamkn jakow brudnej psiarni.

    SCENA VIISALON WARSZAWSKI

    KILKU WIELKICH URZDNIKW, KILKU WIELKICH LITERATW. KILKADAM WIELKIEGO TONU, KILKU JENERAW I SZTABSOFICERW;

    WSZYSCY INCOGNITO PIJ HERBAT PRZY STOLIKU - BLIEJ DRZWIKILKU MODYCH LUDZI I DWCH STARYCH POLAKW. STOJCY

    ROZMAWIAJ Z YWOCI - TOWARZYSTWO STOLIKOWE MWI POFRANCUSKU, PRZY DRZWIACH PO POLSKU

    PRZY DRZWIACH

    ZENON NIEMOJEWSKI(do Adolfa)To i u was na Litwie to samo si dzieje? ADOLFAch, u nas gorzej jeszcze, u nas krew si leje!

  • 88

    NIEMOJEWSKIKrew? ADOLFNie na polu bitwy, lecz pod rk kata,Nie od miecza, lecz tylko od paki i bata.(Rozmawiaj ciszej)

    PRZY STOLIKU

    HRABIATo bal by taki wietny, i wojskowych wiele? FRANCUZJa syszaem, e byo pusto jak w kociele. DAMAOwszem, peno - HRABIAI wietny? DAMAO tym mwi dugo. KAMERJUNKIERSuono najniezgrabniej, cho z liczn usug;Nie miaem szklanki wina, uamku pasztetu,Tak zawalono cae wnicie do bufetu.

  • 89

    DAMA IW sali tacw zgoa nic nie ugrupowano,Jak na raucie angielskim po nogach deptano. DAMA IIBo to by tylko jeden z prywatnych wieczorw. SZAMBELANPrzepraszam, bal proszony - mam dotd bilety.(wyjmuje inwitacje i pokazuje, - wszyscy przekonywaj si) DAMA ITym gorzej? pomieszano grupy, toalety,Nie mona byo zgoa oceni ubiorw. DAMA IIOdtd jak Nowosilcow wyjecha z Warszawy,Nikt nie umie gustownie urzdzi zabawy;Nie widziaam piknego balu ani razu.On umia ugrupowa bal na ksztat obrazu.(Sycha midzy mczyznami miech) DAMA Imiejcie si, Pastwo, mwcie, co si wam podoba,A bya to potrzebna w Warszawie osoba.

  • 90

    PRZY DRZWIACH JEDEN Z MODYCHCichowski uwolniony? ADOLFJa znam Cichowskiego.Wanie byem, chciaem si dowiedzie od niego,eby midzy naszymi na Litwie rozgosi. ZENON NIEMOJEWSKIMy powinnimy z sob czy si i znosi;Inaczej, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie.(Gadaj ciszej) MODA DAMA(przy nich stojca)A jakie on okropne wytrzyma mczarnie!(Rozmawiaj)

    PRZY STOLIKU

    JENERA(do Literata)Ale przeczytaj wreszcie - daje si uprosi. LITERATJa nie umiem na pami.

  • 91

    JENERAZwyke z sob nosi.Masz przy sobie pod frakiem - a - widz okadki;Damy chc sysze. LITERATDamy? - a! - to literatki.Wicej wierszy francuskich na pami umiejNili ja. JENERA(idzie mwi z Damami)Tylko niechaj Panie si nie miej. DAMAMacie robi lektur? - przepraszam - cho umiemPo polsku, ale polskich wierszy nie rozumiem. JENERA(do Oficera)Ma racyj po czci, bo nudne po trochu.(pokazuje na Literata)Opiewa tysic wierszy o sadzeniu grochu.(do Literata)Czytaje, jeli ciebie nie bdziem suchali -To patrz -(pokazujc na drugiego Literata)

    ten nam gazeciarz swe rymy wypali.liczna byaby wszystkim suchaczom przysuga.

