Adam Mickiewicz - Ballady i Romanse

of 81 /81
ADAM MICKIEWICZ BALLADY I ROMANSE

Embed Size (px)

Transcript of Adam Mickiewicz - Ballady i Romanse

ADAM MICKIEWICZ

BALLADY I ROMANSE

Spis treciPIERWIOSNEK ............................................................................................................................... 3 ROMANTYCZNOD ........................................................................................................................ 5 WITE - BALLADA ........................................................................................................................ 8 WITEZIANKA - BALLADA ............................................................................................................ 15 RYBKA BALLADA (ze piewu gminnego)...................................................................................... 21 POWRT TATY BALLADA........................................................................................................... 27 KURHANEK MARYLI ROMANS (Myl ze piewu litewskiego)......................................................... 30 DO PRZYJACI ........................................................................................................................... 35 TO LUBI - BALLADA .................................................................................................................... 37 RKAWICZKA POWIASTKA (Z Szyllera) ........................................................................................ 42 PANI TWARDOWSKA - BALLADA................................................................................................... 45 LILIJE BALLADA (z pieni gminnej) .............................................................................................. 49 TUKAJ ALBO PRBY PRZYJANI - ballada we czterech czciach ..................................................... 63 DUDARZ - Myl z pieni gminnej ................................................................................................... 74

2

PIERWIOSNEKZ niebieskich najrasz piosnek Ledwie zadzwoni skowronek, Najraszy kwiatek pierwiosnek Bysn ze zotych obsonek.

JA Za wczenie, kwiatku, za wczenie, Jeszcze pnoc mrozem dmucha, Z gr biae nie zeszy plenie, Dbrowa jeszcze nie sucha.

Przymru zociste wiateka, Ukryj si pod matki rbek, Nim ci zgubi ronu zbek3

Lub chodnej rosy pereka.

KWIATEK Dni nasze jak dni motylka, yciem wschd, mierci poudnie; Lepsza w kwietniu jedna chwilka Ni w jesieni cae grudnie.

Czy dla bogw szukasz datku, Czy dla druha lub kochanki, Uple wianek z mego kwiatku, Wianek to bdzie nad wianki.

JA W podlej trawce, w dzikim lasku Urosle, o kwiatku luby! Mao wzrostu, mao blasku, C ci daje tyle chluby?

Ni to kolory jutrzenki, Ni zawoje tulipana, Ni lilijowe sukienki, Ni ry pier malowana.

Uplatam ciebie do wianka; Lecz skde ufnoci tyle! Przyjaciele i kochanka4

Czy ci powitaj mile?

KWIATEK Powitaj przyjaciele Mnie, wiosny modej anioka; Przyja ma blasku niewiele I cie lubi jak me zioka.

Czym kochanki godzien rczek, Powiedz, niebieska Marylko! Za pierwszy modoci pczek Zyskam pierwsz... ach! z tylko.

ROMANTYCZNOMethinks, I see... Where? - In my mind's eyes. Shakespeare

Zdaje mi si, e widz... gdzie? Przed oczyma duszy mojej.

Suchaj, dzieweczko! - Ona nie sucha To dzie biay! to miasteczko! Przy tobie nie ma ywego ducha.5

Co tam wkoo siebie chwytasz? Kogo woasz, z kim si witasz? - Ona nie sucha. - To jak martwa opoka Nie zwrci w stron oka, To strzela wkoo oczyma, To si zami zaleje; Co niby chwyta, co niby trzyma; Rozpacze si i zamieje. Tye to w nocy? to ty, Jasieku! Ach! i po mierci kocha! Tutaj, tutaj, pomaleku, Czasem usyszy macocha! Niech sobie syszy, ju nie ma ciebie! Ju po twoim pogrzebie! Ty ju umare? Ach! ja si boj! Czego si boj mego Jasieka? Ach, to on! lica twoje, oczki twoje! Twoja biaa sukienka! I sam ty biay jak chusta, Zimny, jakie zimne donie! Tutaj po, tu na onie, Przycinij mnie, do ust usta! Ach, jak tam zimno musi by w grobie! Umare! tak, dwa lata! We mi, ja umr przy tobie, Nie lubi wiata.6

le mnie w zych ludzi tumie, Pacz, a oni szydz; Mwi, nikt nie rozumie; Widz, oni nie widz! rd dnia przyjd kiedy... To moe we nie? Nie, nie... trzymam ciebie w rku. Gdzie znikasz, gdzie, mj Jasieku! Jeszcze wczenie, jeszcze wczenie! Mj Boe! kur si odzywa, Zorza byska w okienku. Gdzie znike? ach! stj, Jasieku! Ja nieszczliwa. Tak si dziewczyna z kochankiem pieci, Biey za nim, krzyczy, pada; Na ten upadek, na gos boleci Skupia si ludzi gromada. Mwcie pacierze! - krzyczy prostota Tu jego dusza by musi. Jasio by musi przy swej Karusi, On j kocha za ywota! I ja to sysz, i ja tak wierz, Pacz i mwi pacierze. Suchaj, dzieweczko! - krzyknie rd zgieku Starzec, i na lud zawoa: Ufajcie memu oku i szkieku, Nic tu nie widz dokoa. Duchy karczemnej tworem gawiedzi,7

W gupstwa wywarzone kuni. Dziewczyna duby smalone bredzi, A gmin rozumowi bluni. Dziewczyna czuje, - odpowiadam skromnie A gawied wierzy gboko; Czucie i wiara silniej mwi do mnie Ni mdrca szkieko i oko. Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, Widzisz wiat w proszku, w kadej gwiazd iskierce. Nie znasz prawd ywych, nie obaczysz cudu! Miej serce i patrzaj w serce!

WITE - BALLADADo Michaa Wereszczaki Ktokolwiek bdzisz w nowogrdzkiej stronie, Do Puyn ciemnego boru Wjechawszy, pomnij zatrzyma twe konie, By si przypatrzy jezioru. wite tam jasne rozprzestrzenia ona, W wielkiego ksztalcie obwodu, Gst po bokach puszcz oczerniona, A gadka jak szyba lodu. Jeeli nocn przybliysz si dob I zwrcisz ku wodom lice, Gwiazdy nad tob i gwiazdy pod tob, I dwa obaczysz ksiyce.8

Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy Pod niebo idzie rwnina, Czyli te niebo swoje szklanne stropy A do ng twoich ugina: Gdy oko brzegw przeciwnych nie siga, Dna nie odrnia od szczytu, Zdajesz si wisie w rodku niebokrga. W jakiej otchani bkitu. Tak w noc, pogodna jeli suy pora, Wzrok si przyjemnie uudzi; Lecz eby w nocy jecha do jeziora, Trzeba by najmielszym z ludzi. Bo jakie szatan wyprawia tam harce! Jakie si larwy szamoc! Dr cay, kiedy baj o tym starce, I strach wspomina przed noc. Nieraz rd wody gwar jakoby w miecie, Ogie i dym bucha gsty, I zgiek walczcych, i wrzaski niewiecie, I dzwonw gwat, i zbrj chrzsty. Nagle dym spada, haas si umierza, Na brzegach tylko szum jody, W wodach gadanie cichego pacierza I dziewic aone mody. Co to ma znaczy? rni rnie plot, C, kiedy nie by nikt na dnie; Biegaj wieci pomidzy prostot,9

Lecz kt z nich prawd odgadnie? Pan na Puynach, ktrego pradziady Byy witezi dziedzice, Z dawna przemyla i zasiga rady, Jak te zbada tajemnice. Kaza przybory w bliskim robi miecie I wielkie sypa wydatki; Zwizano niewd, gboki stp dwiecie, Buduj czny i statki. Ja ostrzegaem: e w tak wielkim dziele Dobrze, kto z Bogiem poczyna, Dano wic na msz w niejednym kociele I ksidz przyjecha z Cyryna. Stan na brzegu, ubra si w ornaty, Przeegna, prac pokropi, Pan daje haso: odbijaj baty, Niewd si z szumem zatopi. Topi si, pawki na d z sob spycha, Tak przepa wody gboka. Pr si liny, niewd idzie z cicha, Pewnie nie zowi ni oka. Na brzeg oboje wyjto ju skrzydo. Cign ostatek wicierzy; Powieme, jakie zowiono straszydo? Cho powiem, nikt nie uwierzy. Powiem jednake: nie straszydo wcale, ywa kobieta w niewodzie,10

Twarz miaa jasn, usta jak korale, Wos biay skpany w wodzie. Do brzegu dy; a gdy jedni z trwogi Na miejscu stanli gazem, Drudzy zwracaj ku ucieczce nogi, agodnym rzecze wyrazem; Modziecy, wiecie, e tutaj bezkarnie Dotd nikt statku nie spuci, Kadego miaka jezioro zagarnie Do nieprzebrnionych czeluci. I ty, zuchway, i twoja gromada Wraz bycie poszli w gbinie, Lecz e to kraj by twojego pradziada, e w tobie nasza krew pynie Cho godna kary jest ciekawo pusta, Lecz ecie z Bogiem poczli, Bg wam przez moje opowiada usta Dzieje tej cudnej topieli. Na miejscach, ktre dzi piaskiem zanioso, Gdzie car i trzcina zarasta, Po ktrych teraz wasze biega wioso, Sta okrg piknego miasta. wite, i w sawne orem ramiona, I w krane twarze bogata, Niegdy od ksit Tuhanw rzdzona Kwitna przez dugie lata. Nie mi widoku ten ostp ponury;11

