Przekl™ty Anio‚

download Przekl™ty Anio‚

of 14

  • date post

    23-Mar-2016
  • Category

    Documents

  • view

    218
  • download

    0

Embed Size (px)

description

Pierwsza opowieść o łowcy nagróg, Xue.

Transcript of Przekl™ty Anio‚

  • Marcin Iwaniec

    ~2~

  • Guchy odgos uderzenia wytrci kapitana stray z papierkowej roboty. Byo ju dosy p-no, wic na wszelki wypadek sign po lecy obok miecz. Rne osoby mogy by chcie si go pozby. Zmruy oczy. Drzwi do jego biura uchyliy si ze zgrzytem. Od razu wykluczy asasynw. Oni zawsze pojawiaj si za plecami i nigdy nie wchodz drzwiami. Pewnie zwyky, osikowaty na-jemnik. Z takimi ju sobie radzi. Przysun miecz bliej, czeka...

    Do wntrza wsuna si posta wysokiego mczyzny w kapturze. Uspokoi si trochi odchyli na krzele, kadc donie na brzuchu. Zna go.

    Wol, jak si puka przywita chodno gocia.Przybysz przyglda si chwil strowi prawa.

    Szkoda czasu odpowiedzia w kocu, wzruszajc ramionami.Nieznajomy cign kaptur, ujawniajc kruczoczarne, suche wosy. Duga grzywka przysa-

    niaa mu lewe oko, ale prawe wida byo ju wyranie. Kolor stalowo czarnej tczwki mona byo rozpozna ju z daleka. Taka barwa nie napawa zaufaniem. Ale to si tyczyo caej tej postaci, nawet strj. Mczyzna ubrany by w skrzane, brzowe spodnie, bia koszul oraz niedbale za-rzucon materiaow kurtk. Z szyi zwisaa mu poszarpana czerwona chusta, za plecy okryte mia czarn peleryn o podszewce tego samego koloru.

    Zgosie si, ebym ci w kocu aresztowa? Nie dzi. Wyjedam od razu odpara tajemnicza posta, rzucajc na st zakrwawiony

    worek.Kapitan spojrza na swoje biurko.

    Co to? zapyta, wskazujc gow na toboek. Prezent. Powie w domu nad kominkiem mrukn ironicznie, wycigajc zza pazuchy

    zwj.Str prawa bez sowa przyj pergamin. Od razu rozpozna list goczy znanego banity, za

    ktrego gow obiecano tysic sztuk zota. Odoy pergamin i zajrza do worka. Bez trudu zidenty-fikowa poszukiwanego.

    I pewnie chcesz zoto, owco gw? Przecie nie przepis jak to zamarynowa...

    Kapitan Visir Manaczko nienawidzi tego czowieka. Drwina i wyszo wyleway siz kadego jego sowa. Za to jednak nie mg go aresztowa. Na szczcie rzadko widywa owc gw w Yolothamp. Nie musia si denerwowa... cho w sumie nie wiedzia na szczcie dla kogo... Legendy o nim kryy rne. Podobno niele wada mieczem, podobno zna si na magii, podobno przeskoczy dwudziestometrowy mur, ale w to ju nie wierzy. Tylko jedno byo pewne...

    Zwano go Xue owc gw.

    Jasny ksiyc w peni przebija si przez szare chmury, zasnuwajce nocne niebo. Dookoa panowaa zowroga cisza, ktr od czasu do czasu przerywao jedynie mroce krew w yach, wil-cze wycie. Xue po raz kolejny zada sobie pytanie czemu spdza noc za murami miasta, kiedyw ich wntrzu tyle gospd oferowao swe wygodne oa. I po raz kolejny odpowiada sobie, e po-trzebuje troch ciszy i spokoju. eby poukada myli... Wpatrzy si przyjemnie trzaskajce paleni-sko. Ten ogie by taki podobny do tego z dawnych czasw... Zawia wiatr, niosc na swym grzbie-cie kilka uschnitych lici.