  • 92

    Patrz, jak si on zaprasza, jak mieje si, mruga;I usta ju otworzy jak zdech ostryg,I oko zwrci wielkie i sodkie jak fig. LITERAT(do siebie)Wychodz -(do Jeneraa)Dugie wiersze, ja bym piersi strudzi. JENERA(do Oficera)Dobrze, e nie chce czyta, boby nas zanudzi. MODA DAMA(oddzielajc si od grupy modszej, ode drzwi)A to jest rzecz okropna -( do stolika)

    suchajcie, Panowie!(do Adolfa)Niechaj Pan tym ichmociom o Cichowskim powie. OFICER WYSZYCichowski wypuszczony? HRABIAPrzesiedzia lat tyleW wizieniu -

  • 93

    SZAMBELANJa myliem, e lea w mogile.(do siebie)O takich rzeczach sucha nie bardzo bezpiecznie,A wyj w rodku powieci byoby niegrzecznie.(wychodzi) HRABIAWypuszczony? - to dziwna. ADOLFNie znaleli winy. MISTRZ CEREMONIIKto tu mwi o winach; - s inne przyczyny -Kto dugo by w wizieniu, widzia, sysza wiele -A rzd ma swe widoki, ma gbokie cele,Ktre musi ukrywa. - To jest rzecz rzdowa -Tajniki polityczne - myl gabinetowa.To si tak wszdzie dzieje - s tajniki stanu -Ale Pan z Litwy, - a! a! - to jest dziwno Panu.Panowie na wsi, to tak chcecie o cesarstwieWiedzie wszystko, jak gdyby o swym gospodarstwie.(umiecha si) KAMERJUNKIERPan z Litwy, i po polsku? nie pojmuj wcale -Ja myliem, e w Litwie to wszystko Moskale.O Litwie, dalibge! mniej wiem ni o Chinach -

  • 94

    "Constitutionnel" co raz pisa o Litwinach,Ale w innych gazetach francuskich ni sowa. PANNA(do Adolfa)Niech Pan opowie, - to rzecz wana, narodowa. STARY POLAKZnaem starych Cichowskich, poczciwa rodzina;Oni s z Galicyi. Syszaem, e synaWzili i zamorzyli: - mj krewny daleki!Nie widziaem go dawno, - o ludzie! o wieki!Trzy pokolenia przeszy, jak nas przemoc drczy;Mczya ojcw naszych, - dzieci, wnukw mczy! ADOLF(Wszyscy zbliaj si i suchaj)Znaem go bdc dzieckiem; - by on wtenczas mody,ywy, dowcipny,wesl i sawny z urody;By dusz towarzystwa; gdzie si tylko zjawi,Wszystkich opowiadaniem i artami bawi;Lubi dzieci i czsto bra mi na kolana,U dzieci mia on tytu "wesoego pana".Pamitam wosy jego, - nieraz rce mojePltaem w jasnych wosw kdzierzawe zwoje.Wzrok pamitam, - musia by wesoy, niewinny,Bo kiedy patrzy na nas, zdawa si dziecinny;I patrzc na nas, wabi nas do swej renicy,Patrzc na, mylelimy, zemy rwiennicy.

  • 95

    On wtenczas mia si eni; - pomn, ze przynosiDzieciom dary swej przyszej i na lub nas prosi.Potem dugo nie przyszed, i mwiono w domu,e nie wiedzie gdzie znikn, umkn po kryjomu,Szuka rzd, ale ladu dotd nie wytropi;Na koniec powiedziano: zabisi, utopi.Policyja dowodem stwierdzia domysy,Znaleziono paszcz jego nadbrzegami Wisy;Przyniesiono paszcz onie - poznaa - on zginl;Trupa nie znaleziono - i tak rok przemin.Dlaczego on si zabi? - pytano, badano,aowano, pakano; wreszcie - zapomniano. I mino dwa lata. - Jednego wieczoraWiniw do Belwederu wiedziono z klasztora.Wieczr ciemny i ddysty; - nie wiem, czy przypadkiem,Czy umylnie kto by tej procesyi wiadkiem;Moe jeden z odwanych warszawskich modziecw,Ktrzy ledz pobytu i nazwiska jecw:Warty stay w ulicach, gucho byo w miecie -Wtem kto zza muru krzykn: "Winie, kto jestecie?"Sto ozwao si imion; - rd nich dosyszanoJego imi, i onie nazajutrz zna dano.Pisaa i lataa, prosia, bagaa,Lecz prcz tego imienia - nic nie posyszaa.I znowu lat trzy przeszo bez ladu, bez wieci.Lecz nie wiedzie kto szerzy w Warszawie powieci,e on yje, e mcz, e przyzna si wzbraniaI e dotd nie zoy adnego wyznania;