Przez yzne wskr okolice Wida std byo Nowogrdzkie mury, Litwy nawczas stolic. Raz niespodzianie obleg tam Mendoga Potnym wojskiem Car z Rusi, Na ca Litw wielka pada trwoga, e Mendog podda si musi. Nim cign wojsko z odlegej granicy, Do ojca mego napisze: Tuhanie! w tobie obrona stolicy, Spiesz, zwoaj twe towarzysze. Skoro przeczyta Tuhan list ksicy I wyda rozkaz do wojny, Stano zaraz mw pi tysicy, A kady konny i zbrojny. Uderz w trby, rusza md, ju w bramie Byska Tuhana proporzec, Lecz Tuhan stanie i rce zaamie, I znowu jedzie na dworzec. I mwi do mnie: Ja wasnych mieszkacw Dla obcej zgubi odsieczy? Wszak wiesz, e wite nie ma innych szacw Prcz naszych piersi i mieczy. Jeli rozdziel szczupe wojsko moje, Krewnemu nie dam obrony; A jeli wszyscy pocigniem na boje, Jak bd cry i ony?12

Ojcze, odpowiem, lkasz si niewczenie, Id, kdy sawa ci woa, Bg nas obroni: dzi nad miastem we nie Widziaam jego anioa. Okry wite miecza byskawic I nakry zotymi piry, I rzek mi: Pki me za granic, Ja broni ony i cry. Usucha Tuhan i za wojskiem goni, Lecz gdy noc spada ponura, Sycha gwar z dala, szczk i ttent koni, I zewszd straszny wrzask: ura! Zagrzmi tarany, pady bram ostatki, Zewszd pociskw grad leci, Bieg na dworzec starce, ndzne matki, Dziewice i drobne dzieci. Gwatu! - woaj - zamykajcie bram! Tu, tu za nami Ru wali. Ach! zgimy lepiej, zabijmy si same, mier nas od haby ocali. Natychmiast wcieko bierze miejsce strachu; Miec bogactwa na stosy, Przynosz agwie i pomie do gmachu I krzycz strasznymi gosy: Przeklty bdzie, kto si nie dobije! Broniam, lecz prny opor, Klcz, na progach wycigaj szyje,13

A drugie przynosz topor. Gotowa zbrodnia: czyli wezwa hordy I pode przyjc kajdany, Czy bezbonymi wytpi si mordy; Panie! - zawoam - nad pany! Jeli nie moem uj nieprzyjaciela, O mier bagamy u ciebie, Niechaj nas lepiej twj piorun wystrzela Lub ywych ziemia pogrzebie. Wtem jaka biao nagle mi otoczy, Dzie zda si spdza noc ciemna, Spuszczam ku ziemi przeraone oczy, Ju ziemi nie ma pode mn. Takemy uszy zhabienia i rzezi; Widzisz to ziele dokoa, To s maonki i crki witezi, Ktre Bg przemieni w zioa. Biaawym kwieciem, jak biae motylki, Unosz si nad topiel; List ich zielony jak jodowe szpilki, Kiedy je niegi pobiel. Za ycia cnoty niewinnej obrazy, Jej barw maj po zgonie, W ukryciu yj i nie cierpi skazy, miertelne nie tkn ich donie. Dowiadczy tego car i ruska zgraja, Gdy, pikne ujrzawszy kwiecie,14

Ten rwie i szyszak stalony umaja, Ten wianki na skronie plecie. Kto tylko cign do gbini rami, Tak straszna jest kwiatw wadza, e go natychmiast choroba wyamie I mier gwatowna ugadza. Cho czas te dzieje wymaza z pamici, Pozosta sam odgos kary, Dotd w swych baniach prostota go wici I kwiaty nazywa cary. To mwic pani zwolna si oddala, Topi si statki i sieci, Szum sycha w puszczy, poburzona fala Z oskotem na brzegi leci. Jezioro do dna pko na ksztat rowu, Lecz prno za ni wzrok goni, Wpada i fal nakrya si znowu, I wicej nie sycha o niej.

WITEZIANKA - BALLADAJaki to chopiec pikny i mody? Jaka to obok dziewica? Brzegami sinej witezi wody Id przy wietle ksiyca. Ona mu z kosza daje maliny,15

A on jej kwiatki do wianka; Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny, Pewnie to jego kochanka. Kad noc prawie, o jednej porze, Pod tym si widz modrzewiem. Mody jest strzelcem w tutejszym borze, Kto jest dziewczyna? - ja nie wiem. Skd przysza? - darmo ledzi kto pragnie, Gdzie usza? - nikt jej nie zbada. Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie, Jak ognik nocny przepada. Powiedz mi, pikna, luba dziewczyno, Na co nam te tajemnice, Jak przybiega do mnie droyn? Gdzie dom twj, gdzie s rodzice? Mino lato, zkniay licia I ddysta nadchodzi pora, Zawsze mam czeka twojego przycia Na dzikich brzegach jeziora? Zawsze po kniejach jak sarna pocha, Jak upir bdzisz w noc ciemn? Zosta si lepiej z tym, kto ci kocha, Zosta si, o luba! ze mn. Chateczka moja std niedaleka Porodku gstej leszczyny; Jest tam dostatkiem owocw, mleka, Jest tam dostatkiem wierzyny.16

Stj, stj - odpowie - hardy mokosie, Pomn, co ojciec rzek stary: Sowicze wdziki w mczyzny gosie, A w sercu lisie zamiary. Wicej si waszej obudy boj, Ni w zmienne ufam zapay, Moe bym proby przyja twoje; Ale czy bdziesz mnie stay? Chopiec przyklkn, chwyci w do piasku, Piekielne wzywa potgi, Kl si przy witym ksiyca blasku, Lecz czy dochowa przysigi? Dochowaj, strzelcze, to moja rada: Bo kto przysig naruszy, Ach, biada jemu, za ycia biada! I biada jego zej duszy! To mwic dziewka wicej nie czeka, Wieniec woyla na skronie I poegnawszy strzelca z daleka, Na zwyke uchodzi bonie. Prno si za ni strzelec pomyka, Rczym wybiegom nie sprosta, Znika jak lekki powiew wietrzyka, A on sam jeden pozosta. Sam zosta, dzik powraca drog, Ziemia uchyla si grzska, Cisza wokoo, tylko pod nog17

Zwida szeleszcze gazka. Idzie nad wod, bdny krok niesie, Bdnymi strzela oczyma; Wtem wiatr zaszumia po gstym lesie, Woda si burzy i wzdyma. Burzy si, wzdyma, pkaj tonie, O niesychane zjawiska! Ponad srebrzyste witezi bonie Dziewicza pikno wytryska. Jej twarz jak ry bladej zawoje, Skropione jutrzenki ezk; Jako mga lekka, tak lekkie stroje Obwiay posta niebiesk. Chopcze mj pikny, chopcze mj mody Zanuci czule dziewica Po co wokoo witeziu wody Bdzisz przy wietle ksiyca? Po co aujesz dzikiej wietrznicy, Ktra ci zwabia w te knieje: Zawraca gow, rzuca w tsknicy I moe jeszcze si mieje? Daj si namwi czuym wyrazem, Porzu wzdychania i ale, Do mnie tu, do mnie, tu bdziem razem Po wodnym plsa krysztale. Czy zechcesz niby jaskka chybka Oblicze tylko wd muska,18

Czy zdrw jak rybka, wes jak rybka, Cay dzie ze mn si pluska. A na noc w ou srebrnej topieli Pod namiotami wierciade, Na mikkiej wodnych lilijek bieli. rd boskich usn widziade. Wtem z zason bysn piersi abdzie, Strzelec w ziemi patrzy skromnie, Dziewica w lekkim zblia si pdzie I Do mnie, woa, pjd do mnie. I na wiatr lotne rzuciwszy stopy, Jak tcza miga w krg wielki, To znowu siekc wodne zatopy, Srebrnymi pryska kropelki. Podbiega strzelec i staje w biegu, I chciaby skoczy, i nie chce; Wtem modra fala, prysnwszy z brzegu, Z lekka mu w stopy zaechce. I tak go echce, i tak go znca, Tak si w nim serce rozpywa, Jak gdy tajemnie rk modzieca cinie kochanka wstydliwa. Zapomnia strzelec o swej dziewczynie, Przysig pogardzi wit, Na zgub olep biey w gbinie, Now zwabiony pont. Biey i patrzy, patrzy i biey;19

Niesie go wodne przestworze, Ju z dala suchych odbieg wybrzey, Na rednim igra jeziorze. I ju do nien w swej cinie doni, W piknych licach topi oczy, Ustami usta rane goni I skoczne okrgi toczy. Wtem wietrzyk wisn, oboczek pryska, Co j w udzcym kry blasku; Poznaje strzelec dziewczyn z bliska, Ach, to dziewczyna spod lasku! A gdzie przysiga? gdzie moja rada? Wszak kto przysig naruszy, Ach, biada jemu, za ycia biada! I biada jego zej duszy! Nie tobie igra przez srebrne tonie Lub nurkiem pluska w gb jasn; Surowa ziemia ciao pochonie, Oczy twe wirem zagasn. A dusza przy tym wiadomym drzewie Niech lat doczeka tysica, Wiecznie piekielne cierpic arzewie Nie ma czym zgasi gorca. Syszy to strzelec, bdny krok niesie, Bdnymi rzuca oczyma; A wicher szumi po gstym lesie, Woda si burzy i wzdyma.20

Burzy si, wzdyma i wre a do dna, Krconym nurtem pochwyca, Roztwiera paszcz otcha podwodna, Ginie z modziecem dziewica. Woda si dotd burzy i pieni, Dotd przy wietle ksiyca Snuje si para znikomych cieni; Jest to z modziecem dziewica. Ona po srebrnym plsa jeziorze, On pod tym jczy modrzewiem. Kto jest modzieniec? - strzelcem by w borze. A kto dziewczyna? - ja nie wiem.