    Waln zirytowany rk w nog. le mu si robio na sam myl, e musi pokona co naj-mniej trzydzieci mil pieszo, aby dosta si do miasta Schamedar. Normalnie popynby statkiem, z pobliskiego portu, albo wynaj konia i do poudnia dotar do celu. Lecz los nie by mu przychyl-ny. Rwnina, ktra dzielia oba miasta, bya niezwykle trudnym i usianym w ostre gazy terenem,a aktualna pora roku powodowaa czste sztormy na okolicznych wodach. Obie opcje byy wyklu-

    ~3~

  • czone. Upad bezsilnie na legowisko. Wbi wzrok w niebo. Byo ciepo i przyjemnie. Nie rozumia

    jak taka pogoda moga powodowa burze, dwie mile dalej. To dopiero byo irytujce. Nie potrafi si pogodzi z takim pechem. Chwil jego myli kryy wok tego tematu, ale byo jedynie kwe-sti czasu, zanim wypady z orbity, znowu zmierzajc ku zamknitym wrotom przeszoci. Ich dro-ga bya jednak coraz mozolniejsza i leniwsza, coraz mniej kontrolowana. Myli rozbiegay si, p-dziy po caym mzgu, tworzc przerne sceny i obrazy. Z kad sekund traci kontrol nad rze-czywistoci...

    Nagle jego uszu dobieg cakiem bliski dwik. Umys momentalnie zaskoczy z upienia. Zerwa si instynktownie. Troch go zamroczyo, ale od razu dostrzeg rdo haasu. Kawaek da-lej, kilka niskich postaci cigao humanoidalne stworzenie. Z jego bokw wyrastay... skrzyda? Przetar oczy. Naprawd widzia skrzyda! Otrzsn si. Biegli w jego kierunku. Chwyci szybko za swoje miecze. Przerzuci adamantytowy brzeszczot do lewej doni, a praw doby krtsze ostrze.

    Z miejsca pomyla o zysku.

    Pocig by coraz bliej. Zamane skrzydo pulsowao niemiosiernie. Ale miaa nadzieje. Na cud? Moe. Jednak kiedy zobaczya bysk ogniska w oddali, uwierzya prawdziwie, e przetrwa. Ludzie s li. Kady jeden. Ale moe on j ocali?

    Zbliaa si szybko, ju go widziaa. Sta nieruchomo, z nagimi mieczami. Wbiega w krg wiata... I dostrzega jego oczy. Te chciwe, ze oczy. Serce jej zamaro. To koniec...

    Potkna si, nie miaa siy. Upada twardo na traw, koniuszek jej skrzyda musn niezna-jomego w policzek. Rana zapulsowaa straszliwie. To koniec! Stracia resztki nadziei. Zacisna mocno oczy, ukrya twarz w rkach. To koniec...

    Xue obserwowa lec kobiet z lekkim zaskoczeniem. Bya elfk, ale nigdy nie widzia adnego ze skrzydami. Co mu si jednak w pamici koatao... W tym momencie pitka cigaj-cych krasnoludw dobiega do jego obozowiska. Nie zbliali si jednak.

    To wasze? owca gw wskaza krtkim mieczem na uskrzydlon istot. Wara od niej! warkn krasnolud, wymachujc obosiecznym toporem. To nasz towar.

    Oddasz j nam, to moe nie udawisz si wasnymi flakami!Xue popatrzy si z niedowierzaniem na krasnoluda i parskn szczerym miechem.

    Grozisz mi, zapijaczony kurduplu?! No moim wasnym terenie? To miejsce ju jest twoim grobem, sukinsynu! sykn wciekle.

    Topornik ruszy na Xue, kiedy nagle inny karze chwyci swojego towarzysza za rami. Tuer, pochdoyo ci?! zawoa zy. Nie chcemy kopotw i nikt dzisiaj nie bdzie niko-

    mu wpycha flakw do garde. Po prostu oddaj nam to co nasze. Jak na cywilizowane rasy przystao.Xue zmruy oczy. W sumie jemu te si nie palio do walki z picioma wojownikami naraz.

    Nie by z tych bohaterw, co umiechali si szaleczo i rzucali si na smoki, wrogie armie i niezwy-cione potwory. Dlatego jeszcze y. Opuci miecze.

    Masz szczcie, e przynajmniej twoi towarzysze maj mzg... mrukn do nabuzowanego krasnoluda.Karze pogrozi mu toporem ale owca si nie przej. Ruchem gowy wskaza na kobiet.

    Bierzcie j. Szyb...

    ~4~

  • Elfka odwrcia twarz w stron owcy gw. Jej twarz... jej bagalny, przeraony wzrok i za-pakane oblicze... Serca zabio mu szybciej, co w nim pko. Pierwszy raz od bardzo dawna poczu takie uczucie... wspczucie? Jego donie mocniej zacisny si na rkojeciach mieczy.