  • 96

    e mu przez wiele nocy spa nie dozwolano,e karmiono ledziami i pi nie dawano;e pojono opijum, nasyano strachy,Larwy; e oskotano w podeszwy, pod pachy -Lecz wkrtce innych wzito, o innych zaczliMwi; ona pakaa, wszyscy zapomnieli. A niedawno przed domem ony w nocy dzwoni -Otworzono: Oficer i andarm pod broni,I wizie. - On - ka da pira i papieru;Podpisa, e wrcony ywy z Belwederu.Wzili podpis, i palcem pogroziwszy: "JeliWydasz..." - i nie skoczyli; jak weszli,odeszli.To on by. - Bieg widzie, przyjaciel ostrzega:"Nie id dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega".Id nazajutrz, w progu policejskie draby;Id w tydzie, on sam mi nie przyjmuje, saby.A niedawno za miastem w pojedzie spotkaem -Powiedziano, e to on, bo go nie poznaem.Uty, ale to bya okropna otyo:Wyda go za strawa i powietrza zgnilo;Policzki mu nabrzmiay, poky i zblady,W czole zmarszczki pwieku, wosy wszystkie spady.Witam, on mi nie pozna, nie chcia mwi do mnie,Mwi, kto jestem, patrzy na mnie bezprzytomnie.Gdym dawnej znajomoci szczegy powiada,Wtenczas on oczywe mnie utopi i bada.Ach! wszystko, co przecierpia w swych mczarniach dziennych,I wszystko, co przemyli w swych nocach bezsennych,

  • 97

    Wszystko poznaem w jednej chwili z jego oka;Bo na tym oku bya straszliwa powoka.renice mia podobne do kawakw szklanych,Ktre zostaj w oknach wizie kratowanych,Ktrych barwa jest szara jak tkanka pajcza,A ktre, patrzc z boku, wiec si jak tcza:I wida w nich rdzkrwaw, iskry, ciemne plamy,Ale ichokiem na wkr przebi nie zdoamy:Straciy przezroczysto, lecz wida po wierzchu,e leay w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu. W miesic poszedem znowu, myliem, e zdoaRozpatrzy si na wiecie i pami przywoa.Lecz tyle tysicy dni by pod ledztwa prob,Tyle tysicy nocy rozmawia sam z sob,Tyle lat go baday mkami tyrany,Tyle lat otaczay such majce ciany;A ca jego byo obron - milczenie,A caym jego byy towarzystwem - cienie?e ju si nie udao wesoemu miastuZgadzi w miesic nauk tych lat kilkunastu.Soce zda mu si szpiegiem, dzie donosicielem,Domowi jego stra, go nieprzyjacielem.Jeli do jego domu przyjdzie kto nawiedzi,Na klamki trzask on myli zaraz: id ledzi;Odwraca si i gow na rku opiera,Zdaje si, e przytomno, moc umysu zbiera:cina usta, by sowa same nie wypady,Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgady.

  • 98

    Pytany, mylc zawsze, e jest w swym wizieniu,Ucieka w gb pokoju i tam pada w cieniu,Krzyczc zawsze dwa sowa: "Nic nie wiem, nie powiem!"I te dwa sowa -i jego stay si przysowiem;I dugo przed nim pacze na kolanach onaI dziecko, nim on boja i wstrt swj pokona. Przesz niewol lubi opiewa winiowie;Myliem, e on j nam najlepiej opowie,Wyda na jaw spod ziemi i spod stray zbirwDzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatyrw: -Bo teraz Polska yje, kwitnie w ziemi cieniach,Jej dzieje na Sybirze, w twierdzach i wizieniach.I c on na pytania moje odpowiedzia?e o swoich cierpieniach sam ju nic nie wiedzia,Nie pomnia. - Jego pami zapisana caaJak ksiga herkulaska pod ziemi sczerniaa:Sam autor zmartwychwstay nie umie w niej czyta,Rzek tylko: "Bd o to Pana Boga pyta,On to wszystko zapisa, wszystko mnie opowie".(Adolf zy ociera)(Dugie milczenie) DAMA MODA(do Literata)Czemu to o tym pisa nie chcecie Panowie?