RYBKA BALLADA (ze piewu gminnego)Od dworu, spod lasa, z wioski, Smutna wybiega dziewica, Rozpucia na wiatr woski I zami skropia lica. Przybiega na koniec czki, Gdzie w jezioro wpada rzeka; Zaamuje biae rczki I tak aonie narzeka: O wy, co mieszkacie w wodzie, Siostry moje witezianki, Suchajcie w cikiej przygodzie21

Gosu zdradzonej kochanki. Kochaam pana tak szczerze, On mi przysiga zalubi, Dzi ksin za on bierze, Krysi ubog chce zgubi. Nieche sobie yj modzi, Niech si z ni obudnik pieci, Niech tylko tu nie przychodzi Urga si z mych boleci. Dla opuszczonej kochanki C pozostao na wiecie? Przyjmijcie mi, witezianki! Lecz moje dzieci... ach, dzieci! To mwic rzewnie zapacze. Rczkami oczy zasoni I z brzegu do wody skacze, I w bystrej nurza si toni. Wtem z lasu, gdzie si dwr bieli, Tysiczne wiec kagace, Zjedaj gocie weseli, Muzyka, haas i tace. Lecz mimo tego haasu Pacz dziecicia sycha w lesie, Wierny suga wyszed z lasu I dzieci na rku niesie. Ku wodzie obraca kroki, Gdzie oza, gsto spleciona,22

Wzdu wykrconej zatoki Okrya rzeki ramiona. Tam staje w ciemnym zaktku, Placze i woa: Niestety! Ach, kt da piersi dziecitku! Ach! gdzie ty, Krysiu, ach, gdzie ty? Tu jestem, w rzece u spodu Cichy mu gos odpowiada Tutaj dr caa od chodu, A wir mnie oczki wyjada. Przez wir, przez ostre kamuszki Fale mnie gwatowne nios; Pokarm mj koralki, muszki. A zapijam zimn ros. Lecz suga, jak na pocztku, Tak wszystko woa: Niestety! Ach, kt da piersi dziecitku? Ach, gdzie ty, Krysiu, ach, gdzie ty? Wtem si co z lekka potrci rd krysztaowej przezroczy, Woda si z lekka zamci, Rybka nad wod podskoczy; I jak skaka paskim bokiem Gdy z lekkich rk chopca pierzchnie, Tak nasza rybka podskokiem Mokre cauje powierzchnie. Zotymi plamki nadobna,23

Krane ma po bokach pirka, Gwka jak naparstek drobna, Oczko drobne jak pacirka. Wtem rybi usk odwinie, Spjrzy dziewicy oczyma; Z gowy jasny wos wypynie, Szyjka cieniuchna si wzdyma. Na licach rana krasa, Piersi jak jabuszka mleczne, Rybi ma petw do pasa, Pynie pod chrusty nadrzeczne. I dzieci bierze do rki, U ona biaego tuli, Luli - woa - mj maleki, Luli, mj maleki, luli. Gdy dzieci paka przestao, Zawiesza kosz na gazi I znowu ciska swe ciao, I gwk nadobn zwzi. Znowu j uski powlek, Od bokw wyskocz skrzelki, Plusa i tylko nad rzek Kipice pky bbelki. Tak co wieczora, co ranka, Gdy suga stanie w zaktku, Wraz wypywa witezianka, eby da piersi dziecitku.24

Za c jednego wieczora Nikt nie przychodzi na smugi? Ju zwyka przemija pora; Nie wida z dzieciciem sugi. Nie moe on przyj t stron, Musi zaczeka troszeczk, Bo wanie teraz pan z on Poszli przechadzk nad rzeczk. Wrci si, czeka z daleka, Za gstym usiadszy krzakiem; Lecz prno czeka i czeka, Nikt nie powraca tym szlakiem. Wstaje i do w trbk zwin, I patrzy przez palcw szpar, Ale i dzie ju przemin, I mroki padaj szare. Czeka dugo po zachodzie, A gdy noc gwiazdy zapala, Zblia si z lekka ku wodzie I ledzi oczyma z dala. Przebg! cudy czy moc pieka! Uderza go widok nowy. Gdzie pierwej rzeczuka cieka, Tam suchy piasek i rowy. Na brzegach porozrzucana Wala si odzie bez adu, Ani pani, ani pana25

Nie wida nigdzie ni ladu. Tylko z zatoki poow Stercza wielki gazu kawa I dziwn ksztatu budow Dwa ludzkia ciaa udawa. Zdumiewa si wierny suga, Rozpierzchych myli nie zowi; Przesza godzina i druga, Nim wreszcie swko przemwi. Krysiu, o Krysiu! - zawoa: Echo mu Krysiu odpowie, Lecz prno patrzy dokoa, Nikt nie pokaza si w rowie. Patrzy na rw i na gazy, Otrze pot na licu zbladem, I kiwnie gow trzy razy, Jakby chcia mwi: ju zgadem. Dziecitko na rce bierze, mieje si dzikim umiechem, I odmawiajc pacierze Wraca do domu z popiechem.

26

POWRT TATY BALLADAPjdcie, o dziatki, pjdcie wszystkie razem Za miasto, pod sup na wzgrek, Tam przed cudownym klknijcie obrazem, Pobonie zmwcie pacirek. Tato nie wraca; ranki i wieczory We zach go czekam i trwodze; Rozlay rzeki, pene zwierza bory I peno zbjcw na drodze. Syszc to dziatki bieg wszystkie razem, Za miasto, pod sup na wzgrek, Tam przed cudownym klkaj obrazem I zaczynaj pacirek. Cauj ziemi, potem: W imi Ojca, Syna i Ducha witego, Bd pochwalona, przenajwitsza Trjca, Teraz i czasu wszelkiego. Potem: Ojcze nasz i Zdrowa, i Wierz, Dziesicioro i koronki, A kiedy cae zmwili pacierze, Wyjm ksieczk z kieszonki: I litanij do Najwitszej Matki Starszy brat piewa, a z bratem Najwitsza Matko - przypiewuj dziatki, Zmiuj si, zmiuj nad tatem! Wtem sycha tarkot, wozy jad drog

27

I wz znajomy na przedzie; Skoczyy dzieci i krzycz jak mog: Tato, ach, tato nasz jedzie! Obaczy kupiec, zy radone leje, Z wozu na ziemi wylata; Ha, jak si macie, co si u was dzieje? Czycie tskniy do tata? Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi? A ot rozynki w koszyku. Ten sobie mwi, a ten sobie mwi, Peno radoci i krzyku. Ruszajcie - kupiec na sugi zawoa Ja z dziemi pjd ku miastu. Idzie... a zbjcy obskocz dokoa, A zbjcw byo dwunastu. Brody ich dugie, krcone wsiska, Wzrok dziki, suknia plugawa; Noe za pasem, miecz u boku byska, W rku ogromna buawa. Krzykny dziatki, do ojca przypady, Tul si pod paszcz na onie; Truchlej sugi, struchla pan wyblady, Drce ku zbjcom wznis donie. Ach, bierzcie wozy, ach, bierzcie dostatek, Tylko puszczajcie nas zdrowo, Nie rbcie maych sierotami dziatek I modej maonki wdow.28

Nie sucha zgraja, ten ju wz wyprzga, Zabiera konie, a drugi Pienidzy! krzyczy i buaw siga, w z mieczem wpada na sugi. Wtem: Stjcie, stjcie! - krzyknie starszy zbjca I spdza band precz z drogi, A wypuciwszy i dzieci, i ojca, Idcie, rzek, dalej bez trwogi. Kupiec dzikuje, a zbjca odpowie: Nie dzikuj, wyznam ci szczerze, Pierwszy bym pak strzaska na twej gowie, Gdyby nie dziatek pacierze. Dziatki sprawiy, e uchodzisz cao, Darz ci yciem i zdrowiem; Im wic podzikuj za to, co si stao, A jak si stao, opowiem. Z dawna ju syszc o przejedzie kupca, I ja, i moje kamraty, Tutaj za miastem, przy wzgrku u supca Zasiadalimy na czaty. Dzisiaj nadchodz, patrz midzy chrusty, Modl si dziatki do Boga, Sucham, z pocztku porwa mi miech pusty, A potem lito i trwoga. Sucham, ojczyste przyszy na myl strony, Buawa upada z rki; Ach! ja mam on, i u mojej ony29

Jest synek taki maleki. Kupcze! jed w miasto, ja do lasu musz; Wy, dziatki, na ten pagrek Biegajcie sobie, i za moj dusz Zmwcie te czasem pacirek.

KURHANEK MARYLI ROMANS (Myl ze piewu litewskiego)CUDZY CZOWIEK Tam u Niemnowej odnogi, Tam u zielonej rozogi, Co to za pikny kurhanek? Spodem uwieczon, jak w wianek, W maliny, ciernie i gogi; Boki ma strojne muraw, Gow ukwiecon w kwiaty, A na niej czeremchy drzewo, A od niej id trzy drogi: Jedna droga na prawo, Druga droga do chaty, Trzecia droga na lewo. Ja tdy pyn z wicin, Pytam si ciebie, dziewczyno, Co to za pikny kurhanek?