    Ko... dokoczy cicho.Krasnolud, ten co uspokaja swojego towarzysza, ruszy powoli w stron elfki. Nie spusz-

    cza oczu z mczyzny. Opuci jednak gard, kiedy schyli si po elfk. Xue usysza jego szept: A z tob, suko, rozliczymy si pniej.

    Kobieta jkna...owca jednym krokiem znalaz si obok kara, z caej siy wbi krtki miecz w jego plecy.

    Ostrze przebio mczyzn na wylot, krew zaplamia nienobiae skrzyda elfki. Rozmyliem si mrukn beznamitnie.

    Silnym ruchem wyrwa zakrwawiony miecz, odwracajc si przodem do reszty wrogw.

    Rozlegy si jki i szczk ora. Baa si otworzy oczy. Nie chciaa tego z caego serca. Ale uchylia powieki. Pisna, odsuna si mimowolnie. Wpatryway si w ni zastygnite w zaskocze-niu oczy martwego oprawcy. Z kcika ust spywaa mu krew... Sparaliowao j. Pragna jedynie koca tego koszmaru. Kada sekunda wydawaa si by godzin. Bez przerwy wyczekiwaa tego przeszywajcego blu oznaczajcego mier. Chciaa zemdle, obudzi si... chciaa pomocy!

    Matko! jkna cicho dlaczego si wtedy oddaliam? Dlaczego pomogam temu chopcu? Dlaczego?

    Xue wyrwa brzeszczot z brzucha krasnoluda, drugim ostrzem parujc topr. Zakrci sii uderzy pewny zwycistwa oboma mieczami naraz. Ale wrg byskawicznie przycign topri zbi cios. owca tego si nie spodziewa i straci inicjatyw, minie odmwiy natychmiastowej reakcji. Przeciwnik nie czeka, ci na odlew w podbrzusze. Uskoczy z warkniciem, na milimetry unikajc ataku. Zachwiao go, cofn si od razu kilka krokw. Oboje przerwali walk. Tylko na sie-bie patrzyli z nienawici.

    Nie mia ju si, dysza ciko. Na dodatek rana na nodze, zadana przez krasnoludzki topr, rwnie nie pomagaa. Ale bywao gorzej. I tak mia troch szczcia. Krasnoludy atakoway po ko-lei. Zgubia je pewno siebie. Ale zosta ten ostatni, wanie ten, ktry najwicej pyskowa. Jak wi-sienka na torcie...

    Ostatnie sowa? Spyta drwico, prbujc uspokoi oddech. Pewny jak na trupa odwarkn krasnolud. Za Tempusa!

    Z rykiem rzuci si na Xue. Ten nie spodziewa si tak szybkiego ataku. Karze ci przez skos. owca zamarkowa unik w lewo, prosto pod topr, ale nagle rzuci si do przodu, przelatujc nad zaskoczonym wrogiem. Ci w plecy, trafi! Upad twardo na ziemi. Momentalnie obrci si na plecy, wystawiajc brzeszczot do przodu. Ale przeciwnik nie atakowa.

    Krasnolud zachwia si po ciosie i powoli odwrci gow. Jego oczy przepeniaa wcie-ko. Xue podnis si, gotw do nastpnego kontrataku. Ale cios nie nadchodzi...

    Nagle wrg przekrci klejnot na swoim piercieniu. Zaraz obok, znikd zmaterializowa si owalny portal midzyplanowy, do ktrego ten wskoczy bez namysu. Owal zaiskrzy i po kilku se-kundach wszystko ucicho...

    Xue zamruga oczami z niedowierzaniem. Uciek? zapyta sam siebie.

    ~5~

  • I zamia si szczerze. aowa, e nikt nie widzia, jak zaatwi tego kurdupla. Nagle prze-sta. Czy aby na pewno? Rozgldn si. Nie widzia nikogo wicej. Czyli nikt nie widzia. Szkoda. Wykoczony usiad twardo na ziemi, wypuszczajc miecze z rk. Pooy si na plecach i zamkn oczy. Prbowa uspokoi oddech. Zajo mu to chwil i dopiero wtedy przypomnia sobie o elfce oraz o wasnej ranie. Podnis si z trudem, wzi miecze pod pach i wrci do dogasajcego pale-niska. Wrzuci od niechcenia kilka gazi. Spojrza na lec kobiet... Nie ruszaa si.

    Ty yjesz w ogle? zapyta gono.Nie odpowiedziaa. Westchn. Opatrzy szybko przecicie na udzie, ktre nie byo