  • 99

    HRABIANiech to stary Niemcewicz w pamitniki wsadzi;On tam, syszaem, rzneszpargay gromadzi. LITERAT ITo historyja! LITERAT IIStraszna. KAMERJUNKIERDalbg wymienita. LITERAT ITakich dziejw suchaj, lecz kto je przeczyta?I prosz, jak opiewa spczesne wypadki;Zamiast mitologiji s naoczne wiadki.Potem, jest to wyrany, wity przepis sztuki,e naley poetom czeka - a - a - JEDEN Z MODZIEZYPki? -Wiele lat czeka trzeba, nim si przedmiot wieyJak figa ucukruje, jak tytu uley? LITERAT INie ma wyranych regu.

  • 100

    LITERAT IIZe sto lat. LITERAT ITo mao! LITERAT IIITysic, par tysicy - LITERAT IVA mnie by si zdao,e to wcale nie szkodzi, e przedmiot jest nowy;Szkoda tylko, e nie jest polski, narodowy.Nasz nard si prostot, gocinnoci chlubi,Nasz nard scen okropnych, gwatownych nie lubi;piewa, na przykad, wiejskich chopcw zalecanki,Trzody, cienie - Sawianie, my lubim sielanki. LITERAT ISpodziewam si, e Panu przez myl nie przejedzie,Aby napisa wierszem, e kto jada ledzie.Ja mwi, e poezji nie ma bez poloru,A polor by nie moe tam, gdzie nie ma dworu:Dwr to sdzi o smaku, piknoci i sawie;Ach, ginie Polska! dworu nie mamy w Warszawie. MISTRZ CEREMONIINie ma dworu! - a to mi dziwi niepomau,Przecie ja jestem mistrzem ceremonijau.

  • 101

    HRABIA(cicho do Mistrza)Gdyby Namiestnikowi wyrzek za mn swko,Moja ona byaby pierwsz pokojwk.(gono)Ale prno,nie dla nas wysokie urzdy!Arystokracja tylko ma u dworu wzgldy. DRUGI HRABIA(niedawno kreowany z mieszczan)Arystokracja zawsze swobd jest podpor,Niech Pastwo przykad z Wielkiej Brytaniji bior.(Zaczyna si ktnia polityczna - modzie wychodzi) PIERWSZY Z MODYCHA otry! - o, to kija! A*** G***O, to stryczka, haku!Ja bym im dwr pokaza, nauczybym smaku. N***Patrzcie, co my tu poczniem,patrzcie, przyjaciele,Oto to jacy stoj na narodu czele, WYSOCKIPowiedz raczej: na wierzchu. Nasz nard jak lawa,Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,

  • 102

    Lecz wewntrznego ognia sto lat nie wyzibi;Plwajmy na t skorup i zstpmy do gbi.(Odchodz)

    SCENA VIIIPAN SENATOR

    W WILNIE - SALA PRZEDPOKOJOWA; NA PRAWO DRZWI DO SALIKOMISJI LEDCZEJ. GDZIE PROWADZ WINIW I WIDA OGROMNE

    PLIKI PAPIERW - W GBI DRZWI DO POKOJW SENATORA. GDZIESYCHA MUZYK - CZAS: PO OBIEDZIE - U OKNA SIEDZI SEKRETARZ

    NAD PAPIERAMI; DALEJ NIECO NA LEWO STOLIK, GDZIE GRAJA WWISKA - NOWOSILCOW PIJE KAW; KOO NIEGO SZAMBELAN BAJKOW,

    PELIKAN I JEDEN DOKTOR - U DRZWI WARTA I KILKU LOKAJWNIERUCHOMYCH.