30

DZIEWCZYNA W caej wsi pytaj si, bracie, A caa wie powie tobie: Maryla ya w tej chacie, A teraz ley w tym grobie. Na prawej stronie te ladki Ubite nog pastuszka; To jest droyna jej matki, A std przychodzi jej druka. Lecz oto bysn poranek, Przyjd oni na kurhanek; Ukryj si tu za sts omu, Sam ich posuchasz niedoli, Wasne twe oczy zobacz. Patrz w prawo... idzie kochanek. Patrz, matka idzie z domu. Patrz w lewo, przyjacika. Wszyscy id powoli I nios zika, I pacz.

JA Marylo! o tej porze! Jeszczemy si nie widzieli, Jeszczemy si nie cisnli, Marylo! zaszo zorze! Tu czeka twj kochanek,31

Czy ty przespaa ranek, Czy na mnie zagniewana? Ach, Marylo kochana! Gdzie si ty dotd kryjesz? Nie, nie przespaa ranka, Nie gniewasz si na Janka, Lecz nie yjesz, nie yjesz! Wizi ci ten kurbanek, Nie ujrzysz ju kochanka, Nie ujrzy ci kochanek! Dawniej, kiedy spa szedem, tym sodziem chwile, e skoro si obudz, obacz Maryl. I dawniej spaem mile! Teraz tutaj spa bd od ludzi daleki, Moe j we nie ujrz, gdy zamkn powieki; Moe zamkn na wieki! Byem ja gospodarny, gdy byem szczliwy; Chwalili mi ssiedzi, Chwali mi ojciec siwy. Teraz si ojciec biedzi, A ja ni ludziom, ni Bogu! Niech ziarno w polu przepadnie, Niech ginie siano ze stogu, Niech ssiad kopy rozkradnie, Niech trzod wydusz wilki! Nie masz, nie masz Marylki! Daje mi ojciec chaty,32

Daje mi sprzt bogaty; Bym wzi w dm gospodyni, Namawiali mi swaty, Nie masz, nie masz Maryli! Swaty nie namwili. Nie mog - nie - nie mog; Wiem, ojcze, co uczyni: Pjd w dalek drog, Wicej mi nie znajdziecie, Chobycie i szukali, Nie bd ju na wiecie, Przystan do Moskali, eby mi wraz zabili. Nie masz, nie masz Maryli!

MATKA Czemu nie wstaam z rana? Ju w polu peno ludzi. Nie masz ci, nie masz, kochana Marylo! kt mi obudzi! Pakaam przez noc ca, Zasnam, kiedy dniao. Mj Szymon gdzie ju w polu, Wyprzedzi on witania, Nie budzi mi, mojego litujc si bolu, Poszed z kos bez niadania; Ko ty dzie cay, ko sobie,33

Ja tutaj le na grobie. Czego mam i do domu? Kto nas na obiad zawoa? Kto z nami sidzie u stoa? Nie masz, ach, nie masz komu! Pkimy mieli ciebie, W domu byo jak w niebie. Z caej wsi chopcy, dziewki, Najweselsze zaynki, Najhuczniejsze dosiewki. Nie masz ci! w domu pustynie! Kady, kto idzie, minie. Zawiasy rdzawiej w sieni, Mchem si dziedziniec zieleni; Bg nas opuci, ludzie opucili, Nie masz, nie masz Maryli!

PRZYJACIKA Tutaj, bywao, z ranku Nad wod sobie stoim, Ja o twoim kochanku, Ty mnie mwisz o moim. Ju wicej z sob nie bdziem mwili. Nie masz, nie masz Maryli! Kt mi zwierzy si szczerze, Komu si ja powierz? Ach, gdy z tob, kochanie,34

Smutku i szczcia nie dziel, Smutek smutkiem zostanie, Weselem nie jest wesele.

CUDZY CZOWIEK Syszy to cudzy czowiek, Wzdycha i zy mu pyn. Westchn, otar zy z powiek I dalej poszed z wicin.

DO PRZYJACIPosyajc im ballad To lubi Kowno, d. 27 grudnia

Bije raz, dwa, trzy... ju pnocna pora, Guche wokoo zacisze, Wiatr tylko szumi po murach klasztora I psw szczekanie gdzie sysz. wieca w lichtarzu dopala si na dnie, Raz w gbi tumi ogniska, Znowu si wzmoe i znowu opadnie, Byska, zagasa i byska. Straszno! - nie bya straszn ta godzina, Gdy byy nieba askawsze: Ile mi sodkich chwilek przypomina!35

Precz... to ju zniko na zawsze. Teraz ja szczcia szukam, ot w tej ksidze, Ksiga znudzia, porzucam; Znowu ku lubym przedmiotom myl pdz, To marz, to si ocucam. Czasem, gdy sodkie zudzi zachwycenie, Kochank widz lub braci; Zrywam si, patrz, a tylko po cienie Biega cie wasnej postaci. Ot, lepiej piro wezm i rd ciszy, Gdy si bez adu myl plcze, Zaczn co pisa dla mych towarzyszy, Zaczn, bo nie wiem, czy skocz. Moe te pami o minionej wionie Zimowy wierszyk umili; Chc co okropnie, co pisa mionie, O strachach i o Maryli. Kto pragnie pdzlem swe rozsawi imi, Niech jej maluje portrety, Wieszcz w niemiertelnym niech opiewa rymie Serca, rozumu zalety. Mnie cho to wszystko w umyle przytomne, Pociechy szukam, nie sawy; Lepiej wam powiem, jeeli przypomn, Jakie z ni miaem zabawy. Maryla sodkie mioci wyrazy Dzielia skpo w rachubie;36

Cho jej kto kocham mwi po sto razy, Nie rzeka nawet i lubi. Za to wic w Rucie pod pnocn chwil, Kiedy si wszyscy spa kad, Ja na dobranoc egnajc Maryl, Tak straszyem ballad:

TO LUBI - BALLADASpjrzyj, Marylo, gdzie si kocz gaje, W prawo z gsty zarostek, W lewo si pikna dolina podaje, Przodem rzeczuka i mostek. Tu stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy, Obok dzwonnicy zrb zgniy, A za dzwonnic chroniak malinowy, A w tym chroniaku mogiy. Czy tam bies siedzia, czy dusza zaklta, e o pnocnej godzinie Nikt, jak najstarszy czowiek zapamita, Miejsc tych bez trwogi nie minie. Bo skoro pnoc nawlecze zasony, Cerkiew si z trzaskiem odmyka, W pustej zrbnicy dzwoni same dzwony, W chrustach co huczy i ksyka. Czasami pomyk okae si blady, Czasem grom trzaska po gromie,37

Same si z mogi ruszaj pokady I larwy staj widomie. Raz trup po drodze bez gowy si toczy, To znowu gowa bez ciaa; Roztwiera gb i wytrzyszcza oczy, W gbie i w oczach ar paa, Albo wilk biey; pragniesz go odegna, A orlim skrzydem wilk macha, Do Zgi, przepadnij wyrzec i przeegna, Wilk zniknie wrzeszczc: cha cha cha. Kady podrny oglda te zgrozy I kady musia kl drog; Ten zama dyszel, ten wywrci wozy, Innemu zwichn ko nog. Ja, chocia, pomn, nieraz Andrzej stary Zaklina, nieraz przestrzega, miaem si z diabw, nie wierzyem w czary, Tamtdym jedzi i biega. Raz, gdy do Ruty jad w czas noclegu, Na mocie z komi wz staje, Prno wonica przynagla do biegu, Hej! - krzyczy, biczem zadaje. Stoj, a potem skocz z caej mocy, Dyszel przy samej pk szrubie; Zosta na polu samemu i w nocy, To lubi - rzekem - to lubi! Ledwiem dokoczy, a straszna martwica38

Wypywa z bliskich wd toni; Biae jej szaty, jak nieg biae lica, Ognisty wieniec na skroni. Chciaem ucieka, padem zalkniony, Wos dbem stan na gowie; Krzykn; Niech bdzie Chrystus pochwalony! Na wieki wiekw - odpowie. Ktokolwiek jeste, poczciwy czowieku, Co mi zachowa od mki, Doyj ty szczcia i pnego wieku, I pokj tobie, i dziki. Widzisz przed sob obraz grzesznej duszy, Wkrtce si niebem pochlubi; Bo ty czyscowej zbawi mi katuszy Tym jednym swkiem; To lubi. Dopki gwiazdy zejd i dopki We wsi kur pierwszy zapieje, Opowiem tobie, a ty dla nauki Opowiedz innym me dzieje. Onego czasu yam ja na wiecie, Maryl zwana przed laty; Ojciec mj, pierwszy urzdnik w powiecie, Mony, poczciwy, bogaty. Za ycia pragn sprawi mi wesele, A em dostatnia i moda, Zbiego si zewszd zalotnikw wiele, Posag wabi i uroda.39

Mnstwo ich marnej pochlebiao dumie, I to mi byo do smaku, e kiedy w licznym kaniano si tumie, Tumem gardziam bez braku. Przyby i Jzio; dwudziest mia wiosn, Mody, cnotliwy, niemiay; Obce dla niego wyrazy mione, Cho czu mione zapay. Lecz prno ndzny w oczach prawie znika Prno i dzie, i noc pacze; W boleciach jego dla mnie rado dzika, miech obudzay rozpacze. Ja pjd! mwi ze zami. Id sobie! Poszed i umar z mioci; Tu nad rzeczuk, w tym zielonym grobie Zoone jego s koci. Odtd mi ycie stao si nielube, Pne uczuam wyrzuty; Lecz ani sposb wynagrodzi zgub, Ani czas zosta pokuty. Raz, gdy si w pnoc z rodzicami bawi, Wzmaga si haas, szum, wisty, Przylecia Jzio w straszliwej postawie, Jak potpieniec ognisty. Porwa, udusi gszcz dymnych kbw, W czyscowe rzuci potoki, Gdzie pord jku i zgrzytania zbw40