    SENATOR(do Szambelana)Diable! quelle corve! - przecie po obiedzie.La princesse nas zwioda i dzi nie przyjedzie.Zreszt, en fait des dames, stare, albo gupie: -Gada, imaginez-vous, o sprawach przy supie!Je jure, tych patryjotkw nie mie a ma table,Avec leur franc parler et leur ton detestable.Figurez-vous - ja gadam o strojach, kasynie,A moja kompanija o ojcu, o synie: -"On stary, on zbyt mody, Panie Senatorze,On kozy znie nie moe, Panie Senatorze,On prosi spowiednika, on chce widzie on,On..." - Que sais-je! - pikny dyskurs w obiady proszone.Il y a de quoi oszale; musz skoczy sprawI uciec z tego Wilna w kochan Warszaw.Monseigneur mnie napisa de revenir bientot,

  • 103

    On si beze mnie nudzi, a ja z t hoot -Je n'en puis plus - DOKTOR(podchodzc)Mwiem wanie, Janie Panie,e ledwie rzecz zaczta, i sprawa w tym stanie,W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedziI zrobi anagnosin. Mnstwo uczniw siedzi,Tyle byo ledzenia, adnego dowodu;Jeszczemy nie trafili w samo jdro wrzodu.Co odkryto? wierszyki! ce sont des maux legers,Ce sont, mona powiedzie, accidents passagers;Ale osnowa spisku dotd jest tajemn,I... SENATOR(z uraz)Tajemn? - to, widz, Panu w oczach ciemno!I nie dziw, po obiedzie - wic, signor Dottore,Adio, bona notte - dziki za peror!Tajemn! sam ledziem i ma by tajemn?I vous osez, Docteur, mwi tak przede mn?Kt kiedy widzia formalniejsze ledztwa?(pokazujc papiery)Wyznania dobrowolne, skargi i wiadectwa,Wszystko jest, i tu cay spisek witokradzkiStoi spisany jasno jak ukaz senacki. * -Tajemn! - za te nudy, owo co mam w zysku.

  • 104

    DOKTORJanie Panie, excusez, kt wtpi o spisku!Wanie mwi - e.., LOKAJCzowiek kupca KanissynaCzeka i jaki Panu rejestr przypomina. SENATORRejestr? jaki tam rejestr? - kto? LOKAJKupiec Kanissyn,Co mu Pan przyj rozkaza... SENATORIde precz, sukisyn!Widzisz, e ja zajty. DOKTOR(do Lokajw)A gupie bestyje!Przychodzi - Pan Senator,widzisz, kaw pije. SEKRETARZ(wstajc od stolika)On powiada, e jeli Pan zapat zwleka,On zrobi proces.

  • 105

    SENATORNapisz grzecznie, niechaj czeka.(zamyla si)A propos - ten Kanissyn - trzeba mu wzi synaPod ledztwo. - Oj, to ptaszek! SEKRETARZTo may chopczyna. SENATOROni to wszyscy mali, ale patrz w ich serce -Najlepiej ogie zgasi, dopki w iskierce. SEKRETARZSyn Kanissyna w Moskwie. SENATORW Moskwie? - a, voyez-vous,Emisaryjusz klubw. - Czas zabiee temu,Wielki czas. SEKRETARZOn podobno u kadetw suy. SENATORU kadetw? - voyez-vous, on tam wojsko burzy. SEKRETARZDzieckiem z Wilna wyjecha.

  • 106

    SENATOROh! cet incendiaireMa tu korespondentw.(do Sekretarza)Ce n'est pas ton affaire,Rozumiesz! - Hej, deurny! - We dwadziecie czteryGodzin wysa kibitk i zabra papiery.Zreszt ojciec lka si nas nie ma przyczyny,Jeli syn dobrowolnie przyzna si do winy. DOKTORWanie jak miaem honor mwi Janie Panu,S tam ludzie rnego i wieku, i stanu; -To najniebezpieczniejsze -jest spisku symptoma,A wszystkim rusza pewna spryna kryjoma,Ktr... SENATOR(z uraz)Kryjoma? DOKTORMwi, tajemnie skrywana,Odkryta dziki przezornoci Janie Pana.(SENATOR odwraca si)(do siebie)To szatan niecierpliwy, - z tym czowiekiem bieda!Mam tyle wanych rzeczy; wymwi mi nie da.

  • 107

    PELIKAN(do Senatora)Co Pan Senator kae z Rollisonem robi? SENATORJakim? PELIKANCo to na ledztwie musiano go obi. SENATOREh bien? PELIKANOn zachorowa. SENATORWiele kijw dano? PELIKANByem przy ledztwie, ale tam nie rachowano. -Pan Botwinko ledzi go. BAJKOWPan Botwinko; cha, cha -O! nieprdko on koczy, gdy si raz rozmacha.Ja zarczam, e on go opatrzy nieszpetnie -Parions, e mu wyliczy najmniej ze trzy setnie.

  • 108

    SENATOR(zadziwiony)Trois cents coups et vivant? trois cents coups, le coquin;Trois cents coups sans mourir - quel dos de jacobin!Myliem, e w Rosyi la vertu cutaneeSurpasse tout - ten otr ma une peau mieux tannee!Je n'y concois rien! - ha, ha, ha, ha, mon ami!(do grajcego w wiska, ktry czeka na swego kompana)Polaki nam odbior nasz handel skrami.Un honnete soldat en serait mort dix fois!Quel rebelle -(podchodzi do stolika)dla Pana mam un homme de bois -Chopiec drewniany; da mu sam Botwinko kije.Trzysta kijw dzieciciu - figurez-vous? yje!(do Pelikana)Nic nie wyzna? PELIKANPrawie nic; - zby tylko zaci,Krzyczy, e nie chce skary niewinnych przyjaci.Ale z tych kilku swek odkrywa si wiele -Wida, e ci uczniowie - jego przyjaciele. SENATORC'est juste: jaki upr!

  • 109

    DOKTORWanie powiadaemJanie Panu, e modzie zaraaj szalem,Uczc ich gupstw: na przykad, staroytne dzieje!Kt nie widzi, e modzie od tego szaleje. SENATOR(wesoo)Vous n'aimez pas l'histoire, - ha, ha, un satiriqueAurait dit, e boisz si devenir historique. DOKTORI owszem, uczy dziejw, niech si modzie dowieCo robili krlowie, wielcy ministrowie. SENATORC'est juste. DOKTOR(ucieszony)Wanie mwi, widzi Pan Dobrodzij,e jest sposb wykada dzieje i dla modzi.Lecz po co zawsze prawi o republikanach,Zawsze o Ateczykach, Spartanach, Rzymianach. PELIKAN(do jednego ze swoich towarzyszw, pokazuj Doktora)Patrz, patrz, jak za nim azi pochlebca przeklty,I wcibi si mu w ask - co to za wykrty!

  • 110

    (podchodzi do Doktora)Ale c o tym mwi, czy to teraz pora;Zwa no, czy mona nudzi pana Senatora. LOKAJ(do Senatora)Czy Pan rozkae wpuci te panie - kobiety -Pan wie - co wysiadaj tu co dzie z karety.Jedna lepa, a druga - SENATORlepa? kto to ona? LOKAJPani Rollison. PELIKANMatka tego Rollisona. LOKAJCo dzie tu s. SENATOROdprawi byo - DOKTORZ Panem Bogiem!

  • 111

    LOKAJOdprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem.Kazalimy bra w areszt, - ze lep kobitTrudno i, lud si skupi, onierza wybito.Czy mam wpuci? SENATORE! rady sobie da nie umiesz -Wpuci; tylko a do p schodw, czy rozumiesz?A potem j sprowadzi - a w d - o tak(z gestem)

    tgo;eby nas nie nudzia wicej sw wczg.(Drugi Lokaj wchodzi i oddaje list Baikowowi)No, czego stoisz, pde - BAJKOWElle porte une lettre.(oddaje list) SENATORKto by to za ni pisa? BAJKOWLa princesse peut-etre. SENATOR(czyta)Ksina! skd jej to przyszo? na kark mi j wpycha.

  • 112

    Avec quelle chaleur! - Wpuci j, do licha.(Wchodz dwie Damy i Ksidz Piotr) PELIKAN(do Bajkowa)To stara czarownica, mere de ce fripon, SENATOR(grzecznie)Witam, witam, ktra z pa jest pani Rollison? P. ROLLISON(z paczem)Ja - mj syn! Panie Dobrodzieju... SENATORProsz - chwil,Pani masz list, a po co przyszo tu pa tyle? DRUGA DAMANas dwie. SENATOR(do Drugiej)I po co Pani mam tu honor wita? DRUGAPani Rollison trudno drogi si dopyta,Nie widzi. -