Takie syszaam wyroki: Wiedziaa, e si spodobao Panu Z ma rd tworzy niewieci, Na osodzenie mom zego stanu, Na rozkosz, nie na boleci. Ty jakby w piersiach miaa serce z gazu, Ani ci jki ubody. Nikt nie uprosi sodkiego wyrazu Przez zy, cierpienia i mody. Za tak srogo, dugie, dugie lata Drcz si w czyscowej zagubie, Pki m jaki z tamecznego wiata Nie powie na ci cho: lubi. Prosi i Jzio niegdy o to sowo, Gorzkie zy la nieszczliwy; Proe ty teraz; nie z, nie namow, Ale przez strachy i dziwy. Rzek, mnie natychmiast porway ze duchy. Odtd ju setny rok minie, W dzie mcz, a noc zdejmuj acuchy, Rzucam ogniste gbinie; I w cerkwi albo na Jzia mogile, Niebu i ziemi obrzyda, Musz podrnych trwoy w nocne chwile, Rne udajc straszyda. Idcych w bota zawiode lub w gaje, Jadcym konia uskubi;41

A kady naklnie, nafuka, naaje, Ty pierwszy wyrzek: to lubi. Za to ci spadnie wyrokw zasona, Przyszo spod ciemnych wska chmur: Ach! i ty poznasz Maryl; lecz ona... Wtem na nieszczcie zapia kur. Skina tylko, wida radoc z oczek, Mieni si w par cieniuchn, Ginie, jak ginie bladawy obloczek, Kiedy zefiry na dmuchn. Patrz, a cay wz stoi na ce, Siadam, powoli strach mija; Prosz za dusze w czyscu bolejce Zmwi trzy Zdrowa Maryja.

RKAWICZKA POWIASTKA (Z Szyllera)Chcc by widzem dzikich bojw, Ju u zwierzyca podwojw Krl zasiada. Przy nim ksita i panowie Rada, A gdzie wzniosy kry ganek, Rycerze obok kochanek. Krl skin palcem, zaczto igrzysko, Spady wrzecidze; ogromne lwisko Zwolna si toczy,42

Podnosi czoo, Milczkiem obraca oczy Wokoo, I ziewy rozdar straszliwie, I kudy zatrzs na grzywie, I wycign cielska brzemi, I obali si na ziemi. Krl skin znowu, Znowu przemknie si krata, Szybkimi skoki, chciwy poowu, Tygrys wylata. Spoziera z dala I kami byska, Jzyk wywala, Ogonem ciska I lwa dokoa obiega. Topic wzrok jaszczurczy Wyje i burczy; Burczc na stronie przylega. Krl skin znowu, Znowu podwj otwarty, I z jednego zachowu Dwa wyskakuj lamparty. akoma boju, para zajada Ju tygrysa opada, Ju si tygrys z nimi drapie, Ju obudwu trzyma w apie;43

Wtem lew podnis eb do gry, Zagrzmia - i znowu cisze A dzicz z krwawymi pazury Obiega... za mordem dysze. Dyszc na stronie przylega. Wtem leci rkawiczka z krugankw paacu, Z rczek nadobnej Marty, Pada midzy tygrysa i midzy lamparty, Na rodek placu. Marta z umiechem rzecze do Emroda: Kto mi tak kocha, jak po tysic razy Czuymi przysig wyrazy, Niechaj mi teraz rkawiczk poda. Emrod przeskoczy zapory, Idzie pomidzy potwory, miao rkawiczk bierze. Dziwi si panie, dziwi si rycerze. A on w zwyciskiej chwale Wstpuje na kruganki. Tam od radonej witany kochanki, Rycerz jej w oczy rkawiczk rzuci, Pani, twych dzikw nie trzeba mi wcale. To rzek i poszed, i wicej nie wrci.

44

PANI TWARDOWSKA - BALLADAJedz, pij, lulki pal, Tace, hulanka, swawola; Ledwie karczmy nie rozwal, Cha cha, chi chi, hejza, hola! Twardowski siad w kocu stoa. Podpar si w boki jak basza; Hulaj dusza! hulaj! - woa, mieszy, tumani, przestrasza. onierzowi, co gra zucha, Wszystkich aje i potrca, wisn szabl koo ucha, Ju z onierza masz zajca. Na patrona z trybunau, Co milczkiem wyprnia rondel, Zadzwoni kiesk pomau, Z patrona robi si kondel. Szewcu w nos wyci trzy szczutki, Do ba przymkn trzy rureczki, Cmokn, cmok, i gdaskiej wdki Wytoczy ze ba p beczki. Wtem gdy wdk pi z kielicha. Kielich zawista, zazgrzyta; Patrzy na dno: Co u licha? Po co tu, kumie, zawita?45

Diablik to by w wdce na dnie, Istny Niemiec, sztuczka kusa; Skoni si gociom ukadnie, Zdj kapelusz i da susa. Z kielicha a na podog Pada, ronie na dwa okcie, Nos jak haczyk, kurz nog I krogulcze ma paznokcie. A! Twardowski; witam, bracie! To mwic biey obcesem: C to, czyli mi nie znacie? Jestem Mefistofelesem. Wszak ze mn na ysej Grze Robi o dusz zapisy; Cyrograf na byczeJ skrze Podpisale ty, i bisy Miay sucha twego rymu; Ty, jak dwa lata przebieg, Miae pojecha do Rzymu, By ci tam porwa jak swego. Ju i siedem lat ucieko, Cyrograf nadal nie suy; Ty, czarami drczc pieko, Ani mylisz o podry. Ale zemsta, cho leniwa, Nagnaa ci w nasze sieci; Ta karczma Rzym si nazywa,46

Kad areszt na waszeci. Twardowski ku drzwim si kwapi Na takie dictum acerbum, Diabe za kuntusz uapi: A gdzie jest nobile verbum? Co tu pocz? kusa rada, Przyjdzie ju naoy gow. Twardowski na koncept wpada I zadaje trudno now. Patrz w kontrakt, Mefistofilu, Tam warunki takie stoj: Po latach tylu a tylu, Gdy przyjdziesz bra dusz moj, Bd mia prawo trzy razy Zaprzc ciebie do roboty? A ty najtwardsze rozkazy Musisz speni co do joty. Patrz, oto jest karczmy godo, Ko malowany na ptnie; Ja chc mu wskoczy na siodo, A ko niech z kopyta utnie. Skr mi przy tym biczyk z piasku, ebym mia czym konia chosta, I wymuruj gmach w tym lasku, Bym mia gdzie na popas zosta. Gmach bdzie z ziarnek orzecha, Wysoki pod szczyt Krpaku,47

Z brd ydowskich ma by strzecha, Pobita nasieniem z maku. Patrz, oto na miar wieczek, Cal gruby. dugi trzy cale, W kade z makowych ziareczek Wbij mi takie. trzy bratnale. Mefistofil duchem skoczy, Konia czyci, karmi, poi, Potem bicz z piasku utoczy I ju w gotowoci stoi. Twardowski dosiad biegusa, Prbuje podskokw, zwrotw, Stpa, galopuje, kusa, Patrzy, a i gmach ju gotw. No! wygrae, panie bisie; Lecz druga rzecz nic skoczona, Trzeba skpa si w tej misie, A to jest woda wicona. Diabe kurczy si i krztusi, A zimny pot na nim bije; Lecz pan kae, suga musi, Skpa si biedak po szyj. Wylecia potem jak z procy, Otrzs si, dbrum! parskn ranie. Teraz jue w naszej mocy, Najgortszm odby ani. Jeszcze jedno, bdzie kwita,48

Zaraz pknie moc czartowska; Patrzaj, oto jest kobieta, Moja oneczka Twardowska. Ja na rok u Belzebuba Przyjm za ciebie mieszkanie, Niech przez ten rok moja luba Z tob jak z mem zostanie. Przysi jej mio, szacunek I posuszestwo bez granic; Zamiesz cho jeden warunek. Ju caa ugoda za nic. Diabe do niego p ucha, P oka zwrci do samki, Niby patrzy, niby sucha, Tymczasem ju blisko klamki. Gdy mu Twardowski dokucza, Od drzwi, od okien odpycha, Czmychnwszy dziurk od klucza, Dotd jak czmycha, tak czmycha.