  • 113

    SENATORHa! nie widzi - a to wcha moe?Bo co dzie do mnie trafia. DRUGAJa tu j przywo,Ona sama i stara, i nie bardzo zdrowa. P. ROLLISONOWANa Boga...! SENATORCicho.(do Drugiej)Pani kt jeste? DRUGAKmitowa. SENATORLepiej sied w domu i miej o synach staranie.Jest na nich podejrzenie. KMITOWA(bladnc)Jak to, jak to? Panie!(Senator mieje si)

  • 114

    P. ROLLISONOWAPanie! lito - ja wdowa! Panie Senatorze!Syszaam, e zabili - czy mona, mj Boe!Moje dziecko! - Ksidz mwi, e on jeszcze yje;Ale go bij, Panie! kto dzieci tak bije! -Jego zbito - zlituj si - po katowsku zbito.(pacze) SENATORGdzie? kogo? - gadaj przecie po ludzku, kobito. P. ROLLISONOWAKogo? ach, dziecko moje! Mj Panie - ja wdowa -Ach, wiele to lat, pki czek dziecko wychowa!Mj Ja ju drugich uczy;niech Pan wszystkich spyta,Jak on uczy si dobrze. - Ja biedna kobita!On mnie ywi ze swego szczupego dochodu -lepa, on by mnie okiem - Panie, umr z godu. SENATORKto poplt, e go bili, nie wyjdzie na sucho.Kto mwi? P. ROLLISONOWAKto mnie mwi? ja mam matki ucho,Ja lepa; teraz w uchu caa moja dusza,Dusza matki. - Wiedli go wczora do ratusza;Syszaam -

  • 115

    SENATORWpuszczono j? P. ROLLISONOWAWypchnli mi z proguI z bramy, i z dziedzica. Siadam tam na rogu,Pod murem; - mury grube, - przyozyam ucho -Tam siedziaam od rana. - W pnoc, w miecie gucho,Sucham - w pnoc, tam z muru - nie, nie zwodz siebie;Syszaam go, syszaam, jak Pan Bg na niebie;Ja gos jego syszaam uszami wasnemi -Cichy, jakby spod ziemi, jak ze rodka ziemi. -I mj such wszed w gb muru, daleko, gboko;Ach, dalej poszed nili najbystrzejsze oko.Syszaam, mczono go - SENATORJak w gorczce bredzi!Ale tam, moja Pani,wielu innych siedzi? P. ROLLISONOWAJak to? - czy to nie by gos mojego dziecicia?Niema owca pozna gos swojego jagniciard najliczniejszej trzody - ach, to by gos taki! -Ach, dobry Panie, eby sysza raz gos taki,Ty by ju nigdy w yciu spokojnie nie zasn! SENATORSyn Pani zdrw by musi, gdy tak gono wrzasn.

  • 116

    P. ROLLISONOWA(pada na kolana)Jeli masz ludzkie serce...(Otwieraj si drzwi od sali - sycha muzyk - wbiega Panna ubrana jak na bal) PANNAMonsieur le Snateur -Oh! je vous interromps, on va chanter le choeurDe "Don Juan"; et puis le concerto de Herz... SENATORHerz! choeur! tu take bya mowa okoo serc.Vous venez a propos, vous belle comme un coeur.Moment sentimental! il pleut ici des coeurs.(do Bajkowa)eby le grand-duc Michel ten kalambur wiedzia,Ma foi, to ju bym dawno w radzie pastwa siedzia.(do Panny)J'y suis - dans un moment. P. ROLLISONOWAPanie, nie rzucaj nas.W rozpaczy, ja nie puszcz -(chwyta za sukni) PANNAFaites-lui donc grace!

  • 117

    SENATORDiable m'emporte, jeli wiem, czego chce ta jdza. P. ROLLISONOWAChc widzie syna. SENATOR(z przyciskiem)Cesarz nie pozwaa. KS. PIOTRKsidza! P.ROLLISONOWAKsidza przynajmniej poszlij, syn mj prosi ksidza.Moe kona; gdy ciebie pacz matki nie wzruszy,Bj si Boga, drcz ciao, ale nie gub duszy. SENATORC'est drole; - kto te po miecie wszystkie plotki nosi,Kto