LILIJE BALLADA (z pieni gminnej)Zbrodnia to niesychana, Pani zabija pana; Zabiwszy grzebie w gaju, Na czce przy ruczaju, Grb lilij zasiewa,49

Zasiewajc tak piewa: Ronij kwiecie wysoko, Jak pan ley gboko; Jak pan ley gboko, Tak ty ronij wysoko. Potem caa skrwawiona, Ma zbjczyni ona, Biey przez ki, przez knieje, I gr, i doem, i gr; Zmrok pada, wietrzyk wieje; Ciemno, wietrzno, ponuro. Wrona gdzieniegdzie kracze I puchaj puchacze. Biey w d do strumyka, Gdzie stary ronie buk, Do chatki pustelnika, Stuk stuk, stuk stuk. Kto tam? - spada zapora, Wychodzi starzec, wieci; Pani na ksztat upiora Z krzykiem do chatki leci. Ha! ha! zsiniae usta, Oczy przewraca w sup, Drca, zblada jak chusta; Ha! m, ha! trup! - Niewiasto, Pan Bg z tob, Co ciebie tutaj niesie,50

Wieczorn sotn dob, Co robisz sama w lesie? - Tu za lasem, za stawem, Byszcz mych zamkw ciany. M z krlem Bolesawem Poszed na Kijowiany. Lato za latem biey, Nie masz go z bojowiska; Ja moda rd modziey, A droga cnoty liska! Nie dochowaam wiary, Ach! biada mojej gowie! Krl srogie gosi kary; Powrcili mowie. Ha! ha! m si nie dowie! Oto krew! oto n! Po nim ju, po nim ju! Starcze, wyznaam szczerze. Ty go witymi usty, Jakie mwi: pacierze, Gdzie mam i na odpusty. Ach, pjd a do pieka, Znios bicze, pochodnie, Byleby moj zbrodni Wieczysta noc powleka. - Niewiasto, - rzecze stary Wic ci nie al rozboju,51

Ale tylko strach kary? Ide sobie w pokoju, Rzu boja, rozja lica, Wieczna twa tajemnica. Bo takie sdy boe, I co ty zrobisz skrycie, M tylko wyda moe; A m twj straci ycie. Pani z wyroku rada, Jak wpada, tak wypada; Biey noc do domu Nic nie mwic nikomu. Stoj dzieci przed bram, Mamo, - woaj - Mamo! A gdzie zosta nasz tato? - Nieboszczyk? co? wasz tato? Nie wie, co mwi na to. - Zosta w lesie za dworem, Powrci dzi wieczorem. Czekaj wieczr dzieci; Czekaj drugi, trzeci, Czekaj tydzie cay; Nareszcie zapomniay. Pani zapomnie trudno, Nie wygna z myli grzechu. Zawsze na sercu nudno, Nigdy na ustach miechu,52

Nigdy snu na renicy! Bo czsto w nocnej porze Co stuka si na dworze, Co chodzi po wietlicy. Dzieci - woa - to ja to, To ja, dzieci, wasz tato! Noc przesza, zasn trudno. Nie wygna z myli grzechu. Zawsze na sercu nudno, Nigdy na ustach miechu! - Id, Hanko, przez dziedziniec. Sysz ttent na mocie, I kurzy si gociniec; Czy nie jad tu gocie? Id na gociniec i w las, Czy kto nie jedzie do nas? Jad, jad w t stron, Tuman na drodze wielki, R, r koniki wrone, Ostre byszcz szabelki. Jad, jad panowie, Nieboszczyka bratowie! - A witaje, czy zdrowa? Witaje nam, bratowa. Gdzie brat? - Nieboszczyk brat, Ju poegna ten wiat. - Kiedy? - Dawno, rok min,53

Umar... na wojnie zgin. - To kamstwo, bd spokojna! Ju skoczya si wojna; Brat zdrowy i ochoczy, Ujrzysz go na twe oczy. Pani ze strachu zblada, Zemdlaa i upada, Oczy przewraca w sup, Z trwog dokoa rzuca. - Gdzie on? gdzie m? gdzie trup? Powoli si ocuca; Mdlaa niby z radoci I pytaa u goci: Gdzie m, gdzie me kochanie, Kiedy przede mn stanie? - Powraca razem z nami, Lecz przodem chcia popieszy, Nas przyj z rycerzami I twoje zy pocieszy. Dzi, jutro pewnie bdzie, Pewnie kdy w obdzie Ubite min szlaki. Zaczekajmy dzie jaki, Poszlemy szuka wszdzie, Dzi, jutro pewnie bdzie. Posali wszdzie sugi, Czekali dzie i drugi,54

Gdy nic nie doczekali, Z paczem chc jecha dalej. Zachodzi drog pani: - Bracia moi kochani, Jesie za do podry, Wiatry, soty i deszcze. Wszak czekalicie duej, Czekajcie troch jeszcze. Czekaj. Przesza zima, Brata nie ma i nie ma. Czekaj; myl sobie: Moe powrci z wiosn? A on ju ley w grobie, A nad nim kwiatki rosn, A rosn tak wysoko, Jak on ley gboko. I wiosn przeczekali, I ju nie jad dalej. Do smaku im gospoda, Bo gospodyni moda; e chc jecha, udaj, A tymczasem czekaj; Czekaj a do lata, Zapominaj brata. Do smaku im gospoda I gospodyni moda. Jak dwaj u niej gocili,55

Tak j dwaj polubili. Obu nadzieja echce, Obadwaj zjci trwog, y bez niej aden nie chce, y z ni obaj nie mog. Wreszcie na jedno zdani, Id razem do pani. - Suchaj, pani bratowo, Przyjm dobrze nasze sowo. My tu prno siedzimy, Brata nie zobaczymy. Ty jeszcze jeste moda, Modoci twojej szkoda. Nie wi dla siebie wiata, Wybierz brata za brata. To rzekli i stanli, Gniew ich i zazdro piecze, Ten, to w okiem strzeli, Ten, to w swko rzecze; Usta sine przycili, W rku ciskaj miecze. Pani ich widzi w gniewie, Co mwi, sama nie wie. Prosi o chwilk czasu, Biey zaraz do lasu. Biey w d do strumyka, Gdzie stary ronie buk,56

Do chatki pustelnika, Stuk stuk, stuk stuk! Ca mu rzecz wykada, Pyta si, co za rada? - Ach, jak pogodzi braci? Chc mojej rki oba? Ten i ten si podoba: Lecz kto wemie? kto straci? Ja mam malekie dziatki, I wioski, i dostatki, Dostatek si zmitra, Gdy zostaam bez ma. Lecz, ach! nie dla mnie szczcie! Nie dla mnie ju zamcie! Boa nade mn kara, ciga mnie nocna mara, Zaledwie przymkn oczy, Traf, traf, klamka odskoczy; Budz si, widz, sysz, Jak idzie i jak dysze, Jak dysze i jak tupa, Ach, widz, sysz trupa! Skrzyp, skrzyp, i ju nad oem Skrwawionym siga noem, I iskry z gby sypie, I cignie mi, i szczypie. Ach, dosy, dosy strachu,57

Nie siedzie mnie w tym gmachu, Nie dla mnie wiat i szczcie, Nie dla mnie ju zamcie! Crko, - rzecze jej stary Nie masz zbrodni bez kary. Lecz jeli szczera skrucha, Zbrodniarzw Pan Bg sucha. Znam ja tajnie wyroku, Mi ci rzecz obwieszcz; Cho m zgin od roku, Ja go wskrzesz dzi jeszcze. - Co, co? jak, jak? mj ojcze! Nie czas ju, ach, nie czas! To elazo zabojcze Na wieki dzieli nas! Ach, znam, em warta kary, I znios wszelkie kary, Byle si pozby mary. Zrzek si mego zbioru I pjd do klasztoru, I pjd w ciemny las. Nie, nie wskrzeszaj, mj ojcze! Nie czas ju, ach, nie czas, To elazo zabojcze Na wieki dzieli nas! Starzec westchn gboko I zami zala oko,58

Oblicze skry w zasonie, Drce zaama donie. - Id za m, pki pora, Nie lkaj si upiora. Martwy si nie ocuci, Twarda wiecznoci brama; I m twj nie powrci, Chyba zawoasz sama. - Lecz jak pogodzi braci? Kto wemie, a kto straci? Najlepsza bdzie droga Zda si na los i Boga. Niechaje z rann ros Pjd i kwiecie znios. Niech kady wemie kwiecie I wianek tobie splecie, I niechaj doda znaki, eby pozna, czyj jaki, I pjdzie w kocio boy, I na otarzu zoy. Czyj pierwszy wemiesz wianek, Ten m twj, ten kochanek. Pani z przestrogi rada, Ju do maestwa skora, Nie boi si upiora; Bo w myli swej ukada Nigdy w adnej potrzebie59

Nie woa go do siebie. I z tych ukadw rada, Jak wpada, tak wypada. Biey prosto do domu Nic nie mwic nikomu. Biey przez ki, przez gaje, I biey. i staje, I staje, i myli, i sucha: Zda si, e j kto goni I e co szepce do niej, Wokoo ciemno gucha; - To ja, twj m, twj m! I staje, i myli, i sucha, Sucha, zrywa si, biey, Wos si na gowie jey, W ty obejrze si lka, Co wci po krzakach stka, Echo powtarza wci: To ja, twj m, twj m! Lecz zblia si niedziela. Zblia si czas wesela. Zaledwie soce wschodzi, Wybiegaj dwaj modzi. Pani, rd dziewic grona Do lubu prowadzona, Wystpi rd kocioa I bierze pierwszy wianek,60

Obnosi go dokoa; Oto w wiecu lilije, Ach, czyje to s, czyje? Kto mj m, kto kochanek? Wybiega starszy brat, Rado na licach ponie, Skacze i klaszcze w donie: Ty moja. mj to kwiat! Midzy liliji krgi Uplotem wstek zwj, To znak, to moje wstgi! To mj, to mj, to mj! - Kamstwo! - drugi zawoa Wyjdcie tylko z kocioa, Miejsce widzie moecie, Kdy rwaem to kwiecie. Rwaem na czce w gaju, Na grobie przy ruczaju, Oka grb i zdrj, To mj, to mj, to mj! Kc si li modziece; Ten mwi, ten zaprzecza; Dobyli z pochew miecza; Wszczyna si srogi bj, Szarpi do siebie wiece: To mj, to mj, to mj! Wtem drzwi kocioa trzasy,61

Wiatr zawia, wiece zgasy, Wchodzi osoba w bieli. Znany chd, znana zbroja, Staje, wszyscy zadreli, Staje, patrzy ukosem, Podziemnym woa gosem: Mj wieniec i ty moja! Kwiat na mym rwany grobie, Mnie, ksie, stu wi; Za ono, biada tobie! To ja. twj m, twj m! li bracia, biada obu! Z mego rwalicie grobu, Zawiecie krwawy bj. To ja, twj m, wasz brat, Wy moi, wieniec mj, Dalej na tamten wiat! Wstrzsa si cerkwi posada, Z zrbu wysuwa si zrb, Sklep trzeszczy, gb zapada, Cerkiew zapada w gb. Ziemia j z wierzchu kryje, Na niej rosn lilije, A rosn tak wysoko, Jak pan lea gboko.

62

TUKAJ ALBO PRBY PRZYJANI - ballada we czterech czciachI "Ja umieram. - Ja nie pacz, I wy chciejcie uly sobie; Prdzej, pniej legniem w grobie. Nie wrc na wiat rozpacze. Byem panem mnogich woci, Sawny potg i zbiorem; Zamki me stay otworem Dla przyjaci i dla goci. O potgo! o czowieku! Wielkie zamki, wielkie imi, Wielkie nic! wielko, czczy dymie! Ja umieram w kwiecie wieku! Gdy za mdroci widziadem Gonic zbiegam kraje cudze, Gdy wzrok nad ksigami trudz, Skarbnice nauk posiadem. O nauki! o czowieku! Wielka mdro, wielkie imi, Wielkie nic! rozum, czczy dymie! Ja umieram w kwiecie wieku! Strzegem ustaw witej wiary W duchu i serca prostocie; Hojnie nagradzaem cnocie, Kocioom niosem ofiary!

63

O pobonoci! czowieku! wita wiaro, wite imi, wite nic! cnoto, czczy dymie! Ja umieram w kwiecie wieku! Twrco, jake igrasz srodze! Kiedy mi dasz wiek niedugi, C, e mi dasz wierne sugi? Czyme za wierno nagrodz? Dasz kochank kochankowi, mier truje lubw sodycze. I tylu przyjaci licz! Bdcie zdrowi, bdcie zdrowi!" Tak na domownikw rku Tukaj, pord skarg i jku, Poegnawszy wiat na wieki, Gasnce zamkn powieki. Wtem grom amie szczyty dachu, Zadray zamkowe ciany, Jakowy starzec nieznany Wlatuje na rodek gmachu, Siwy wos okry mu skronie, Twarz marszczkami rozorana, Broda duga za kolana, Na kosturze wsparte donie, "Tukaju!" - porwa z pocieli I wraz za sob i kae; Ju wierzchne sale minli64

Minli way i strae. Id; ciemno, deszczyk kropi; A srebrzysta twarz miesica To grubawe mgy roztrca, To si znowu we mgle topi. Id ponad trzskie kpy, Mijaj bagna, gbinie, Hnilicy ciemnej ostpy, Kodyczewa nurty sinie. Gdzie puszcz zarosa wkoo. Spodem czarna, z wierzchu powa, wirami nasute czoo wynosi gra arnowa. Tam szli; starzec klk na grobie, Rozwar usta, okiem bysn, Podnis w gr rce obie, Trzykro krzykn, trzykro wisn. "Tukaju, patrz, oto cieka! Za ciek chatka na bagnie, W chatce mdrzec Polel mieszka. Mdrzec mdrca wspomc pragnie. Znana twa nauka, cnota; Znam, e Bg, wzy lubemi Przywizawszy ci do ziemi, Dugiego nie da ywota. Ale rzucaj przestrach pony, Mych sposobw uznaj dzielno;65

yj dla sug, przyjaci, ony, Lata, wieki, niemiertelno. Ja pierwszy ziemskiemu oku miem do niej pokaza drog; Lecz podug ustaw wyroku Dwm tylko pokaza mog. Wybierz drugiego czowieka, Czowieka doznanej wiary, Ktremu by w kadej probie Tak zaufa, jak sam sobie; Trafisz, - niemiertelno czeka! Chybisz, - mier i wieczne kary!" "Starcze! twe zjawienia wieszcze Ciemna zasona powleka. Powiedz..." - "Powiadam ci jeszcze, Wybierz drugiego czowieka. Rad si twej gowy i serca. Idzie o ciao i dusz! Wierny albo przeniewierca, Niemiertelno lub katusze!... Czy mgby zwierzy si sudze?..." Tukaj nic nie odpowiada, Bo kt zgadnie myli cudze? Bo zbyt czsta w sugach zdrada. "Moe kochance lub onie?" "Tak..." - wtem uci, patrzy smutnie; "Tak" - rzecze i znowu utnie.66

Myli, sam si z sob biedzi, "Tak jest, kochance... tak, onie!" I wierzy, i strach na pada, I wtpi, i wstydem ponie; Myli, sam si z sob biedzi, Umyli ju w odpowiedzi, Ju... i nic nie odpowiada. "Umrzyj wic! Ty miae da? Daj pokj daniom dzikim, Ty nie masz ufnoci w nikim, Warto duej wiat oglda?" On myli. - "Nikogo z wiela? Sugi; ony, przyjaciela?" On myli. - Tu w mgnieniu oka Czerni si niebios sklepienie, Sycha grzmienie, ziemi drenie, Kipi bagna, lasy gor, Niknie w pomieniach opoka I doliny i jezioro. rd gromw, wistu i szczku, Czy to zy duch, czy moc boa, Tukaj znalaz si rd oa, Na swych domownikw rku. Gos tylko zagrzmia z daleka: "Nie masz drugiego czowieka, Ktremu by w kadej probie Tak zaufa, jak sam sobie!"67

II "Ja mam, ja mam przyjaciela!" Konajcy Tukaj woa; Wraz uchodzi blado z czoa, Iskr zdrowia oko strzela, Tukaj wydarty mogile Wstaje, dziwi si doktory; Wstaje, chodzi o swej sile, Jakby nigdy nie by chory. A wtem na poduszce z boku Ujrzy z wolej skry karty, Gdzie tajemnice wyroku Przeklte spisay czarty. Tukaj z ciekawoci chwyta, Siada, podpar si i czyta: "Kiedy miesic na modziku, Id za gr do gaiku, Znajdziesz kamie, spod kamienia Biaego urwij korzenia. Kiedy bdziesz bliski mierci, Ka ciao posiec na wierci, W wodzie zgotowa korzonki, Pocite namaci czonki, Znowu si duch z ciaem zronie, W modocianej wstaniesz wionie, I moesz skutkiem tych lekw68

Umiera, wstawa wiek wiekw". Dalej tam byy przestrogi, Jak sieka gow, jak nogi, W jakiej wodzie smay trunek, Po jakiej bra zioa szczypcie, Ale na kocu w post-skrypcie Taki dodano warunek: "Jeli uyty kto drugi Do namaszczalnej posugi, Zwiedzion przez nasze fortele, Innemu pokae ziele Lub w oznaczonej godzinie Twego ciaa nie namaci, Wtenczas skutek zioa zginie, Wtenczas pieko czeka waci. Jeli na to si omielisz, Dla znaku, e zasza zgoda. Nasz pose Mefistofelisz Do wymiany traktat poda. Ostrzeglimy o fortelach, Strze si; potem prny kweres. Dan w Erebie, w szabas rano, Wasn rk podpisano; Tak ma sta si: Luciferes. A za zgodno: Hadramelach". Tukaj troch si zagniewa, Warunku si nie spodziewa;69

Brod na rku podpiera, Potar czoo, skrzywi nosa, Na kontrakt spjrza z ukosa, Tabaczki dwa razy zay, To na ziemi spuszcza oczy, To po stoowaniu toczy. Wzi pargamin, w rku zway; Znowu na zezem poziera, Znowu czyta i odczyta, Znowu zway, znowu zmierzy, Kuakiem o st uderzy, Westchn, mrucza, zbem zgrzyta, Rce nad czoo zakada, Skoczy raptem i w zapdzie Machn rk: "Niech tak bdzie!" Znowu umilk, znowu siada; Znowu myli, znowu wstaje; Znowu chodzi, znowu siada. Niech go za to nikt nie aje, Bo z diabami rzecz nie lada. Myli: albo wieczne ycie, Albo wiecznie diabu dusza. Nic nie mwi, myli skrycie, Tylko troch warg rusza. Nadszed ju czas odpowiedzi, Tukaj oddala si z tumu I do pracowni rozumu70

Zamknwszy si, jeden siedzi. I tam swj traktat raz jeszcze, Nim stempel przyjcia zyska, W surowej uwagi kleszcze Bierze i porzdnie ciska. Tam myl rozmaita cieka W jedne podobiestwa tygle, Tam jedn myl niedocigle Rnicy noykiem sieka, Sieka, topi na ksztat wosku, A wycisn ekstrakt wniosku, Obejrzawszy wniosek cile, Tak rzek, po dugim namyle: "Jakiekolwiek to fortele, O ktrych syszaem z gry, Czy ich niewiele, czy wiele, Trojakiej bd natury: Chcc kogo przywie do zdrady, Trzeba siy albo rady; Albo podarunkiem skusi, Albo strwoy, albo zmusi. To samo krtszymi sowy, Bdzie sylogizm takowy: Trojaka do zguby droga, Ciekawo, akomstwo, trwoga. Wic kto w tym trojakim wzgldzie Twardej nie ulegnie probie,71

Takiemu ju mona bdzie Ufa jak samemu sobie". Tukaj kontent z wynalazku, Szuka atramentu, piasku, Idzie kreli pismo grzechu; Ale idzie bez popiechu, Ju ciemno, pisa niewczenie, W atramencie jakie plenie; Dwie wiece musia zapali I dwa kaamarze nala, Co mu zabolao w okciu; Wzi piro, na pirze wosek I bardzo spisany nosek; Otrzs, przyci na paznokciu. Po dugim wzgldzie, rozgldzie, Wreszcie pisze: NIECH TAK BDZIE. Chcia dooy i nazwisko, Lecz nim pierwsze T napisa, Myla p godziny blisko, Gow i pirem koysa, I nic wicej nie napisa; Tylko do pierwszej litery Doda mae kropki .... cztery. Gdy ju napisano widzi, Jeszcze patrzy, jeszcze bada; Niechaj z tego nikt nie szydzi, Bo z diabami rzecz nie lada.72

Lecz jake si musia zdumie, Gdy goska B w sowie BDZIE Zacza brzcze i szumie, I wzdyma wszystkie krawdzie. Krci si, beczy, podrasta Jak na drodach kawa ciasta, Dolna litery poowa Wykurcza si w brzuch i ebra, U zwierzchniej wypuka gowa Na ksztat ogromnego cebra, Szyjka jak u osy wska, Nosik ora, brdka koza, A z jednej go strony koska, Z drugiej kurza apka wioza; Poglda okiem woowem, Skrzyda na ksztat myskich wiose, By to diabe jednym sowem, By to Miefistofel pose. Jeszcze Tukaj nie mg wiedzie, Czy egna, czy prosi siedzie, Kiedy przyskoczy zuchwalec, Porwa za maleki palec, Zasadzi noyk pod skrk I umoczy we krwi pirko; Pirko wcibi, cisn w rku, Rk wodzi pomaleku. Gdy ju U, K, A, J min,73

Zrobio si cakiem TUKAJ. Diabe wisn, chychn, zgin! Teraze z nim adu szukaj. (Koniec czci drugiej)

DUDARZ - Myl z pieni gminnejJaki to dziadek, jak gob siwy, Z siw a do pasa brod? Dwaj go chopczyki pod rk wiod. Wiod mimo naszej niwy. Starzec na lirze brzka i nuci, Chopcy dm w dudeczki z pirek Zawoam starca, niech si zawrci I przyjdzie pod ten pagrek. "Zawr si, starcze, tu na igrzysko, Tu si po siewbie weselim; Co nam da Pan Bg, tym si podzielim, I do wsi na noc std blisko". Posucha, przyszed, skoni si nisko I usiad sobie pod miedz; Przy nim po bokach chopczyki siedz Patrzc na wiejskie igrzysko. Tu brzmi piszczaki, bij bbenki, Pon stosy suchych drewek; Pij staruszki, skacz panienki74

Obchodzc wito dosiewek. Milcz piszczaki, guchn bbenki. Porzuca ogie gromadka; Bieg staruszki, bieg panienki, Bieg do dudarza dziadka. "Witaj, dudarzu, witamy radzi. W wesoej przychodzisz dobie; Pewnie z daleka Pan Bg prowadzi, Pogrzej si i spocznij sobie". Wiod, gdzie ogie, gdzie st z murawy Sadz dudarza porodku; "Moe pozwolisz na troch strawy Albo na szklaneczk miodku? "Widzim i lir, widzim piszczaki, Zagraj co nam samotrzeci, Napenim za to tomok, kobiaki, I bdziem wdziczni waszeci". "No, stjcie cicho" - rzek do gromadki, "Cicho" - powtarza, w do klaska, "Jeeli chcecie, zagram wam, dziatki, A c wam zagra?" - "Co aska" Wzi w rce lir i szklank spor, Miodem pier star zagrzewa, Mrugn na chopcw, ci dudki bior, Brzkn, nastroi i piewa: "Id ja Niemnem, jak Niemen dugi. Od wioseczki do wioseczki,75

Z borku do borku, z smugw na smugi, piewajc moje piosneczki, "Wszyscy si zbiegli, wszyscy suchali, Ale nikt mi nie rozumie, Ja zy ocieram, westchnienia tumi I id dalej a dalej. "Kto mi zrozumie, ten si uali I w biae uderzy donie; Uroni ezk i ja uroni, Ale ju nie pjd dalej". A wtem gra przesta; nim znowu zacznie, Przelotem spjrza po boniu; Lecz w jedn stron spoziera bacznie; Kt tam stoi na ustroniu? Staa pasterka i plota wieniec, To uplecie, to rozplecie; A obok przy niej stoi modzieniec I splecione przyj kwiecie. Spokojnos duszy z jej wida czoa, Ku ziemi spuszczone oko; Nie bya smutna ani wesoa, Tylko co myli gboko. Jak puszkiem chwieje trawka zielona, Cho wiatr przestanie oddycha, Tak si na piersiach chwieje zasona, Chocia westchnienia nie sycha. Wtem z piersi listek zky odepnie,76

Listek nieznanego drzewa; Spjrzy na, rzuci i z cicha szepnie, Jakby si na listek gniewa. Odwraca gow, odesza nieco, Podniosa w niebo renice, Nagle na oczach ezki zawiec I r wystpi na lice. A dudarz milczy, brzka powoli, A wzrok utopi w pasterce, Utopi w licu, lecz wzrok sokoli Zda si przedziera a w serce. Znowu wzil lir i spory dzbanek, Miodem pier star zagrzewa; Skinl na chopcw, ci do multanek, Brzkn, nastroi i piewa: "Komu lubny splatasz wieniec Z r, liliji i tymianka? Ach! jak szczliwy modzieniec! Komu lubny splatasz wieniec? Pewnie dla twego kochanka? Wydaj zy i rumieniec, Komu lubny splatasz wieniec Z r, liliji i tymianka. "Jednemu oddajesz wieniec Z r, liliji i tymianka; Kocha ci drugi modzieniec, Ty jednemu oddasz wieniec;77

Zostawe zy i rumieniec Dla nieszczsnego kochanka, Gdy szczliwy bierze wieniec Z r, liliji i tymianka". Na to szmer powsta, rne pogoski Pomidzy cib przytomn, T piosnk spiewa kto z naszej wioski, Lecz kto i kiedy, nie pomn. Starzec ucisza, podnosi rk, "Suchajcie, dzieci!" - zawoa Powiem, od kogo mam t piosenk, Moe on by z tego sioa. "Kiedym wdrujc przez kraje cudze Krlewiec zwiedzi przechodem, Wtenczas przypyn z Litwy na strudze Pasterz jaki z tych stron rodem. "Smutny by bardzo, ale przyczyny Smutku nie mwi nikomu, Odbi si potem od swej druyny I nie powrci do domu. "Czesto widziaem, czy wiec zorza, Czyli ksiyc w penym blasku, Jak on po boniach albo u morza Po nadbrzenym bdzi piasku. "Posrd ska nieraz, podobny skale, Na deszczu, wietrze i chodzie, Odludny duma, wiatrom swe ale,78

A zy powierzajc wodzie. "Szedem ku niemu, spoziera smutnie, Ale ode mnie nie stroni, Jam nic nie mwic nastroi lutni, Zapiewa, w struny zadzwoni. "zy mu si rzuc, lecz skin czoem, e si to granie podoba; cisn za rk, ja go cisnem I zapakalimy oba. "Poznalimy si lepiej nawzajem, I bylimy przyjaciele. On zawsze milcza swoim zwyczajem, I ja mwiem niewiele. "Potem, gdy trosk strawiony dug Ju nie mg rady da sobie, Ja towarzyszem, ja byem sug, Jam go pilnowa w chorobie. "Ndzny, w mych oczach gasn powoli. Raz mi przywoa do oa: "Czuj - rzek - bliski koniec niedoli. Niech si speni wola boa. "Zgrzeszyem tylko, e moje lata Tak si nadaremnie stary; Ale bez alu schodz ze wiata, Dawno ju na nim umary. "Kiedy mi ska tych dziki zaktek Ukry przed gminu obliczem,79

Odtd ju dla mnie wiat ten by niczem; yem na swiecie pamitek. "Ty, co mi wiernym zosta do grobu Koczy ciskajc za rce Nagrodzi tobie nie mam sposobu, Wszake to, co mam, powic. "Znasz piosnk, ktrm po tyle razy piewa paczc nad mym losem; Pomnisz zapewne wszystkie wyrazy I wiesz, jakim piewa gosem. "Mam jeszcze z bladych wosw zawizk I zeschy cyprysu listek; Naucz si piosnki, we t gazk, To mj na ziemi skarb wszystek. "Id moe znajdziesz na brzegach Niemna T, ktrej ju nie obacz, Moe jej piosnka bdzie przyjemna, Moe nad listkiem zapacze. "Nagrodzi starca, do domu przyjmie, Powiedz..." - Wtem oko ciemniao. A w ustach Panny Najwitszej imi Wp wymwione zostao. "Sili si jeszcze, i w samym skonie Na prno co wyrzec da. Wskaza ku sercu i ku tej stronie, Na ktr yjc pogldal". Tu przerwa dudarz i szuka okiem,80

Dostajc listek z papierka; Lecz ju nie bya midzy natokiem Ta, ktrej szuka, pasterka. Z daleka tylko pozna sukienk, Bo w chustce skrya twarz bosk. Jaki modzieniec wid j pod rk, Ju ich nie wida za wiosk. Przybiega zgraja, gdzie starzec siedzia, "Co to jest?" - wszyscy pytaj; On nic nie wiedzia, moe i wiedzia, Ale nie mwi przed zgraj.

81